-Jestem! -krzyczę, zamykając za sobą drzwi. Nikt mi nie odpowiada, więc marszczę brwi, ściągając kurtkę z ramion. Rozglądam się i wołam brata. -Cody!
Ponownie cisza, a gdy chcę rozebrać buty, nagle zza ściany wyłania się moja mama w ołówkowej spódnicy i białej marynarce.
-Cody'ego nie ma -mówi obojętnym to tonem, lecz jej oczy mówią co innego. Czasem wydaje mi się, że próbuje być surowa, by się podporządkować tacie. A innym razem wydaje mi się, że to tata próbuje być surowy, by się podporządkować mamie.
-Jeszcze nie wrócił? -dziwię się. Kręci głową, wzdychając i wraca do swojego biura. Cody nigdy nie znikał na tyle bez słowa..
Słyszę cichutki dźwięk zamykania drzwi. Zerkam na zegarek. Jest dwudziesta! Gdzie on tyle był?
-Natan, muszę kończyć. Zadzwonię za jakieś.. pół godziny -mówię do słuchawki telefonu. -Dobranoc.
-Pewnie, dobranoc -i rozłącza się, a ja wzdycham.
Odkładam telefon na etażerkę i wychodzę ze swojego pokoju, kierując się na przedpokój. Słyszę mojego brata. Jest u siebie w pokoju. Mam już wejść, gdy słyszę jego rozmowę przez telefon..
-Rozumiem.. cholera, a nie masz na teraz? -warczy cicho. Mój brat... przeklinając? Znaczy jak byliśmy mali nazwał mnie debilką, ale nic poza tym.. -Dobra, idę.
Więcej nic nie mówi. Zamierzam się wycofać, gdy uświadamiam sobie, że chyba gdzieś wychodzi.
Wchodzę do jego pokoju. Zerka na mnie, odwracając się plecami.
-Hej.. -szepcze, ale nie poznaję jego głosu. Zdziwiona podchodzę do niego powoli i kładę mu dłoń na ramieniu. W końcu się do mnie odwraca. Czuję silne, męskie perfumy, mieszające się z jakimś dziwnym zapachem, którego nie jestem w stanie rozpoznać.
-Hej... -wpatruję się w niego. -Co Ci się stało? Masz całe zaczerwienione oczy!
Po krótkiej chwili wahania się, dotykam jego twarzy i rozszerzam powieki. On odpycha moją rękę i drapie się po głowie, zaciskając usta w cienką linię.
-Jak byłem pod y.. prysznicem, to.. szampon mi wpadł do oka..
Zabawne, bo przed chwilą wrócił. Ciekawe, kiedy zdążył wziąć prysznic. I nie ma mokrych włosów.. Postanawiam nie interesować się i nie wchodzić w szczegóły.
-Na razie.
Znów gdzieś znika? Co robi poza domem? Co się z nim dzieje?
Na zewnątrz jest już ciemno. Wychodzi z pokoju, a następnie schodzi na dół.
Podchodzę do okna i obserwuję w którym kierunku zmierza.. a może by go tak śledzić? Nie, to głupie..
Jestem bezradna.
Wracam do łóżka i dzwonię do Nate'a. Odbiera po pierwszym sygnale. Jakby czekał aż zadzwonię..
-Halo?
-Myślę, że minęło pięć minut, nie trzydzieści, ale mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza? - pytam z sarkazmem.
-Czy Ty się ze mną droczysz? -pyta ze śmiechem.
-Skądże.. -chichoczę cichutko.
-Nie przeszkadza mi to, wręcz cieszy, dlatego przykro mi, ale teraz to ja muszę kończyć. Do zobaczenia jutro w szkole. Dobranoc, Sophia.
-Dobranoc..
Budzi mnie dzwonek mojego telefonu. Zerkam na zegarek. 04:02
Kto normalny dzwoni o tej godzinie?
Patrzę na wyświetlacz: Cody
-Halo? -mruczę zaspanym głosem.
Nikt się nie odzywa. Słychać jakieś szumy po drugiej stronie.
-Kurwa mać.. -słyszę jakiś głos, ale to nie Cody. Ten głos jest.. taki niski i męski. Powiedziałabym, że mi się podoba i to bardzo, ale nawet nie wiem do kogo należy. Podejrzewam, że do tamtego dziwnego kolesia..
Ta osoba się rozłącza, a ja przez resztę nocy nie mogę zasnąć. Zasypiam dopiero, gdy jest już jasno.
Śni mi się zakapturzony chłopak z brązowymi oczami i bardzo męskim głosem.
Czemu śnię o złej postaci? Nie powinnam śnić o Natanie?
-Gdzie byłeś? -słyszę wrzask matki. Jest ciemno, a ja jestem zbyt ospała, by tego nasłuchiwać. - Gdzie byłeś, się pytam!
-Nadal nie gadasz? -tym razem słyszę głos ojca. -Zaraz Ci..
-PAUL! -bezradny wrzask mamy łamie mi serce.
Nie chcę tego słuchać.. znów widzę ciemność, a głęboki głos mnie uspokaja.
-Sophie.. Sophie.. Sophie! -budzi mnie głos brata.
Otwieram oczy, przeciągając się.
-Hm?
-Masz może.. um pożyczyć kasy?
-Co? -marszczę brwi. -Rodzice nie mogą Ci dać?
-No właśnie nie.. -mruczy, spuszczając głowę. -To masz?
-A na co? -pytam, wstając. -I ile?
-Nie ważne.. no jakoś sto..
Wzdycham.
Wyciągam z portfela pieniądze i mu podaję.
-Dzięki.
I wychodzi, zostawiając mnie samą w pomieszczeniu.
Próbuję o tym nie myśleć i ubieram sukienkę. Czeszę włosy i się maluję.
Perfumuję się i obracam wokół własnej osi. Może być.
-Hej! -krzyczy Leila. Jest na drugim końcu korytarza. Biegnę do niej i wpadam w jej ramiona. Ściskam ją mocno, zaciskając oczy i pięści.
-Hej.. hej -odchyla się ode mnie i trzyma moją twarz. -Stało się coś ?
-Nie, nic.. po prostu.. czuję, jakbyśmy się nie widziały z tydzień.. -prycham.
-Znam to skądś.. -i znów powracam do udawania, że wszystko jest w porządku, a ona zaczyna swój monolog o Ryan'ie.
-Powiedział "do zobaczenia w szkole " i nie ma go! -wzdycham. Leila jedynie kręci głową z uśmiechem.
-Lubisz go.. -mruczy.
-Cicho! -śmieję się, lecz ona wydaje się być teraz zamyślona. Unoszę pytająco brew, a ona niepewnie zaczyna.
-Wiesz.. zauważyłam, że.. znaczy nie wiem, ale.. ktoś Cię chyba śledzi.. -niepewnie mówi, co chwilę zerkając za mnie. Odwracam się i zauważam jego. Znowu. Muszę się o niego spytać Cody'ego, bo to jest chore..
-Cody.. umm.. pamiętasz tego zakapturzonego chłopaka, z którym gadałeś w klubie? -pytam cicho, by rodzice nie usłyszeli. -Wydaje mi się, że.. mnie śledzi.
Nagle wyraz jego twarzy zmienia się. Jest chyba wkurzony. I to bardzo.
-Nie wiem o kim mówisz..
-Ugh.. dobrze wiesz! -warczę.
-Nie, nie wiem! Daj mi spokój!
-Dobra! -wrzeszczę, wychodząc z pokoju. Schodzę na dół, do salonu. Siadam na kanapie przed telewizorem i wkurzona szukam czegoś ciekawego.
-Koleś, spróbuj się chociaż z tym kryć.. -słyszę z pokoju Cody'ego. -Ona zaczyna coś podejrzewać..
I schodzi na dół. Udaję, że nie podsłuchiwałam i że jestem wsłuchana w słowa kulinarnego krytyka, przedstawiającego swoje poglądy o tej restauracji.
Gdy wiem, że jest już na tyle daleko, by nie mógł mnie zauważyć, idę za nim. Jest już ciemno, a jest ledwie dwudziesta. Postanawiam go śledzić.
Może to chore, ale wydaje mi się dziwne, że nie było go całą noc i cały dzień, a rodzice na to nic. Wychodzę z domu i rozglądam się. Widzę go.
Nie jest na tyle daleko, bym mogła go zgubić, ale nie na tyle blisko, by miał mnie zauważyć.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
4. A więc mnie lubisz?
-Jak było na randce z Nelsonem? -pyta tata, gdy rano schodzę na śniadanie.
-Byłam z Natanem, tato -wzdycham. On też będzie miał o to pretensje?
-Po co?
Poważnie..?
-Jeju tato, naprawdę? -wkurzona wychodzę z pomieszczenia.
-Nie zjesz? -krzyczy z kuchni.
-Nie jestem głodna. -warczę.
Wyjmuję telefon z kieszeni dżinsowej kurtki, czując wibracje.
Od: Leila
Czekam pod bramą
-Wychodzę! -krzyczę, by wszyscy mnie usłyszeli.
Rzeczywiście, pod bramą czeka moja przyjaciółka, stukając palcami w telefon. Prawdopodobnie pisze z Ryanem, swoim byłym.
-Hej! -szeroko się uśmiecha. -Jak tam randka z Natanem? I jak na tym przyjęciu?
-Powiem Ci po drodze.
Opowiedziałam jej o "przyjęciu" czyli o klubie na Braton i o Sierrze, a także o randce z Natanem.
-Natan jest taki kochany.. no i pasujecie do siebie!
-Naprawdę tak uważasz? -rumienię się. -Prawie się pocałowaliśmy, gdyby nie moja matka...
-Oh, to masakra! Ona wciąż o Nelsonie?
Wzdycham.
-No.. wiesz, tym bardziej, że rodzice Nelsona sponsorują mojego tatę.
-Nie lubi Natana? Przecież jest miły i też ma kasę..
-Ona go nawet nie zna.. i powiedziała, że nie ma zamiaru poznać.
-Ryanprzyjeżdżadomnienaweekend.
Nic nie rozumiem..
-Co? Mogłabyś ciut wolniej..?
-Ryan przyjeżdża do mnie na weekend.. -szepcze zarumieniona. Wie, że go nienawidzę. Zdradził moją przyjaciółkę! I do tego dostawiał się do mnie!
-Wiesz co myślę na te..
-Obiecał mi, że to koniec! Zmienił się, rozumiesz? -warczy. Woah, spokojnie!
-Ale czy na pewno.. po prostu mu nie ufam!
-Napisał mi, że od pięciu miesięcy z nikim nie spał.
-A tymczasem drugą ręką miział jakąś inną laskę..
-Po prostu zazdrościsz! Zazdrościsz, bo ja mam normalnych rodziców, którzy szanują mnie i moje wybory!
Auć.
Wpatruję się w nią, zatrzymując się pod szkołą.
-Soooph! Przepraszam..
-Daj spokój.. -wychodzę pierwsza z samochodu, trzaskając drzwiami. Troszkę zabolało.
Weszłam do szkoły obojętnie, olewając Leilę. Mam to gdzieś.
Oby tylko nie spotkać Nelsona..
-Hej, Sophia! -znam ten głos... nieee.... czemu zawsze muszę krakać?
-Witaj, Nelson -próbuję wyglądać, jakby wcale mnie nie irytował.
-Czemu się nie odzywałaś? Gdzie byłaś wczoraj? Dzwoniłem na stacjonarny z piętnaście razy.
Boże, co za psychol..
-Była ze mną.
Słyszę czyiś głos. Go też skądś znam... Przede mną staje Natan.
Wtedy Nelson się zbłaźnia..
-Czemu? -słucham? Czy on siebie słyszy?
-Widocznie mnie lubi? -widocznie Nate'a nie śmieszy to pytanie. Wydaje mi się, że czuje się urażony.
-Mówię do Ciebie? -odgryza się dziecinnie. -Czemu z nim wyszłaś, co?
-Boże, Nelson.. nie jestem Twoją własnością.. nie jestem niczym dla Ciebie! Nie jestem Twoją dziewczyną, czy przyjaciółką, byś miał prawo się domagać odpowiedzi na to pytanie..
-Ale...
-Ale? Jesteś dla mnie nikim, Nelson. Lubię Nate'a, więc się z nim umówiłam. Czy ta odpowiedź Cię satysfakcjonuje?
Uśmiecham się sztucznie. Natan mnie obejmuje, a Nelson prycha, odchodząc.
Kurde, może przesadziłam...
-A więc mnie lubisz? -czuję jak rumieniec leniwie wpływa na moją twarz.
-Na to wygląda.
I znów.. powoli nachyla się i czuje jego oddech.. wreszcie...
DRRR DRRR
Dzwonek na lekcje. Jezu!
Zerkam na niego, widząc ten piękny uśmiech. Po chwili chichoczemy, jak pięciolatki. Akurat my musimy mieć takiego pecha..
Rozglądam się. Kolejny raz widzę tego samego zakapturzonego faceta. On chyba naprawdę mnie śledzi..
Chcę już do niego podejść, gdy zatrzymuje mnie jeden z nauczycieli.
-Proszę wracać na lekcje!
Wzdycham i kieruję się w stronę sali od chemii, a gdy się obracam, go tam już nie ma.
Przerażający typ.
Na matematyce ktoś rzuca we mnie kartką. Zerkam za siebie. To Leila..
SŁYSZAŁAM JAK DOWALIŁAŚ NELSONOWI
JESTEM DUMNA
NIE GNIEWAJ SIĘ!!! XX
Uśmiecham się do niej i wzruszam ramionami. Śmieje się cicho.
Tak właśnie wyglądają nasze kłótnie..
-Chcesz coś dodać, Panno Brown? -odzywa się Pan Smith. -Czemu nie ma Cody'ego w szkole?
I co ja mam teraz powiedzieć? Sama nie wiem co się z nim dzieje..
"Przeciwieństwa się przyciągają..
pokochała dno, gdy była na szczycie" Słucham Pani Bennett, zapisując każde słowo w zeszycie.
Kocham uczęszczać na zajęcia z literatury.
-Chciałby ktoś podzielić się jakimś cytatem?
Rozglądam się. Penelope podniosła rękę.
-I choćbyś się wypierał, że miłości w Tobie już nie ma.. Twoje smutne oczy zawsze Cię zdradzą.
To również zapisuję w swoim notatniku.
-Piękne, Panno Feve -uśmiecha się. -Może.. Sophie?
Unoszę na nią wzrok.
-Umm.. okej. Troszkę nawiązując do smutnych oczu Penelope -cicho chichoczę, by złagodzić napięcie, które zawsze we mnie rośnie w takiej chwili, a po paru spokojnych oddechach czytam to, co napisałam zaledwie tydzień temu.
-Niebo dzisiaj jest takie smutne.. prawie tak smutne jak Twoje oczy.. lub Twoje oczy są tak smutne, jak niebo.. -unoszę wzrok na wszystkich. Wsłuchują się w każde moje słowo. -Nie wiem, jedyne co widzę, to niebo w Twoich oczach..
Sala milknie, a ja wstrzymuję oddech.
-Robisz wielkie postępy. Podoba mi się. -Pani Bennett uśmiecha się do mnie. Odwzajemniam uśmiech, zamykając zeszyt.
-Byłam z Natanem, tato -wzdycham. On też będzie miał o to pretensje?
-Po co?
Poważnie..?
-Jeju tato, naprawdę? -wkurzona wychodzę z pomieszczenia.
-Nie zjesz? -krzyczy z kuchni.
-Nie jestem głodna. -warczę.
Wyjmuję telefon z kieszeni dżinsowej kurtki, czując wibracje.
Od: Leila
Czekam pod bramą
-Wychodzę! -krzyczę, by wszyscy mnie usłyszeli.
Rzeczywiście, pod bramą czeka moja przyjaciółka, stukając palcami w telefon. Prawdopodobnie pisze z Ryanem, swoim byłym.
-Hej! -szeroko się uśmiecha. -Jak tam randka z Natanem? I jak na tym przyjęciu?
-Powiem Ci po drodze.
Opowiedziałam jej o "przyjęciu" czyli o klubie na Braton i o Sierrze, a także o randce z Natanem.
-Natan jest taki kochany.. no i pasujecie do siebie!
-Naprawdę tak uważasz? -rumienię się. -Prawie się pocałowaliśmy, gdyby nie moja matka...
-Oh, to masakra! Ona wciąż o Nelsonie?
Wzdycham.
-No.. wiesz, tym bardziej, że rodzice Nelsona sponsorują mojego tatę.
-Nie lubi Natana? Przecież jest miły i też ma kasę..
-Ona go nawet nie zna.. i powiedziała, że nie ma zamiaru poznać.
-Ryanprzyjeżdżadomnienaweekend.
Nic nie rozumiem..
-Co? Mogłabyś ciut wolniej..?
-Ryan przyjeżdża do mnie na weekend.. -szepcze zarumieniona. Wie, że go nienawidzę. Zdradził moją przyjaciółkę! I do tego dostawiał się do mnie!
-Wiesz co myślę na te..
-Obiecał mi, że to koniec! Zmienił się, rozumiesz? -warczy. Woah, spokojnie!
-Ale czy na pewno.. po prostu mu nie ufam!
-Napisał mi, że od pięciu miesięcy z nikim nie spał.
-A tymczasem drugą ręką miział jakąś inną laskę..
-Po prostu zazdrościsz! Zazdrościsz, bo ja mam normalnych rodziców, którzy szanują mnie i moje wybory!
Auć.
Wpatruję się w nią, zatrzymując się pod szkołą.
-Soooph! Przepraszam..
-Daj spokój.. -wychodzę pierwsza z samochodu, trzaskając drzwiami. Troszkę zabolało.
Weszłam do szkoły obojętnie, olewając Leilę. Mam to gdzieś.
Oby tylko nie spotkać Nelsona..
-Hej, Sophia! -znam ten głos... nieee.... czemu zawsze muszę krakać?
-Witaj, Nelson -próbuję wyglądać, jakby wcale mnie nie irytował.
-Czemu się nie odzywałaś? Gdzie byłaś wczoraj? Dzwoniłem na stacjonarny z piętnaście razy.
Boże, co za psychol..
-Była ze mną.
Słyszę czyiś głos. Go też skądś znam... Przede mną staje Natan.
Wtedy Nelson się zbłaźnia..
-Czemu? -słucham? Czy on siebie słyszy?
-Widocznie mnie lubi? -widocznie Nate'a nie śmieszy to pytanie. Wydaje mi się, że czuje się urażony.
-Mówię do Ciebie? -odgryza się dziecinnie. -Czemu z nim wyszłaś, co?
-Boże, Nelson.. nie jestem Twoją własnością.. nie jestem niczym dla Ciebie! Nie jestem Twoją dziewczyną, czy przyjaciółką, byś miał prawo się domagać odpowiedzi na to pytanie..
-Ale...
-Ale? Jesteś dla mnie nikim, Nelson. Lubię Nate'a, więc się z nim umówiłam. Czy ta odpowiedź Cię satysfakcjonuje?
Uśmiecham się sztucznie. Natan mnie obejmuje, a Nelson prycha, odchodząc.
Kurde, może przesadziłam...
-A więc mnie lubisz? -czuję jak rumieniec leniwie wpływa na moją twarz.
-Na to wygląda.
I znów.. powoli nachyla się i czuje jego oddech.. wreszcie...
DRRR DRRR
Dzwonek na lekcje. Jezu!
Zerkam na niego, widząc ten piękny uśmiech. Po chwili chichoczemy, jak pięciolatki. Akurat my musimy mieć takiego pecha..
Rozglądam się. Kolejny raz widzę tego samego zakapturzonego faceta. On chyba naprawdę mnie śledzi..
Chcę już do niego podejść, gdy zatrzymuje mnie jeden z nauczycieli.
-Proszę wracać na lekcje!
Wzdycham i kieruję się w stronę sali od chemii, a gdy się obracam, go tam już nie ma.
Przerażający typ.
Na matematyce ktoś rzuca we mnie kartką. Zerkam za siebie. To Leila..
SŁYSZAŁAM JAK DOWALIŁAŚ NELSONOWI
JESTEM DUMNA
NIE GNIEWAJ SIĘ!!! XX
Uśmiecham się do niej i wzruszam ramionami. Śmieje się cicho.
Tak właśnie wyglądają nasze kłótnie..
-Chcesz coś dodać, Panno Brown? -odzywa się Pan Smith. -Czemu nie ma Cody'ego w szkole?
I co ja mam teraz powiedzieć? Sama nie wiem co się z nim dzieje..
"Przeciwieństwa się przyciągają..
pokochała dno, gdy była na szczycie" Słucham Pani Bennett, zapisując każde słowo w zeszycie.
Kocham uczęszczać na zajęcia z literatury.
-Chciałby ktoś podzielić się jakimś cytatem?
Rozglądam się. Penelope podniosła rękę.
-I choćbyś się wypierał, że miłości w Tobie już nie ma.. Twoje smutne oczy zawsze Cię zdradzą.
To również zapisuję w swoim notatniku.
-Piękne, Panno Feve -uśmiecha się. -Może.. Sophie?
Unoszę na nią wzrok.
-Umm.. okej. Troszkę nawiązując do smutnych oczu Penelope -cicho chichoczę, by złagodzić napięcie, które zawsze we mnie rośnie w takiej chwili, a po paru spokojnych oddechach czytam to, co napisałam zaledwie tydzień temu.
-Niebo dzisiaj jest takie smutne.. prawie tak smutne jak Twoje oczy.. lub Twoje oczy są tak smutne, jak niebo.. -unoszę wzrok na wszystkich. Wsłuchują się w każde moje słowo. -Nie wiem, jedyne co widzę, to niebo w Twoich oczach..
Sala milknie, a ja wstrzymuję oddech.
-Robisz wielkie postępy. Podoba mi się. -Pani Bennett uśmiecha się do mnie. Odwzajemniam uśmiech, zamykając zeszyt.
środa, 15 kwietnia 2015
3.Rumienię się
-Fajnie było? -pyta tata, gdy wracamy do domu.
Zerkamy z Cody'm na siebie, a po chwili odpowiadam.
-Tak, było super. -odpowiadam, by nie zaczął nabierać podejrzeń. Chyba pierwszy raz w życiu zrobiłam coś, czego moi rodzice nie pochwalają.
-Komu naleśnika? - woła mama z kuchni.
Leżę już od trzech godzin w łóżku, za nic nie mogąc zasnąć. Burza to zdecydowanie rzecz, której najbardziej się boję. No, może oprócz samotności.
Wstaję z łóżka i kieruję się w stronę pokoju brata. Otwieram delikatnie drzwi, by nie zaskrzypiały. Kładę się obok niego.
Też nie śpi. Cóż, my bliźniaki mamy podobne fobie.
-Cody? -szepczę, wtulając się w niego. Jest jak starszy brat. Znaczy, nie licząc trzech minut różnicy..
-Hm? -mruczy, patrząc na mnie. Wtulam się mocniej, zbierając na odwagę, by go zapytać.
-Robisz coś.. no wiesz.. złego?
Niepewnie pytam. Widziałam jak tamten zakapturzony gość daje mu coś, ale nie wiem co. I mam przeczucie, że wcale nie chcę wiedzieć.
-Umm.. nie. Nic, o co musiałabyś się martwić. -jego odpowiedź uspokaja mnie, lecz nie na długo. Więc jednak coś jest.. -Śpij.
I jak mówi, tak zamykam oczy. Czuję się jakbym nie spała od co najmniej czterech dni, dlatego więc nie pamiętam, kiedy zasypiam.
Gdy budzę się rano, Cody'ego nie ma w pokoju. Wstaję i przeciągam się. Przestało padać, a po wczorajszej burzy zostały jedynie kałuże.
Schodzę na dół, by przywitać swojego brata.
-Cześć.
Odwraca się do mnie,
-Zadzwonię potem.. no ustalimy to.
Kurczę, rozmawia przez telefon. Rozłącza się, a po chwili uśmiecha do mnie lekko.
-Rodzice już w pracy?
-Już? Jest dwunasta. -odpowiada zagryzając wargę.
-Już? Jestem umówiona na trzynastą! -przecież się zaraz spóźnię!
Biegnę do łazienki, by jakoś ogarnąć swój wygląd. Zerkam na zegarek, szybko ubierając niebieską sukienkę w kwiatki.
Czeszę swoje włosy, uśmiechając się do swojego odbicia w lustrze. Muszę zdecydować który uśmiech mi pasuje, więc pozuję do lustra.
-Z Nelsonem?
W progu pomieszczenia staje Cody, rozbawiony moim zapałem.
-Nie? Z Natan'em.
Na samo jego imię się rumienię.
Czekałam na ten dzień już tydzień!
Maluję się i sprawdzam jak wyglądam. Nawet dobrze.
Gdyby Nelson chciał się ze mną spotkać, wymyśliłabym jakąś wymówkę, jak na przykład, że jestem chora, lub gdzieś jadę.
Gdy jednak Natan chce się ze mną umówić, od razu się zgadzam.
Między nami jest cudnie i mam nadzieję, że będziemy razem.
Jest taki.. słodki i miły.
Słyszę ryk silnika, a po chwili dzwonek do drzwi.
Cody odwraca się w moją stronę z głupawym uśmiechem na twarzy.
-Nie! -krzyczę, lecz jest już za późno. Zbiega po schodach na parter, by mnie ośmieszyć. Ja również mknę na dół i już myślę, że go dogonię, lecz wtedy on już stoi przed drzwiami. Otwiera je lekko, lecz go popycham w bok, otwierając je szerzej.
Uśmiecham się wesoło, widząc Nate'a.
-Cześć. -mówi swoim pięknym głosem i z równie pięknym uśmiechem. Cały jest piękny.
-Witaj, Natan. -szepczę, trzepocząc rzęsami. Chcę z nim flirtować? Myślę, że i tak mu się podobam. Mam duże szanse.
Wyciągam dłoń, a on ją całuje, po chwili mnie tuląc. Wzdycham, z zaskoczenia.
Uśmiecha się szelmowsko. Ugh, nie bądź taki uroczy, Natanie!
-Szykowała się trzy godziny! -nagle całą tę bajkę psuje mój brat. Kręcę głową, uwalniając się z uścisku Natana.
-Tak? -pyta, zerkając na mnie z małym uśmieszkiem na twarzy. -Cóż, opłacało się, ponieważ wygląda nieziemsko.
Rumienię się jak burak. Cody się śmieje, a Nate łapie mnie za rękę.
-Dziękuję, jesteś taki uroczy. -chichoczę, niczym mała dziewczynka.
-Chodźmy. -i wciąż uśmiechnięty ciągnie mnie w stronę swojego Ferrari. -Do zobaczenia, Cody.
-Pa, tylko bądźcie grzeczni! -krzyczy, śmiejąc się.
-Dziś przyjechałeś Ferrari? -pytam, gdy wsiadamy do pachnącego auta.
-Tak, chciałem przyjechać karocą, ale moje konie są dziś niedysponowane.
Wybucham śmiechem, dopiero po chwili się opamiętując.
-Też bym chciała mieć konia. -próbuję być zabawna. Dwie sekundy później uświadamiam sobie, jak to zabrzmiało. Teraz to on się śmieje i puszcza mi oczko.
Rumienię się tak bardzo, że aż robi mi się gorąco. On jest taki cudowny!
Nie wiem gdzie jedziemy, nawet nie patrzę za okno. Wpatruję się w jego twarz, zastanawiając się czemu ktoś tak idealny umówił się akurat ze mną. I czy jest ktoś przystojniejszy. Uznaję, że to nie możliwe, gdy na mnie zerka i uśmiecha się pod nosem.
Czuję, że niedługo zapyta mnie o chodzenie. Może nawet dziś?
Moi rodzice chcieliby, abym była z Nelsonem.
Nelson też by tego chciał.
Cody chciałby, abym była z Natanem.
Też bym tego chciała.
Natan jest przystojniejszy, zabawniejszy, romantyczniejszy i ogólnie lepszy w każdej dziedzinie od Nelsona! Ciekawe, czy umie się całować. Oczywiście Nate, nie Nelson! Oh, na pewno umie!
Moje przemyślenia przerywa jego głos
-Jesteśmy na miejscu, kochanie -rozpływam się na fotelu. KOCHANIE. Słodki Boże..
Wysiada z samochodu by obejść go z mojej strony i otwiera mi drzwi, wyciągając dłoń w moim kierunku.
Chwytam ją i przy jego pomocy wysiadam. Rozglądam się wkoło. On przynajmniej ma gust! Ta restauracja jest taka romantyczna!
Wchodzimy do środka, trzymając się za ręce. Jedyne, co jestem w stanie zauważyć, to zakapturzony facet, wchodzący w Natana.
-Przepraszam.. -majacze Nate.
Zaskoczył mnie. To nie była jego wina, to tamten nie umie chodzić!
Unosi lekko głowę i ponownie widzę te brązowe tęczówki. On mnie śledzi, czy co?
-Przecież to on w Ciebie wszedł, on powinien przeprosić.
-Nie chcę się wdawać w konflikty z powodu tak głupiego zdarzenia.
Uśmiecham się, wpatrując w niego.
-Co? -chichocze. Oh, kocham to!
-Coraz bardziej mnie Pan intryguje, Panie Natanie.
-Dziękuję, Panno Sophio. -to jak on mówi "Sophia".. jeśli chce, może mówić na mnie po pełnym imieniu!
-Wiesz chciałem jednocześnie powiedzieć "pyszne" i "smaczne" i wyszło "smyczne"! -wybucham kolejną falą śmiechu. Boże, kocham jego poczucie humoru!
Zerkam na zegarek. 23:23
-Jeju, już tak późno! Odprowadzisz mnie?
-Oczywiście. -odsuwa moje krzesło i wstaję. Podaje mi swoją kurtkę, bym ją ubrała. Po raz tysięczny tego dnia rumienię się.
-Dziękuję..
-Kiedy znów się spotkamy? -mruczę, gdy stoimy pod moimi drzwiami. Szepczę, by nie obudzić
rodziców.
Zasłania dłońmi swoją twarz i trzyma tak ręce przez pięć sekund. Już mam pytać, co robi, gdy je odsłania.
-Teraz.
Szepcze z uśmiechem.
Głośno się śmieję, po chwili opamiętując. Milknę.
I stoję przed nim jak kołek, wpatrując się w jego oczy.
Widzę, jak się nade mną powoli nachyla...
Gdy nagle drzwi za mną się otwierają, a w ich progu staje moja matka, patrząc na nas surowo.
-Dobry wieczór.. -mruczy speszony Nate, znacznie się odsuwając. Aww!
-Um... dobranoc, Natan. -równie speszona, uśmiecham się do niego słabo. Nachylam się, dając mu szybkiego, lecz delikatnego całusa w policzek, szybko się odwracając i wchodząc do domu. Moja mama wchodzi za mną.
-Chcesz mi coś powiedzieć?
Jej surowy ton przyprawia mnie o ciarki.
Kręcę głową i wbiegam na górę.
Nate jest taki cudowny..
Chcę wejść do pokoju brata i mu opowiedzieć o swojej randce, lecz go nie ma w domu. Naprawdę dziwne, że rodzice mu pozwolili o tej godzinie gdzieś wyjść.. jeśli w ogóle ich spytał...
Czyli nie pójdzie do kościoła? Przecież zawsze z nami chodzi...
-Pan Bóg przebacza wszystko. Pan Bóg usprawiedliwia wszystko. Pan Bóg się nie obraża. Pan Bóg chroni zbłądzone dusze..
Siedzę w ostatniej ławie, słuchając kazania księdza.
Panie Boże, ochroń moich najbliższych i ich zbłądzone dusze.
Zerkamy z Cody'm na siebie, a po chwili odpowiadam.
-Tak, było super. -odpowiadam, by nie zaczął nabierać podejrzeń. Chyba pierwszy raz w życiu zrobiłam coś, czego moi rodzice nie pochwalają.
-Komu naleśnika? - woła mama z kuchni.
Leżę już od trzech godzin w łóżku, za nic nie mogąc zasnąć. Burza to zdecydowanie rzecz, której najbardziej się boję. No, może oprócz samotności.
Wstaję z łóżka i kieruję się w stronę pokoju brata. Otwieram delikatnie drzwi, by nie zaskrzypiały. Kładę się obok niego.
Też nie śpi. Cóż, my bliźniaki mamy podobne fobie.
-Cody? -szepczę, wtulając się w niego. Jest jak starszy brat. Znaczy, nie licząc trzech minut różnicy..
-Hm? -mruczy, patrząc na mnie. Wtulam się mocniej, zbierając na odwagę, by go zapytać.
-Robisz coś.. no wiesz.. złego?
Niepewnie pytam. Widziałam jak tamten zakapturzony gość daje mu coś, ale nie wiem co. I mam przeczucie, że wcale nie chcę wiedzieć.
-Umm.. nie. Nic, o co musiałabyś się martwić. -jego odpowiedź uspokaja mnie, lecz nie na długo. Więc jednak coś jest.. -Śpij.
I jak mówi, tak zamykam oczy. Czuję się jakbym nie spała od co najmniej czterech dni, dlatego więc nie pamiętam, kiedy zasypiam.
Gdy budzę się rano, Cody'ego nie ma w pokoju. Wstaję i przeciągam się. Przestało padać, a po wczorajszej burzy zostały jedynie kałuże.
Schodzę na dół, by przywitać swojego brata.
-Cześć.
Odwraca się do mnie,
-Zadzwonię potem.. no ustalimy to.
Kurczę, rozmawia przez telefon. Rozłącza się, a po chwili uśmiecha do mnie lekko.
-Rodzice już w pracy?
-Już? Jest dwunasta. -odpowiada zagryzając wargę.
-Już? Jestem umówiona na trzynastą! -przecież się zaraz spóźnię!
Biegnę do łazienki, by jakoś ogarnąć swój wygląd. Zerkam na zegarek, szybko ubierając niebieską sukienkę w kwiatki.
Czeszę swoje włosy, uśmiechając się do swojego odbicia w lustrze. Muszę zdecydować który uśmiech mi pasuje, więc pozuję do lustra.
-Z Nelsonem?
W progu pomieszczenia staje Cody, rozbawiony moim zapałem.
-Nie? Z Natan'em.
Na samo jego imię się rumienię.
Czekałam na ten dzień już tydzień!
Maluję się i sprawdzam jak wyglądam. Nawet dobrze.
Gdyby Nelson chciał się ze mną spotkać, wymyśliłabym jakąś wymówkę, jak na przykład, że jestem chora, lub gdzieś jadę.
Gdy jednak Natan chce się ze mną umówić, od razu się zgadzam.
Między nami jest cudnie i mam nadzieję, że będziemy razem.
Jest taki.. słodki i miły.
Słyszę ryk silnika, a po chwili dzwonek do drzwi.
Cody odwraca się w moją stronę z głupawym uśmiechem na twarzy.
-Nie! -krzyczę, lecz jest już za późno. Zbiega po schodach na parter, by mnie ośmieszyć. Ja również mknę na dół i już myślę, że go dogonię, lecz wtedy on już stoi przed drzwiami. Otwiera je lekko, lecz go popycham w bok, otwierając je szerzej.
Uśmiecham się wesoło, widząc Nate'a.
-Cześć. -mówi swoim pięknym głosem i z równie pięknym uśmiechem. Cały jest piękny.
-Witaj, Natan. -szepczę, trzepocząc rzęsami. Chcę z nim flirtować? Myślę, że i tak mu się podobam. Mam duże szanse.
Wyciągam dłoń, a on ją całuje, po chwili mnie tuląc. Wzdycham, z zaskoczenia.
Uśmiecha się szelmowsko. Ugh, nie bądź taki uroczy, Natanie!
-Szykowała się trzy godziny! -nagle całą tę bajkę psuje mój brat. Kręcę głową, uwalniając się z uścisku Natana.
-Tak? -pyta, zerkając na mnie z małym uśmieszkiem na twarzy. -Cóż, opłacało się, ponieważ wygląda nieziemsko.
Rumienię się jak burak. Cody się śmieje, a Nate łapie mnie za rękę.
-Dziękuję, jesteś taki uroczy. -chichoczę, niczym mała dziewczynka.
-Chodźmy. -i wciąż uśmiechnięty ciągnie mnie w stronę swojego Ferrari. -Do zobaczenia, Cody.
-Pa, tylko bądźcie grzeczni! -krzyczy, śmiejąc się.
-Dziś przyjechałeś Ferrari? -pytam, gdy wsiadamy do pachnącego auta.
-Tak, chciałem przyjechać karocą, ale moje konie są dziś niedysponowane.
Wybucham śmiechem, dopiero po chwili się opamiętując.
-Też bym chciała mieć konia. -próbuję być zabawna. Dwie sekundy później uświadamiam sobie, jak to zabrzmiało. Teraz to on się śmieje i puszcza mi oczko.
Rumienię się tak bardzo, że aż robi mi się gorąco. On jest taki cudowny!
Nie wiem gdzie jedziemy, nawet nie patrzę za okno. Wpatruję się w jego twarz, zastanawiając się czemu ktoś tak idealny umówił się akurat ze mną. I czy jest ktoś przystojniejszy. Uznaję, że to nie możliwe, gdy na mnie zerka i uśmiecha się pod nosem.
Czuję, że niedługo zapyta mnie o chodzenie. Może nawet dziś?
Moi rodzice chcieliby, abym była z Nelsonem.
Nelson też by tego chciał.
Cody chciałby, abym była z Natanem.
Też bym tego chciała.
Natan jest przystojniejszy, zabawniejszy, romantyczniejszy i ogólnie lepszy w każdej dziedzinie od Nelsona! Ciekawe, czy umie się całować. Oczywiście Nate, nie Nelson! Oh, na pewno umie!
Moje przemyślenia przerywa jego głos
-Jesteśmy na miejscu, kochanie -rozpływam się na fotelu. KOCHANIE. Słodki Boże..
Wysiada z samochodu by obejść go z mojej strony i otwiera mi drzwi, wyciągając dłoń w moim kierunku.
Chwytam ją i przy jego pomocy wysiadam. Rozglądam się wkoło. On przynajmniej ma gust! Ta restauracja jest taka romantyczna!
Wchodzimy do środka, trzymając się za ręce. Jedyne, co jestem w stanie zauważyć, to zakapturzony facet, wchodzący w Natana.
-Przepraszam.. -majacze Nate.
Zaskoczył mnie. To nie była jego wina, to tamten nie umie chodzić!
Unosi lekko głowę i ponownie widzę te brązowe tęczówki. On mnie śledzi, czy co?
-Przecież to on w Ciebie wszedł, on powinien przeprosić.
-Nie chcę się wdawać w konflikty z powodu tak głupiego zdarzenia.
Uśmiecham się, wpatrując w niego.
-Co? -chichocze. Oh, kocham to!
-Coraz bardziej mnie Pan intryguje, Panie Natanie.
-Dziękuję, Panno Sophio. -to jak on mówi "Sophia".. jeśli chce, może mówić na mnie po pełnym imieniu!
-Wiesz chciałem jednocześnie powiedzieć "pyszne" i "smaczne" i wyszło "smyczne"! -wybucham kolejną falą śmiechu. Boże, kocham jego poczucie humoru!
Zerkam na zegarek. 23:23
-Jeju, już tak późno! Odprowadzisz mnie?
-Oczywiście. -odsuwa moje krzesło i wstaję. Podaje mi swoją kurtkę, bym ją ubrała. Po raz tysięczny tego dnia rumienię się.
-Dziękuję..
-Kiedy znów się spotkamy? -mruczę, gdy stoimy pod moimi drzwiami. Szepczę, by nie obudzić
rodziców.
Zasłania dłońmi swoją twarz i trzyma tak ręce przez pięć sekund. Już mam pytać, co robi, gdy je odsłania.
-Teraz.
Szepcze z uśmiechem.
Głośno się śmieję, po chwili opamiętując. Milknę.
I stoję przed nim jak kołek, wpatrując się w jego oczy.
Widzę, jak się nade mną powoli nachyla...
Gdy nagle drzwi za mną się otwierają, a w ich progu staje moja matka, patrząc na nas surowo.
-Dobry wieczór.. -mruczy speszony Nate, znacznie się odsuwając. Aww!
-Um... dobranoc, Natan. -równie speszona, uśmiecham się do niego słabo. Nachylam się, dając mu szybkiego, lecz delikatnego całusa w policzek, szybko się odwracając i wchodząc do domu. Moja mama wchodzi za mną.
-Chcesz mi coś powiedzieć?
Jej surowy ton przyprawia mnie o ciarki.
Kręcę głową i wbiegam na górę.
Nate jest taki cudowny..
Chcę wejść do pokoju brata i mu opowiedzieć o swojej randce, lecz go nie ma w domu. Naprawdę dziwne, że rodzice mu pozwolili o tej godzinie gdzieś wyjść.. jeśli w ogóle ich spytał...
Czyli nie pójdzie do kościoła? Przecież zawsze z nami chodzi...
-Pan Bóg przebacza wszystko. Pan Bóg usprawiedliwia wszystko. Pan Bóg się nie obraża. Pan Bóg chroni zbłądzone dusze..
Siedzę w ostatniej ławie, słuchając kazania księdza.
Panie Boże, ochroń moich najbliższych i ich zbłądzone dusze.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
2. To, co robi, gdy się denerwuje
-Nie musiałaś się tak szykować.. -mruczy Cody, gdy wsiadam do auta. Powiedział, że to przyjęcie urodzinowe jego kolegi, więc ubrałam suknię i szpilki, włosy spięłam w kok i pomalowałam się nieco mocniej, niż zwykle.
Przenoszę wzrok na niego i opada mi szczęka. Dżinsy? Już czuję, że coś ściemnia.
-Idziesz na przyjęcie w dżinsach?
Nie odpowiada, powoli wyjeżdża z parkingu i kieruje się na północ, a ja wzdycham odwracając wzrok w szybę.
-Gdzie właściwie jedziemy? -pytam, gdy mijamy nieznane mi ulice.
Jeszcze nigdy tu nie byłam. Rodzice każą trzymać nam się z dala od północy, tymczasem Cody właśnie tam zmierza.
-Cody, jesteśmy na Braton! -nagle się orientuję, więc przerażona go ostrzegam -Wiesz, gdzie jedziesz?
Wzdycha, odwracając głowę w moją stronę. Nagle coś w sobie przełamuje i przemawia do mnie niepewnym głosem.
-Sophie.. nie mów rodzicom, proszę. Nie będziemy tam długo.
-Gdzie? -marszczę brwi. O czym on do mnie mówi?
-Nie powiesz im, prawda? -zaczynam się niepokoić.
-Nie możemy tu być, Cody! -zrezygnowana podnoszę głos, patrząc na niego, jakby oszalał. Tu jest niebezpiecznie -Rodzice jak się dowiedzą..
-Nie dowiedzą. Proszę..
-Tu są sami alkoholicy i narkomanie! -krzyczę głosem, jakby postradał zmysły. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. To jest szalone, nie pasujemy do tego świata.
-Nie, Sophie! Tu są ludzie którzy robią to, na co mają ochotę! Ludzie niezależni! Chcę.. poznać ich świat.. to, jacy oni są.. jaki ja jestem naprawdę..
Nie poznaję swojego brata bliźniaka. Prawdziwy Cody nigdy by tak nie powiedział. Czuję dziwną potrzebę spytania go, czy nie jest pod wpływem alkoholu, bo gada takie głupstwa.
-Ale nie mo..
-Sophie! -przewraca oczami, lecz widząc mój urażony wyraz twarzy, pyta grzecznie -Proszę.. nie powiesz?
No, super.. zgodziłam się. Cody obiecał, że mnie nie opuści, a już w pierwszej sekundzie naszego pobytu w pobliskim clubie poszedł nie wiadomo gdzie, zostawiając mnie z jakąś dziewczyną. W sumie jest miła, ładna i co najważniejsze - nie jest pijana. Wiem, że ma na imię Sierra i jest.. cóż.. lesbijką.
Ale bardzo mi tu niezręcznie, wszędzie wokół mnie pijani, spoceni ludzie, głośna muzyka i odór alkoholu oraz nie chcę nawet myśleć czego.
Nie jestem typem dziewczyny, która jest przyzwyczajona do takiego klimatu, więc trzymam się na dystans. Mam nadzieję, że Cody będzie tu tylko chwilę i wrócimy do domu.
-Chodź! -blondynka łapie mnie za rękę ciągnąc w stronę sceny, gdzie dj właśnie pyta, kto następny w kolejce do karaoke.
-Nie! Nie.. nie.
-No weź! Cody mówił, że śpiewasz, więc teraz się nie wymigasz! -ze śmiechem kiwa do mnie palcem, po czym siłą zaciąguje na scenę. Już mam dość ciekawskich spojrzeń co do mojego ubrania, nie chcę tu dłużej przebywać, lecz jej uśmiech mnie przekonuje. To aktualnie jedyna osoba, którą znam stąd.
Na początku, gdy stoję na scenie, jestem niepewna i nieśmiało się uśmiecham. Lecz gdy słyszę pierwsze nuty piosenki, zamykam oczy i zatracam się w muzyce, lekko uśmiechając się, wydobywam z siebie dźwięki..
Za każdym razem, gdy przebiegam wzrokiem po widowni, przed oczami mam brązowe tęczówki wpatrujące się we mnie i za każdym razem, gdy czuję intensywność tego spojrzenia, w moim brzuchu rodzi się dziwne uczucie, przyprawiające mnie o motylki.
I believe, I believe there's love in you,
Gridlocked on the dusty avenues,
Inside your heart, just afraid to go.
I am more, I am more than innocent,
But just take a chance and let me in,
And I'll show you ways that you don't know.
Don't complicate it,
Don't let the past dictate.
Yeaaah,
I'have been patient, but slowly I'm losing faith.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
I believe, I believe you could love me,
But you're lost on a road to misery.
And what I gave to you,
I can never get back!
Don't complicate it,
Don't drive yourself insane.
Yeaaah,
Say what you will but I know that you want to stay!
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
Chemicals rushing in,
I know it's you that I belong to.
I'm burning like a cannonball in the air,
Crushing into who I belong to.
Uuuuh uh, uuuuh uuuuh uh.
I have been patient, but slowly I'm losing faith.
Please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
The shadows of your heart
Are hanging in the sweet, sweet air.
I know you baby.
The secrets that you hide,
control us and it's just not fair.
I know you baby.
Gdy kończę, słyszę brawa. Niektórzy się śmieją, za pewne z mojego stroju. Ja jedyna mam sukienkę do kolan i ja jedyna nie pokazuję pewnych części ciała.
Nie pasuję tu.
-Dziękujemy, Sophie. -Z uprzejmym uśmiechem dj mnie żegna, a ja schodzę ze sceny, czując jak moje serce bije. -Mocny głos.
Sierra do mnie od razu podbiega i przytula, a ja zaskoczona odwzajemniam delikatnie uścisk.
-Tak ślicznie śpiewasz! -zafascynowana się uśmiecha od ucha do ucha, a ja nieśmiało odwzajemniam również uśmiech - Chcesz może drinka?
-Um.. nie dziękuję -odmawiam, a ona wzrusza ramionami. Gdy się wszędzie rozglądam, posyła mi pytające spojrzenie, więc wyjaśniam -Właściwie to szukam swojego brata.
-Oh, zaprowadzić Cię do niego?
Kiwam wdzięcznie głową, a ona ponownie łapie mnie za rękę, tym razem splatając nasze palce.
Kurde, zaczynam się niepokoić.
Po chwili rozglądania się, widzę Cody'ego w towarzystwie jakiegoś zakapturzonego kolesia. Rozmawiają o czymś, po czym zakapturzony chłopak podaje coś mojemu bratu, a ten niezauważalnie chowa to do kieszeni.
Tykam go w ramię, ponieważ stoi tyłem do mnie.
-Um.. Cody? -mój cichy głosik wydobywa się ze mnie, a ja jestem pewna, że nie usłyszał tego. Za głośno tu.
Jednak tamten gość unosi głowę, a ponieważ jest ciemno, nie widzę jego twarzy. Jedynie te same brązowe oczy wpatrzone tak samo intensywnie w moje.
-Oh, Sophie! -woła, jakby udając, że mnie szukał. -Chodźmy.
Pociąga mnie szybko za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia. Odwracam się raz, a potem drugi, by dojść do wniosku, że tamten wciąż się patrzy.
Gdy wchodzimy do samochodu, pytam
-Kto to był?
-Nikt ważny.. -wzdycha -I jak Sierra?
-Jest lesbijką i prawdopodobnie chciała mnie poderwać.. -zaciskam usta w cienką linię, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Fajnie -śmieje się -Ale jest miła, prawda?
Chichoczę, przewracając oczami.
-Tak, jest miła.
Zastanawiam się przez długą chwilę, lecz w końcu zbieram się na odwagę, by zapytać brata:
-Skąd znasz tych ludzi?
Nerwowo zerka na mnie i zagryza wargę, po czym unika mojego wzroku. To, co robi, gdy się denerwuje.
-Ee.. ze szkoły.. -niepewnie odpowiada, a ja czuję, że coś kręci.
-Ze szkoły? Myślałam, że osoby stamtąd nie chodzą do szkoły prywatnej, jak my. -zastanawiam się chwilę nad tym.. -Czemu więc jeszcze nigdy ich nie spotkałam?
Chcę go o to zapytać, lecz on wzdycha. To znak dla mnie, abym się zamknęła, więc milknę, myśląc nad jednym zdaniem: jak dobrze znam swojego brata?
Przenoszę wzrok na niego i opada mi szczęka. Dżinsy? Już czuję, że coś ściemnia.
-Idziesz na przyjęcie w dżinsach?
Nie odpowiada, powoli wyjeżdża z parkingu i kieruje się na północ, a ja wzdycham odwracając wzrok w szybę.
-Gdzie właściwie jedziemy? -pytam, gdy mijamy nieznane mi ulice.
Jeszcze nigdy tu nie byłam. Rodzice każą trzymać nam się z dala od północy, tymczasem Cody właśnie tam zmierza.
-Cody, jesteśmy na Braton! -nagle się orientuję, więc przerażona go ostrzegam -Wiesz, gdzie jedziesz?
Wzdycha, odwracając głowę w moją stronę. Nagle coś w sobie przełamuje i przemawia do mnie niepewnym głosem.
-Sophie.. nie mów rodzicom, proszę. Nie będziemy tam długo.
-Gdzie? -marszczę brwi. O czym on do mnie mówi?
-Nie powiesz im, prawda? -zaczynam się niepokoić.
-Nie możemy tu być, Cody! -zrezygnowana podnoszę głos, patrząc na niego, jakby oszalał. Tu jest niebezpiecznie -Rodzice jak się dowiedzą..
-Nie dowiedzą. Proszę..
-Tu są sami alkoholicy i narkomanie! -krzyczę głosem, jakby postradał zmysły. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. To jest szalone, nie pasujemy do tego świata.
-Nie, Sophie! Tu są ludzie którzy robią to, na co mają ochotę! Ludzie niezależni! Chcę.. poznać ich świat.. to, jacy oni są.. jaki ja jestem naprawdę..
Nie poznaję swojego brata bliźniaka. Prawdziwy Cody nigdy by tak nie powiedział. Czuję dziwną potrzebę spytania go, czy nie jest pod wpływem alkoholu, bo gada takie głupstwa.
-Ale nie mo..
-Sophie! -przewraca oczami, lecz widząc mój urażony wyraz twarzy, pyta grzecznie -Proszę.. nie powiesz?
No, super.. zgodziłam się. Cody obiecał, że mnie nie opuści, a już w pierwszej sekundzie naszego pobytu w pobliskim clubie poszedł nie wiadomo gdzie, zostawiając mnie z jakąś dziewczyną. W sumie jest miła, ładna i co najważniejsze - nie jest pijana. Wiem, że ma na imię Sierra i jest.. cóż.. lesbijką.
Ale bardzo mi tu niezręcznie, wszędzie wokół mnie pijani, spoceni ludzie, głośna muzyka i odór alkoholu oraz nie chcę nawet myśleć czego.
Nie jestem typem dziewczyny, która jest przyzwyczajona do takiego klimatu, więc trzymam się na dystans. Mam nadzieję, że Cody będzie tu tylko chwilę i wrócimy do domu.
-Chodź! -blondynka łapie mnie za rękę ciągnąc w stronę sceny, gdzie dj właśnie pyta, kto następny w kolejce do karaoke.
-Nie! Nie.. nie.
-No weź! Cody mówił, że śpiewasz, więc teraz się nie wymigasz! -ze śmiechem kiwa do mnie palcem, po czym siłą zaciąguje na scenę. Już mam dość ciekawskich spojrzeń co do mojego ubrania, nie chcę tu dłużej przebywać, lecz jej uśmiech mnie przekonuje. To aktualnie jedyna osoba, którą znam stąd.
Na początku, gdy stoję na scenie, jestem niepewna i nieśmiało się uśmiecham. Lecz gdy słyszę pierwsze nuty piosenki, zamykam oczy i zatracam się w muzyce, lekko uśmiechając się, wydobywam z siebie dźwięki..
Za każdym razem, gdy przebiegam wzrokiem po widowni, przed oczami mam brązowe tęczówki wpatrujące się we mnie i za każdym razem, gdy czuję intensywność tego spojrzenia, w moim brzuchu rodzi się dziwne uczucie, przyprawiające mnie o motylki.
I believe, I believe there's love in you,
Gridlocked on the dusty avenues,
Inside your heart, just afraid to go.
I am more, I am more than innocent,
But just take a chance and let me in,
And I'll show you ways that you don't know.
Don't complicate it,
Don't let the past dictate.
Yeaaah,
I'have been patient, but slowly I'm losing faith.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
I believe, I believe you could love me,
But you're lost on a road to misery.
And what I gave to you,
I can never get back!
Don't complicate it,
Don't drive yourself insane.
Yeaaah,
Say what you will but I know that you want to stay!
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
Chemicals rushing in,
I know it's you that I belong to.
I'm burning like a cannonball in the air,
Crushing into who I belong to.
Uuuuh uh, uuuuh uuuuh uh.
I have been patient, but slowly I'm losing faith.
Please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
The shadows of your heart
Are hanging in the sweet, sweet air.
I know you baby.
The secrets that you hide,
control us and it's just not fair.
I know you baby.
Gdy kończę, słyszę brawa. Niektórzy się śmieją, za pewne z mojego stroju. Ja jedyna mam sukienkę do kolan i ja jedyna nie pokazuję pewnych części ciała.
Nie pasuję tu.
-Dziękujemy, Sophie. -Z uprzejmym uśmiechem dj mnie żegna, a ja schodzę ze sceny, czując jak moje serce bije. -Mocny głos.
Sierra do mnie od razu podbiega i przytula, a ja zaskoczona odwzajemniam delikatnie uścisk.
-Tak ślicznie śpiewasz! -zafascynowana się uśmiecha od ucha do ucha, a ja nieśmiało odwzajemniam również uśmiech - Chcesz może drinka?
-Um.. nie dziękuję -odmawiam, a ona wzrusza ramionami. Gdy się wszędzie rozglądam, posyła mi pytające spojrzenie, więc wyjaśniam -Właściwie to szukam swojego brata.
-Oh, zaprowadzić Cię do niego?
Kiwam wdzięcznie głową, a ona ponownie łapie mnie za rękę, tym razem splatając nasze palce.
Kurde, zaczynam się niepokoić.
Po chwili rozglądania się, widzę Cody'ego w towarzystwie jakiegoś zakapturzonego kolesia. Rozmawiają o czymś, po czym zakapturzony chłopak podaje coś mojemu bratu, a ten niezauważalnie chowa to do kieszeni.
Tykam go w ramię, ponieważ stoi tyłem do mnie.
-Um.. Cody? -mój cichy głosik wydobywa się ze mnie, a ja jestem pewna, że nie usłyszał tego. Za głośno tu.
Jednak tamten gość unosi głowę, a ponieważ jest ciemno, nie widzę jego twarzy. Jedynie te same brązowe oczy wpatrzone tak samo intensywnie w moje.
-Oh, Sophie! -woła, jakby udając, że mnie szukał. -Chodźmy.
Pociąga mnie szybko za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia. Odwracam się raz, a potem drugi, by dojść do wniosku, że tamten wciąż się patrzy.
Gdy wchodzimy do samochodu, pytam
-Kto to był?
-Nikt ważny.. -wzdycha -I jak Sierra?
-Jest lesbijką i prawdopodobnie chciała mnie poderwać.. -zaciskam usta w cienką linię, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Fajnie -śmieje się -Ale jest miła, prawda?
Chichoczę, przewracając oczami.
-Tak, jest miła.
Zastanawiam się przez długą chwilę, lecz w końcu zbieram się na odwagę, by zapytać brata:
-Skąd znasz tych ludzi?
Nerwowo zerka na mnie i zagryza wargę, po czym unika mojego wzroku. To, co robi, gdy się denerwuje.
-Ee.. ze szkoły.. -niepewnie odpowiada, a ja czuję, że coś kręci.
-Ze szkoły? Myślałam, że osoby stamtąd nie chodzą do szkoły prywatnej, jak my. -zastanawiam się chwilę nad tym.. -Czemu więc jeszcze nigdy ich nie spotkałam?
Chcę go o to zapytać, lecz on wzdycha. To znak dla mnie, abym się zamknęła, więc milknę, myśląc nad jednym zdaniem: jak dobrze znam swojego brata?
***
Okej.. no więc jeśli ktokolwiek to czyta, niech napisze chociaż kropkę w komentarzu
Widzę, że jest parę wyświetleń, ale chcę się przekonać czy ktoś to czyta:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)