poniedziałek, 27 kwietnia 2015

5. Postanawiam go śledzić

   -Jestem! -krzyczę, zamykając za sobą drzwi. Nikt mi nie odpowiada, więc marszczę brwi, ściągając kurtkę z ramion. Rozglądam się i wołam brata. -Cody!
Ponownie cisza, a gdy chcę rozebrać buty, nagle zza ściany wyłania się moja mama w ołówkowej spódnicy i białej marynarce.
   -Cody'ego nie ma -mówi obojętnym to tonem, lecz jej oczy mówią co innego. Czasem wydaje mi się, że próbuje być surowa, by się podporządkować tacie. A innym razem wydaje mi się, że to tata próbuje być surowy, by się podporządkować mamie.
   -Jeszcze nie wrócił? -dziwię się. Kręci głową, wzdychając i wraca do swojego biura. Cody nigdy nie znikał na tyle bez słowa..

Słyszę cichutki dźwięk zamykania drzwi. Zerkam na zegarek. Jest dwudziesta! Gdzie on tyle był?
   -Natan, muszę kończyć. Zadzwonię za jakieś.. pół godziny -mówię do słuchawki telefonu. -Dobranoc.
   -Pewnie, dobranoc -i rozłącza się, a ja wzdycham.
Odkładam telefon na etażerkę i wychodzę ze swojego pokoju, kierując się na przedpokój. Słyszę mojego brata. Jest u siebie w pokoju. Mam już wejść, gdy słyszę jego rozmowę przez telefon..
   -Rozumiem.. cholera, a nie masz na teraz? -warczy cicho. Mój brat... przeklinając? Znaczy jak byliśmy mali nazwał mnie debilką, ale nic poza tym.. -Dobra, idę.
Więcej nic nie mówi. Zamierzam się wycofać, gdy uświadamiam sobie, że chyba gdzieś wychodzi.
Wchodzę do jego pokoju. Zerka na mnie, odwracając się plecami.
   -Hej.. -szepcze, ale nie poznaję jego głosu. Zdziwiona podchodzę do niego powoli i kładę mu dłoń na ramieniu. W końcu się do mnie odwraca. Czuję silne, męskie perfumy, mieszające się z jakimś dziwnym zapachem, którego nie jestem w stanie rozpoznać.
   -Hej... -wpatruję się w niego. -Co Ci się stało? Masz całe zaczerwienione oczy!
Po krótkiej chwili wahania się, dotykam jego twarzy i rozszerzam powieki. On odpycha moją rękę i drapie się po głowie, zaciskając usta w cienką linię.
   -Jak byłem pod y.. prysznicem, to.. szampon mi wpadł do oka..
Zabawne, bo przed chwilą wrócił. Ciekawe, kiedy zdążył wziąć prysznic. I nie ma mokrych włosów.. Postanawiam nie interesować się i nie wchodzić w szczegóły.
   -Na razie.
Znów gdzieś znika? Co robi poza domem? Co się z nim dzieje?
Na zewnątrz jest już ciemno. Wychodzi z pokoju, a następnie schodzi na dół.
Podchodzę do okna i obserwuję w którym kierunku zmierza.. a może by go tak śledzić? Nie, to głupie..
Jestem bezradna.
Wracam do łóżka i dzwonię do Nate'a. Odbiera po pierwszym sygnale. Jakby czekał aż zadzwonię..
   -Halo?
   -Myślę, że minęło pięć minut, nie trzydzieści, ale mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza? - pytam z sarkazmem.
   -Czy Ty się ze mną droczysz? -pyta ze śmiechem.
   -Skądże.. -chichoczę cichutko.
   -Nie przeszkadza mi to, wręcz cieszy, dlatego przykro mi, ale teraz to ja muszę kończyć. Do zobaczenia jutro w szkole. Dobranoc, Sophia.
   -Dobranoc..

Budzi mnie dzwonek mojego telefonu. Zerkam na zegarek. 04:02
Kto normalny dzwoni o tej godzinie?
Patrzę na wyświetlacz: Cody
   -Halo? -mruczę zaspanym głosem.
Nikt się nie odzywa. Słychać jakieś szumy po drugiej stronie.
   -Kurwa mać.. -słyszę jakiś głos, ale to nie Cody. Ten głos jest.. taki niski i męski. Powiedziałabym, że mi się podoba i to bardzo, ale nawet nie wiem do kogo należy. Podejrzewam, że do tamtego dziwnego kolesia..
Ta osoba się rozłącza, a ja przez resztę nocy nie mogę zasnąć. Zasypiam dopiero, gdy jest już jasno.
Śni mi się zakapturzony chłopak z brązowymi oczami i bardzo męskim głosem.
Czemu śnię o złej postaci? Nie powinnam śnić o Natanie?

   -Gdzie byłeś? -słyszę wrzask matki. Jest ciemno, a ja jestem zbyt ospała, by tego nasłuchiwać. - Gdzie byłeś, się pytam!
   -Nadal nie gadasz? -tym razem słyszę głos ojca. -Zaraz Ci..
   -PAUL! -bezradny wrzask mamy łamie mi serce.
Nie chcę tego słuchać.. znów widzę ciemność, a głęboki głos mnie uspokaja.

   -Sophie.. Sophie.. Sophie! -budzi mnie głos brata.
Otwieram oczy, przeciągając się.
   -Hm?
   -Masz może.. um pożyczyć kasy?
   -Co? -marszczę brwi. -Rodzice nie mogą Ci dać?
   -No właśnie nie.. -mruczy, spuszczając głowę. -To masz?
   -A na co? -pytam, wstając. -I ile?
   -Nie ważne.. no jakoś sto..
Wzdycham.
Wyciągam z portfela pieniądze i mu podaję.
   -Dzięki.
I wychodzi, zostawiając mnie samą w pomieszczeniu.
Próbuję o tym nie myśleć i ubieram sukienkę. Czeszę włosy i się maluję.
Perfumuję się i obracam wokół własnej osi. Może być.

   -Hej! -krzyczy Leila. Jest na drugim końcu korytarza. Biegnę do niej i wpadam w jej ramiona. Ściskam ją mocno, zaciskając oczy i pięści.
   -Hej.. hej -odchyla się ode mnie i trzyma moją twarz. -Stało się coś ?
   -Nie, nic.. po prostu.. czuję, jakbyśmy się nie widziały z tydzień.. -prycham.
   -Znam to skądś.. -i znów powracam do udawania, że wszystko jest w porządku, a ona zaczyna swój monolog o Ryan'ie.

   -Powiedział "do zobaczenia w szkole " i nie ma go! -wzdycham. Leila jedynie kręci głową z uśmiechem.
    -Lubisz go.. -mruczy.
    -Cicho! -śmieję się, lecz ona wydaje się być teraz zamyślona. Unoszę pytająco brew, a ona niepewnie zaczyna.
    -Wiesz.. zauważyłam, że.. znaczy nie wiem, ale.. ktoś Cię chyba śledzi.. -niepewnie mówi, co chwilę zerkając za mnie. Odwracam się i zauważam jego. Znowu. Muszę się o niego spytać Cody'ego, bo to jest chore..

   -Cody.. umm.. pamiętasz tego zakapturzonego chłopaka, z którym gadałeś w klubie? -pytam cicho, by rodzice nie usłyszeli. -Wydaje mi się, że.. mnie śledzi.
Nagle wyraz jego twarzy zmienia się. Jest chyba wkurzony. I to bardzo.
   -Nie wiem o kim mówisz..
   -Ugh.. dobrze wiesz! -warczę.
   -Nie, nie wiem! Daj mi spokój!
   -Dobra! -wrzeszczę, wychodząc z pokoju. Schodzę na dół, do salonu. Siadam na kanapie przed telewizorem i wkurzona szukam czegoś ciekawego.
   -Koleś, spróbuj się chociaż z tym kryć.. -słyszę z pokoju Cody'ego. -Ona zaczyna coś podejrzewać..
I schodzi na dół. Udaję, że nie podsłuchiwałam i że jestem wsłuchana w słowa kulinarnego krytyka, przedstawiającego swoje poglądy o tej restauracji.
Gdy wiem, że jest już na tyle daleko, by nie mógł mnie zauważyć, idę za nim. Jest już ciemno, a jest ledwie dwudziesta. Postanawiam go śledzić.
Może to chore, ale wydaje mi się dziwne, że nie było go całą noc i cały dzień, a rodzice na to nic. Wychodzę z domu i rozglądam się. Widzę go.
Nie jest na tyle daleko, bym mogła go zgubić, ale nie na tyle blisko, by miał mnie zauważyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz