poniedziałek, 25 maja 2015

11. Dlaczego nie może być na odwrót..

   -A co na to Twoja mama? -pyta Leila, gdy zaczyna się lekcja biologii.
   -Nic, na początek spytała, gdzie byłam i była zdenerwowana, ale potem, gdy powiedziałam, że mnie potrzebowałaś, zignorowała to.
   -A tak naprawdę było na odwrót -chichocze, a ja jedynie się lekko uśmiecham, gdyż mnie to nie bawi.
W tym momencie do sali wchodzi Natan i podchodzi do naszej ławki z uśmiechem.
   -Witam panie -Leila odwzajemnia uśmiech, a ja się lekko rumienię. -Mógłbym dziś siedzieć z Sophie? Chciałbym z nią porozmawiać.
Leila posyła mi znaczące spojrzenie, za co mam ochotę ją kopnąć pod ławką.
   -Jasne -wstaje, puszczając mi oczko. -Tylko nie umawiajcie się w sobotę, bo idziemy wtedy do kina. No chyba, że chcesz iść z nami, Natan.
Boże, czemu ona mi zawsze robi taki wstyd.. chowam twarz w dłoniach. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
   -Chętnie, dziękuje -uśmiecha się do Leili, która zasiada obok Tiffany, jej koleżanki, po czym sam pada na krzesło obok mnie. -Jeśli nie masz nic przeciwko, Sophie.
   -Nie, skądże. -marszczę brwi, uśmiechając się głupkowato. -Wręcz przeciwnie.
Chichocze pod nosem, a ja jestem cała w skowronkach.
Zagryza delikatnie wargę z uśmiechem. Kładzie niepewnie dłoń na mojej, pod ławką. Gładzi kciukiem jej wierzch, a ja wdycham głośno powietrze, gdy Pan Baggins wchodzi do sali. Rozgląda się po twarzach wszystkich, zresztą jak zawsze, by się czegoś doczepić.
   -Leila i Tiffany, nie szepczeć mi tam! -zerkam na zaczerwienioną Leilę, chichrającą z Tiff. -I proszę mi się tak nie miziać pod tą ławką, Natan i Sophia!
Tym razem to Leila zerka na mnie, prawie wybuchając śmiechem. Wyrywam rękę Nate'owi, uśmiechając się pod nosem.
   -Masz cieplutką dłoń -szepcze mi szybko do ucha by Pan Baggins nie zauważył tego. Gdy na niego zerkam ukradkiem, pisze coś na tablicy.
Wszyscy zapisują temat. Nauczyciel zaczyna swoją mowę, której połowa klasy nawet nie słucha. Ja zwykle się skupiam na lekcji, ale tym razem Nate mnie rozprasza. Podaje mi kartkę, lecz daje za nią piórnik, by Pan Baggins nie widział tego.

UMÓWISZ SIĘ ZE MNĄ?

Posyłam mu spojrzenie pełne rozbawienia.

OCZYWIŚCIE

Zerka na mnie i na nauczyciela biologii, gdy postawia ponownie chwycić moją dłoń.
Zapisuje coś na kartce, lecz jestem zajęta wpatrywaniem się w nasze splecione dłonie.
W końcu postanawiam to przeczytać.

WIĘC DZISIAJ O 17 PO CIEBIE PRZYJADĘ

   -Dobrze. -szepczę z uśmiechem, gdy dzwonek dobiega do naszych uszu.
Odwzajemnia mój uśmiech, całując wierzch mojej dłoni. Jego usta są suche i łaskoczą. Wychodzimy razem na korytarz, gdy Leila do mnie dobiega i z przepraszającym uśmiechem, odciąga mnie od Natana.
Ten marszczy brwi, ale również się uśmiecha. Gdy Leila już mnie zaciąga do damskiej ubikacji, od razu mnie wypytuje.
   -Co chciał? Na kiedy się umówiliście? Gdzie Cię miział pod ławką? Co mówił? Jesteście już razem?
Ma kontynuować swoją serię pytań, lecz ja zatykam jej usta dłonią.
   -Boże, Leila.. przestań! -wybucham śmiechem. Jej ciekawość nie zna granic..

   -Tato, Natan przyjedzie po mnie o siedemnastej, jak coś. -oznajmiam tacie, gdy już wychodzi. Zatrzymuje się przed drzwiami, nawet nie odwracając głowy w moją stronę.
   -Nelson? -otwiera drzwi, chwytając teczkę z podłogi. -To go pozdrów ode mnie.
   -Natan, nie Nel... -chcę mu to uzmysłowić, lecz już go nie ma. Mam ochotę go przezywać, choćby w myślach, lecz nic by to nie dało.
Postanawiam o tym nie myśleć i przygotować się na nadchodzącą randkę z Nate'em.

Słyszę ryk silnika pod domem. Przez te dwie godziny siedziałam ubrana i umalowana na łóżku, nie mogąc się doczekać tego momentu!
Wybiegam ze swojego pokoju cała w skowronkach i niemal zlatuję po schodach, po drodze łapiąc torebkę. Otwieram szeroko drzwi wejściowe z uśmiechem.
  -Witaj, Na..
Zamieram w półkroku.
Myślałam, że to już dość tych niespodzianek jak na ten tydzień. Ale cóż..
   -Nie jesteś Nate -stwierdzam gorzko, marszcząc brwi. Jestem pewna, że gdyby moje spojrzenie mogło zadawać ból, Justin dawno by już skowył.
   -Nie, nie jestem Nate. -potwierdza z diabelskim uśmieszkiem na twarzy. Mam jednocześnie ochotę go zdrapać, a jednocześnie go pocałować. W jednej chwili stawia duży krok i staje dosłownie przede mną. -Ale dla Ciebie mogę być kimkolwiek zechcesz.
Gdy jego szept dociera do mojego ucha, przechodzą mnie dreszcze. Zbliża usta do mojej szyi, a ja mam ochotę go odepchnąć, jednocześnie całując. Jest taki myląc.. przymrużam oczy, czując jego ciepły oddech na karku.
Nagle tę chwilę przerywa nieznany mi głos.
   -Co to ma znaczyć, Sophia? -otwieram szeroko oczy, odpychając od siebie lekko Justina.
Nate!
Stoi w progu drzwi, przyglądając nam się ze smutkiem. Wzdycham, cała drżę.
   -Przyszedł do mojego brata.. -spuszczam głowę, jak i wzrok. Choć wiem, że nie muszę mu się tłumaczyć, czuję taką potrzebę.
   -Do brata? -unosi kpiąco brew. -Może jesteś gejem, nie wiem, nie obchodzi mnie to, ale musisz być ślepym, by nie zauważyć, że to nie jej brat.
O nie.. czuję, że Justin się wkurzy. Mocno.
Czekam na jego reakcję. Słyszałam, że pobił jakiegoś chłopaka, bo ten nazwał go przestępcą.
   -Co Ty powiedziałeś? -słyszę jego warknięcie. Przygotowuję się na odciągnięcie go od Natana, lecz gdy to już się staje, gdy Justin robi wielki krok w jego stronę i go bardzo mocno i gwałtownie uderza w twarz, stoję jak posąg. Dopiero po trzech sekundach, gdy Nate się łapie za nos i patrzy wrogo na Justina, ja staję pomiędzy nimi, odpychając Biebera do tyłu.
   -Uspokój się! -lecz ten wyrywa mi się i uderza go raz jeszcze. Słyszę kroki na schodach, ale to ignoruję. Wrzeszczę w niebo głosy, pociągając go w swoją stronę. Byle jak najdalej od Natana. -Uspokój się, Ty psycholu!
Gdy zamiera, wiem, że przegięłam.
Czekam na piekło, gdy odwraca się do mnie z naprawdę bardzo wyraźną wściekłością w oczach.
   -Psycholu? -jego agresywne warknięcie sprawia, że cała drżę. Czuję napięcie w tym pomieszczeniu. Wszyscy je czujemy. -Coś Ty, kurwa, powiedziała?
Kulę się, gdy popycha mnie gwałtownie popycha na ścianę. Mam wrażenie, że wbija mi kolce w plecy, które niemiłosiernie boleśnie przebijają moją skórę, powodując krwotok.
   -Justin, kurwa mać! -słyszę wrzask Cody'ego.
Podchodzi, lecz nie za blisko. Razem z Natanem wpatrują się w Justina. Ja również się w niego wpatruję. W jego oczy, w których co sekundę pojawia się inne uczucie i inny błysk.
Powoli się odsuwa, puszczając mnie. Daje mi odejść, lecz ja nie odchodzę.
Stoję i wpatruję się w niego, jak zaczarowana. A może jestem? Spojrzeniem rzucił na mnie czar.
Kręci głową sam do siebie i szybko, niemal biegnąc, wydostaje się z naszego domu.
Jestem w szoku, zresztą Nate chyba też.
   -Co to miało być, Sophia? -szybko do mnie podchodzi, wyrzucając ręce w powietrze. Ja jedynie kręcę głową, wypuszczając cicho powietrze.
   -Wiesz, w sumie odechciało mi się gdziekolwiek iść.. -zerkam na niego, a on rozszerza oczy. Wzdycham więc. -Ale jeśli chcesz, możemy zostać u mnie..
Uśmiecha się i kiwa głową. Cody chce wybiec za Justinem, lecz jedynie zaciska szczękę i wraca do swojego pokoju.
A ja zostaję z Natanem, myśląc o Justinie. I zastanawiam się nad tym, dlaczego nie może być na odwrót..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz