sobota, 25 lipca 2015

20.Dlaczego mnie nie pocałowałeś, Justin?

   -Ale po co Ci lalka, Jas? -Justin pyta siostrę, która narzeka na brak swojej lalki barbie w lodziarni. Jest taka słodka, gdy bez przerwy marudzi. -Przecież jesteśmy w lodziarni.
   -No bo chcę się pobawić! -tłumaczy, liżąc swojego truskawkowego loda dookoła. Chłopak kręci głową, śmiejąc się pod nosem.
   -W lodziarni?
   -Tak, a masz coś do tego? -pyta groźnym tonem.
Razem z Justinem posyłamy sobie rozbawione spojrzenia i chichoczemy z uroku dziewczynki. Temperament ma standardowo po szatynie.
   -Nie, nie mam, Jas.
Wpatruję się w niego nie dowierzając, że jeszcze dzień wcześniej się z nim całowałam. Jest taki piękny. Nadal czuję jego posmak w ustach, a za każdym razem, gdy na mnie zerka, wnętrzności gilgoczą mój żołądek od środka.
W tym momencie on unosi na mnie wzrok, a ja się rumienię, gdy posyła mi swój łobuzerski uśmiech. Wiem, o co mu chodzi. I nie przyznaję tego sama przed sobą, ale.. w głębi serca chciałabym znów poczuć jego dłonie na swoim ciele.

Gdy siadamy na kanapie Justina, w jego domu, tuż po tym jak wróciliśmy, Jasmine od razu biegnie w stronę swojej szafki na zabawki i wyciąga z nich lalki. Czuję się niezręcznie po wczorajszym pocałunku z chłopakiem, tym bardziej, że zaprosił mnie do siebie bym razem z nim się pobawiła z Jas.
Siada obok mnie na kanapie i pilotem włącza telewizję, niezauważalnie się do mnie przysuwając o centymetr. Głośno przełykam ślinę i zakładam nogę na nogę, poprawiając fryzurę. Przewija programy, gdy nagle słyszymy pisk jego młodszej siostrzyczki.
   -Juuuuustin! -piszczy, wbiegając do salonu. -Daj wcześniej, wcześniej!
Rozbawiony cofa o dwa kanały, a na ekranie wyświetla się bajka animowana "Toy Story 2". Od Justina dowiaduję się, że to jej ulubiona bajka, nie licząc Królewny Śnieżki i Epoki Lodowcowej.
   -Posuń się do Sophie, grubasku! -z cichutkim chichotem brązowooka uśmiecha się złośliwie, a Justin przysuwa się do mnie powoli. Kanapa jest naprawdę duża, Jasmine jest mała i nie potrzebuje dużo miejsca, a on przysunął się do mnie tak, że nasze uda i ramiona się stykają. Dziewczynka siada obok Justina, rozpromieniona przyglądając się mówiącym zabawkom w telewizji.
   -Sama jesteś grubaskiem! -ze śmiechem odpowiada, na co Jasmine wystawia mu język i ponownie wsłuchuje się w głosy narysowanych postaci.
Próbuję się skupić na bajce, ale bliskość Justina i jego zapach mnie rozpraszają. Potajemnie go obwąchuję, wzdychając z zachwytu w głowie. Jednak chyba nie robię tego w głowie, gdyż chłopak szybko na mnie zerka i w równie szybkim tempie odwraca wzrok, obracając głowę w kierunku w ciszy oglądającej siostry.
Udając ziewnięcie, oplata ramieniem moją talię i przyciąga do siebie. Powstrzymuję śmiech, nie chcąc przeszkadzać skupieniu Jas. Wtulam się w klatkę piersiową szatyna, z małym uśmieszkiem formułującym się na twarzy. Opieram niezręcznie głowę o jego ramię, a on widząc, że jest mi niewygodnie, poprawia się na siedzeniu i ustawia się tak, bym mogła się wygodnie ułożyć.
Gdy się ponownie w niego wtulam, kładzie dłoń na dole moich pleców i oddycha mi cichutko do ucha. Słyszę szybkie bicie jego serca, więc wtulam się w niego mocniej. Po dwóch minutach jego palce drugiej dłoni powoli przenoszą się na moje kolano, miziając je niepewnie. Dreszcze przechodzą mnie od tamtego miejsca aż do czubka głowy. Drapię się po policzku, a gdy chcę go ponownie przytulić, nawet nie mam pojęcia, co robię, ale moja ręka przechodzi przez jego krocze, delikatnie się o nie ocierając. Zdaję sobie z tego sprawę dopiero, gdy słyszę jak gwałtownie wciąga powietrze.
Przyciąga mnie do siebie bliżej, a ja oddycham w jego szyję. Jego druga dłoń odnajduje moją i po chwilowej walce naszych kciuków złącza nasze palce razem. Moje serce bije jak oszalałe, gdy przybliża się do mnie w taki sposób, że jego klatka piersiowa styka się z moim biustem. Zerka w dół i zagryza swoją wargę, a ja zarumieniona odwracam wzrok. Mam dziś na sobie koszulkę z nie małym dekoltem, więc ma widok na część moich piersi.
Nagle unosi się razem ze mną i zerkając w stronę Jasmine, ciągnie mnie za rękę w stronę jego sypialni, a w moim brzuchu rodzi się stado oszalałych motylków pragnących jego i jego ciała. I ust. I oddechu. I szeptu, mówiącego mi, że też mnie lubi.. i pragnie.
Nie, wróć. Ja go nie lubię. Albo jednak? Sama nie wiem, czy mogę polubić kogoś takiego jak on, lecz nie mam czasu na rozmyślanie nad tym, gdyż on jest już zaraz obok mnie, a ja znów jestem uwięziona w bańce mydlanej jego odurzających perfum.
Przygniata mnie do ściany, chwytając oba nadgarstki i unosząc je do góry. Dyszy mi do ucha, liżąc rozpaloną skórę na szyi. Kieruje swoje pocałunki z szyi do moich ust, a ja mam ochotę piszczeć z podniecenia, gdy po raz drugi nasze języki spotykają się w namiętnej walce. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, by mu ulec. Jest zbyt blisko, bym grała niedostępną.
Gdy jego cichy wark do mnie dociera, nagle odnajduję w sobie siłę i wyrywam mu swoje nadgarstki, by ulokować dłonie na jego szyi, przyciągając do siebie najbliżej, jak się da. Jemu to najwyraźniej się podoba, jego dłonie nagle znajdują się na moich pośladkach, ściskając je.
Naprawdę próbuję znaleźć w sobie silną wolę, lecz gdy ciągnie mnie w stronę swojego łóżka, nie odmawiam. Podoba mi się. I to mnie przeraża. Myślę, że uzależniam się od jego pieszczot.. jego głębokich warknięć, jęknięć.. jego ciężkiego oddechu.. jego dłoni na moim ciele, które właśnie kieruje pod moją koszulkę.
Gdy jego palce odnajdują skrawek mojego biustonosza, moje serce bije jak oszalałe. Odsuwa się delikatnie, przy tym ocierając się o mnie. Patrzy mi w oczy, a ja jedyne co jestem w stanie zrobić, to pocałować go namiętnie, lecz niepewnie. Jego jedna dłoń wchodzi pod miseczkę stanika, a jego palce zaciskają się na moim sutku, wyciskając go przyjemnie boleśnie. Oboje jęczymy, gdy wiję się pod nim w taki sposób, że ponownie nasze krocza się o siebie ocierają. Już ma ściągnąć moją koszulkę, gdy nagle słyszymy mój telefon.
   -Ja pierdole.. -jego cichy, ochrypły mruk przy moim uchu doprowadza mnie do szału. Nienawidzę tego, co robię, lecz odbieram połączenie.
   -Halo? -najpierw odchrząkuję, by nie było po mnie słychać, że właśnie robiłam nieprzyzwoite rzeczy z Justinem Bieberem.
   -Cześć, myszko -słyszę głos Natana po drugiej stronie. Justin automatycznie unosi gwałtownie głowę, wpatrując się we mnie zdziwiony. Boję się, że Nate coś wspomni o naszym związku..
   -EE, hej - niepewnie odpowiadam, nie chcąc, by Justin nabrał podejrzeń. Delikatnie go popycham, by ze mnie zszedł. Podnoszę się do siadu, i już mam wstać i wyjść z jego sypialni, gdy zatrzymuje mnie jego ręka. Gładzi palcami moje ramię, a ja przełykam gulę w gardle.
   -Co robi moja ślicznotka? -Jezus Maria, jeżeli on będzie się tak do mnie zwracał to na pewno Justin się kapnie. Śmieję się cicho, nie wiedząc, co powiedzieć.
   -Wiesz co? -unikam twardego spojrzenia Justina, bo boję się, że zrozumiał aluzję. -muszę kończyć, pa.
Rozłączam się szybko, słysząc, że Nate zaczyna zdanie, którego chamsko nie pozwalam mu dokończyć. Jest mi go szkoda. Bardziej, niż Justina, ponieważ wiem, że on nie bierze mnie na poważnie. Dlaczego więc ciągle mu ulegasz?
   -Widzę, że lecisz na dwa fronty, myszko  -sarkastyczny głos chłopaka mnie dołuje. Justin ze mnie wstaje, patrząc z pogardą w moje oczy, po czym z wyrzutem pyta -Co to miało kurwa być?
Próbuję jakoś racjonalnie wyjaśnić zachowanie Natana, lecz nie potrafię z siebie wydobyć ani słowa. Niby co mam mu powiedzieć?
   -Justin, przecież wiesz jaki on jest.. -zaczynam wymyślać, coś, co jest prawdą. Lecz nie do końca.. -Co możesz na to poradzić? Nie zmienisz go..
   -A żebyś wiedziała, że coś poradzę -jego agresywne zachowanie mnie przeraża. W jego oczach widzę jedynie nienawiść i desperację. A ja czuję, że on nie żartuję i.. jest do tego zdolny.
   -Przestań.. on po prostu.. -staram się go uspokoić, opanować. Nie lubię tej wersji Justina.. staram się go przekonać, że wolę jego i jestem po jego stronie -Zakochał się i teraz będzie starał się mnie podrywać, bo jest zazdrosny o Ciebie, o to, co nas łączy..
   -Co nas łączy? -parska śmiechem, a ja nagle czuję, jakbym dostała kopniaka w twarz. Jak to, co? -Co nas według Ciebie, niby, kurwa łączy?
   -Jezus, Justin.. -odwracam wzrok, czując jak łzy się zbierają w moich oczach. Desperacko staram się, aby nie wyszły na wierzch. On nie może wiedzieć, że go lubię bardziej, niż powinnam -O co Ci chodzi?
Nie odpowiada, więc żałośnie powtarzam.
   -O CO CI CHODZI? -wbija wzrok w podłogę, więc wzdycham.
Nagle do mnie podchodzi i niezręcznie przytula.
  -Sory no, nie wiem co mi odbiło.. -całuje mnie delikatnie w usta, a ja automatycznie zapominam o sporze sprzed paru sekund -Odwiozę Cię.

Stoimy już niedaleko mojego domu, a ja przytulam się do Justina opierającego się o motocykl, rozmyślając, czy naprawdę byłby w stanie zrobić coś Natanowi.
Unoszę głowę w jego stronę i wpatruję się w ten perfekcyjnie prosty nos, nieskazitelną skórę, oczy koloru tysiąca sztabek złota.. te pulchne, malinowe wargi, które unoszą się w tym uwodzicielskim uśmieszku.
Nagle sobie przypominam o balu, który jest za sześć dni. Chcę zapytać Justina, czy ze mną się na niego uda, lecz to byłoby nie fair wobec Natana. Wkopałam się w niezłe bagno, ulegając Natanowi. Przecież to przy Justinie jestem sobą..
Chłopak chowa głowę w mojej szyi, uśmiechając się w nią. Nagle otrząsam się z zamyśleń. Czuję, jak mnie mocniej obejmuje. Wzdycham, wspaniale czując się w jego ramionach.
   -Nie mów tak więcej.. -nagle niepewnie szepczę.
   -Jak? -niezbyt zainteresowany mruczy przy mojej skórze, delikatnie ją łaskocząc, lecz to ignoruję.
   -O Natanie.. rozumiem, że Cię, wkurza, ale jesteś.. przerażający, gdy mówisz, że coś na niego poradzisz.
Unikam jego wzroku, lecz czuję jak lodowato przytwierdza go do mojego policzka. Odsuwa się lekko, a ja natychmiast żałuję, że zaczęłam ten temat.
   -Boisz się? -szepcze mi do ucha, jakby bojąc się, że się wystraszę, jeśli spyta o to głośniej. Ponownie go głaszczę po palcach. Ma takie potwornie zimne dłonie, które jednocześnie potrafią mnie zawsze ogrzać..
   -Czego miałabym się bać? -czuję tą miłą atmosferę między nami.
Długo nie odpowiada, lecz gdy się do niego odwracam, przemawia cichutko i niepewnie.
   -Mnie.. -szepcze z bólem w oczach, a ja nawet nie zastanawiam się nad odpowiedzią. Kręcę przecznie głową.
   -Nie boję się Ciebie.. -utrzymuję jego wzrok, a ten delikatnie się do mnie uśmiecha, głaszcząc mój policzek. Jest już ciemno, a połowę twarzy Justina pokrywa cień. Widzę w jego oczach księżyc i.. ulgę. -Boję się, że stracisz kontrolę.. nie jestem pewna, czy mogę Ci ufać, czy nie zrobisz czegoś głupiego..
I stopniowo jego uśmiech zmienia się w grymas, a on marszczy swoje krzaczaste brwi, dodające mu uroku.
   -Też się tego czasem boję.. -przyznaje z nutką rozczarowania. Delikatnie całuje mnie w czoło i odsuwa od siebie. Marszczę brwi pytająco, gdy on wpatruje się w jeden punkt, wyraźnie zamyślony -Muszę już iść..
Zrezygnowana wzdycham, przesuwając dłonią po włosach.Wsiada na motocykl, trzymając w ręce kask. Zakłada go, wyglądając przy tym jak zawsze - seksownie.
   -Dobrze, w takim razie.. -ze słabym uśmiechem wzruszam ramionami. -Dobranoc, Justin..
   -Cześć -obojętnie odpowiada swoim aksamitnym głosem, zanim wyjeżdża z piskiem opon. A ja podążam za nim wzrokiem, zanim nie znika zza zakrętu.
Dlaczego mnie nie pocałowałeś, Justin?
Dlaczego nie zapewniłeś, że  nie muszę się tego bać..?

poniedziałek, 6 lipca 2015

19. Kocham lody!

Opiera głowę o moją i wypuszcza głośno powietrze. Nie wiem skąd ten głosik dociera, lecz gdy Justin odwraca się do tyłu, zauważam mała dziewczynkę o dużych, brązowych, zmrużonych oczach i długich ciemnych włosach oraz bladej twarzy.
Jest ubrana w zielono-szarą piżamkę, a ja momentalnie mam ochotę zabić Justina.
Ma córkę! Dlaczego mi nie powiedział?
A ja się z nim.. ugh! Nie będę na niego krzyczeć przy tej małej dziewczynce. Jest taka kochana i naprawdę bardzo podobna do Justina.
Zaświeca światło i klęka przy małej. Ta trzyma pluszaka, jest to biały króliczek. Ściska go tak mocno, jakby się bała, że jej ucieknie.
   -Dlaczego nie możesz zasnąć, księżniczko? -jego potulny głos sprawia, że staram się nie zanucić z zachwytu.
   -Bo jest burza.. -mruczy, ignorując moją obecność.
Postanawiam dać Justinowi do zrozumienia, co myślę o nim, ale wtedy zerkam na nią i jej przestraszoną twarzyczkę.
   -Też się boję burzy -uśmiecham się do niej lekko i niepewnie, a ona zwraca na mnie całą swoją uwagę. -Ale nie ma czego się bać, jeśli obok jest rycerz, który Cię obroni.
Przenosi nieśmiało spojrzenie z powrotem na Justina i niepewnie pyta
   -Zostaniesz moim rycerzem?
Ten uśmiecha się do niej i podnosi ją. Dziewczynka wtula się w Justina, a on na rękach prowadzi ją do jej pokoiku.
   -Zostanę kimkolwiek zechcesz -oświadcza i posyła mi spojrzenie, bym poczekała, aż to załatwi.
Muszę z nim to wszystko wyjaśnić, a teraz będzie mi łatwiej powiedzieć mu o Natanie, bo mnie okłamał.
A właściwie to nie okłamał, tylko nic nie powiedział o tym, że ma dziecko. I tak to boli tak samo.
Niecierpliwie czekam, aż uśpi małą, rozglądając się po kuchni, jakbym tu była pierwszy raz.
Dotykam blatu, w miejsce, gdzie jeszcze parę minut temu całowałam gorąco Justina. Albo raczej on całował mnie? Nie wiem, ale to było gorące.
W końcu słyszę cichy głos obok, więc odwracam się do tyłu i zauważam Justina.
   -Fajnie, że mi o niej powiedziałeś, zanim się całowaliśmy.. -sarkastycznie się uśmiecham, zakładając ręce na piersi. Marszczy brwi.
   -Nie wiedziałem, że to coś zmienia.. -szepcze ponuro. Widzę, że jest.. zawiedziony? Zdziwiony?
   -Oczywiście, że zmienia! -krzyczę, po czym przypominam sobie o śpiącej dziewczynce i ściszam głos, cicho warcząc. -Myślisz, że całowałabym się z Tobą, gdybym wiedziała, że masz córkę?
Nagle nieruchomieje, a ja nie wiem o co mu chodzi. Ale mam to gdzieś, jestem na niego wściekła.
   -Ty myślisz.. Ty naprawdę myślisz.. -śmieje się cicho, a ja czekam, aż dokończy. -Ty myślisz, że to moja córka?
Zatyka mnie.
Więc.. co? Nic już nie rozumiem.
   -W takim razie.. kim ona jest dla Ciebie?
   -To moja młodsza siostra -wybucha śmiechem i dopiero po chwili się uspokaja.
Teraz już rozumiem! Nagle jest mi głupio i się rumienię.
Nie wiem czy z powodu mojej pomyłki, czy z racji tego, że całowałam się z nim jeszcze pół godziny temu.
Podchodzi do mnie i kładzie niepewnie dłonie na mojej talii i przyciąga mnie do siebie.
Wpatrujemy się sobie w oczy, aż w końcu moja ciekawość wygrywa.
   -Gdzie są Wasi rodzice?
Mogę go o to pytać? Cóż.. i tak już go spytałam.
Nagle mnie puszcza i odsuwa się, a ja boję się jego reakcji.
W końcu znowu może się wkurzyć o nic..
   -Nie żyją -chrapliwie mruczy, z wyraźnym żalem w oczach.
   -O Boże, przepraszam -szepczę przerażona. Tak młody człowiek został sam, bez rodziców. Opiekuje się swoją małą siostrą, nie ma pieniędzy.. jest mi go tak bardzo żal. -Tak mi przykro..
On jedynie kręci głową, wzrusza ramionami i uśmiecha się słabo.
   -Jebać.
Widzę, że ukrywa swoje emocje, dlatego już nie pytam. Zerkam na zegarek i widzę, że jest wpół do piątej.
   -Boże, muszę iść -wychodzę szybko na przedpokój, a za mną idzie Justin.
Moi rodzice wstają o piątej!
Otwieram drzwi i gdy chcę wyjść z jego domu, łapie mnie za rękę i obejmuje w pasie. Pochyla się nade mną, a ja pytam z wyraźną nutką rozbawienia w głosie.
   -Nie wiesz, że żegnanie się w progu przynosi pecha? -chichoczę razem z nim.
   -Kto powiedział, że się żegnamy? -unosi brew, uśmiechając się chytrze.
Pochylam się nad nim i szepczę mu do ucha
   -Ja -i niepewnie cmokam go w policzek, ponownie się rumieniąc tego dnia.
Kiwa głową i mnie puszcza, uśmiechając się. Idę przed siebie i próbuję nie piszczeć ze szczęścia.
Idę prosto, nie obracając się. Dopiero oglądam się za siebie, gdy słyszę jak zamyka drzwi.
Gdy jestem już na tyle daleko, by nie mógł mnie usłyszeć, zaczynam piszczeć. Po chwili jednak ktoś wrzeszczy, abym się zamknęła, więc zażenowana milknę.
I wtedy przypominam sobie o Natanie.. przecież to jest zdrada!
Jak mu to powiem? Jak powiem to Justinowi?
Wracam do domu, pogrążona tymi myślami.
Staram się być cicho, gdy rozbieram bluzę, ściągam buty i wchodzę po schodach na górę. Wchodzę pod kołdrę, a wspomnienia z tej nocy przewijają mi się przez głowę i stają się snem, w którym nikt nam nie przeszkadza i kontynuujemy to co zaczęliśmy.. i to nie jest pierwszy raz, gdy myślę o nim w taki sposób.

   -A jak tam z Natanem? -pyta Leila,gdy po raz czwarty okrążamy korytarz w szkole. Jest przerwa, a Nate'a nie ma dzisiaj w szkole. W sumie to może i lepiej, bo nie umiałabym mu spojrzeć w oczy.
   -Umm.. -przez chwilę zastanawiam się, czy jej powiedzieć o naszym pocałunku, ale rezygnuję. Wiem, jaki ma stosunek do Justina. Gdyby się dowiedziała co wczoraj robiliśmy i że u niego byłam, byłaby zła i rozczarowana. -Chyba dobrze, nie ma go w szkole, więcnie wiem w sumie..
   -Nie martw się, na pewno nic się nie zmieniło! -radośnie woła, a ja się sztucznie uśmiecham.
I idziemy na matematykę, ona pogrążona w wyobrażeniach o mnie i Natanie, a ja w wyobrażeniach o mnie i.. Justinie.

W momencie, gdy wychodzę ze szkoły, słyszę głośny pisk opon. Odwracam się w tamtą stronę i zauważam nikogo innego, jak Justina.
Zsiada z motoru i patrzy na mnie, uśmiechając się krzywo.
A w moim brzuchu rodzi się dziwne uczucie, to samo, które poczułam, gdy między nami TO zaszło.
Rozglądam się wokół, zauważając, że wszyscy na niego patrzą.
Przecież tam nie podejdę, bo zaczną się plotki. Udaję, że go nie znam i przechodzę obojętnie, tuż obok niego. Ten do mnie podbiega i chwyta za ramię. Wzdycham, nie chcąc, by się wkurzył. Znam go już trochę i przeczuwam, kiedy się może zdenerwować.
   -Czemu mnie ignorujesz? -patrzy mi intensywnie w oczy, a ja zerkam wszędzie, byle nie na niego.
   -Nie ignoruję Cię.. -mruczę, patrząc w buty.
   -To dobrze -chwilę nic nie mówi, tylko się we mnie wpatruje. W końcu jednak unosi moją brodę i z małym uśmiechem na ustach dokańcza. -Bo wtedy musiałbym odwołać nasze wyjście na lody.
Wpatruję się w niego zaszokowana. Czy on chce mnie zabrać na.. lody? Mam nadzieję, że chodzi mu o te zimne lody, nie.. no wiecie. Nigdy nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy.
   -Lody? -nagle cały mój zły humor mija i ekscytuję się. -Jezu, jak ja dawno nie jadłam lodów! Kocham lody!
   -To fajnie -śmieje się z mojego zachowania, przez co dostaje ode mnie kuksańca.
   -Au! -krzyczy i wsiadamy na jego motor, a ja nawet nie przejmuję się tym, że powinnam wracać do domu.
Ani tym, że Nelson stoi w oknie szkoły, wpatrując się w nas z zazdrością.
I nie zauważam jednego, małego szczegółu.
Na tym samym piętrze po drugiej stronie w oknie stoi Natan z pogardą i rozbiciem w oczach.

18, Nie mogę spać

   -Kocham Cię -to zdanie sprawia, że zamieram.
Ale.. przecież on nie może mnie kochać. Czuję, że to wszystko mnie przytłacza. To wszystko dzieje się za szybko.
   -Nate, ja.. -wzdycham, nie wiedząc co powiedzieć. -To za wcześnie, Nate.. nie smuć się, proszę, ja tylko..
   -Nie no.. -jego smutny ton odbija się w słuchawce, a ja czuje wyrzuty sumienia. -Nie smucę się, tylko.. głupio mi. Ale masz rację, to może rzeczywiście za szybko..
   -Nie przejmuj się. Dobranoc.
I szybko się rozłączam, panikując.
I kolejny raz zastanawiam się, dlaczego śnię o brązowych tęczówkach, a nie o rzekomo moim chłopaku.

Gdy następnego dnia Cody'ego nie ma pierwszy raz od dłuższego czasu na noc, a ja nie mogę zasnąć, przekręcam się z boku na bok.
Moja nocna lampka nawet nie pomaga, nadal nie potrafię zasnąć!
Co chwilę otwieram oczy i je zamykam z powrotem.
Zerkam na zegarek, jest trzecia nad ranem!
I już prawie zasypiam, gdy nagle słyszę ciche zamykanie drzwi i stąpanie butów bo skrzypiącej podłodze.
Wzdychając, wstaję z łóżka i w samej piżamie, czyli majtkach i koszulce do połowy ud, schodzę na dół. Jest tam ciemno i nic nie widzę, ale słyszę czyiś oddech. I wiem, do kogo należy. Zaświecam światło i muszę przymrużyć oczy, by mnie tak lampa nie raziła.
Otwieram usta i już mam mu zrobić wyrzuty, lecz gdy widzę jego twarz, zamieram w bezruchu.
Jego oko jest podbite, wokół niego jego skóra jest sina, a z nosa, wargi i brwi lecą stróżki krwi.
    -Boże, Cody! - krzyczę i mam gdzieś to, czy obudzę rodziców. Teraz najważniejszy jest mój braciszek. -Co się stało? Kto Ci to zrobił?
Ciągnę go w stronę łazienki i sadzam na muszli klozetowej. Wyjmuję apteczkę, a z niej wodę utlenioną. Krzywi się, gdy oczyszczam jego rany, ale nic nie mówi. No właśnie.. nic nie mówi.
   -Przepraszam, że Cię obudziłem.. -szepcze, patrząc na mnie ze skruchą.
   -Nie obudziłeś -również szepczę, skupiając się teraz na nim. -I tak nie spałam..
Wzdycha, a ja zadaję mu ponownie pytanie
   -Kto Ci to zrobił? -warczę zirytowana, a on unosi powoli na mnie wzrok, i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, kto to zrobił.. Jak mogłam na to nie wpaść? Boże!
Rzucam wacik do umywalki i wybiegam zezłoszczona na przedpokój, od razu ubierając buty i zakładając gruby sweter.
   -Sophie, nie! Czekaj! -Cody wybiega za mną, ale ja go nie słucham. Już jestem poza domem i biegnę tam, gdzie nogi mnie niosą. Mam wrażenie, że znam drogę na pamięć, choć byłam tam jedynie kilka razy. Coś ciągnie mnie tam jak magnez.. więc ignoruję to, że jest mi zimno i moje nogi są jedynie w małej części zakryte. Kieruję się na Braton.

Idę już około dziesięciu minut, a raczej biegnę. Albo po prostu tak szybko chodzę? Nie wiem, jestem zdenerwowana. Bardzo.
Jak on śmiał pobić mojego brata? Myślałam, że mnie lubi. Że coś dla niego znaczę..
Nie, Sophie! Masz chłopaka, nie myśl tak o innym!
Tym bardziej, że jestem na niego wkurzona! Oszukał mnie, Boże co za palant. Z sekundy na sekundę go znienawidziłam.
Wtedy zaczyna padać.
Naprawdę padać, a ja jestem jedynie w bluzie i koszulce.
Kiedy w końcu jestem pod domem tego łajdaka, mocno walę w drzwi. Mam gdzieś, że jest wpół do czwartej, ma mi wytłumaczyć, dlaczego tak potraktował mojego brata!
Ciężko oddycham i czuję, że jestem w stanie go nawet uderzyć. Tylko czy mi odda? Nie wiem czego mogę się po nim spodziewać..
W końcu drzwi się szeroko otwierają, a w ich progu staje Justin. W samych bokserkach.
Ignoruję to, że jest półnagi i cała zmoczona deszczem zaczynam na niego wrzeszczeć, a on tylko stoi i patrzy na mnie w bezruchu, również się mocząc.
   -Co Ty sobie myślisz? Że najpierw mącisz mi w głowie, sprawiasz, że Cię lubię, a potem bijesz mojego brata? -mam gdzieś tak samo to, że jego sąsiedzi stoją w oknach i prawdopodobnie nasłuchują. Musi wiedzieć, co o nim myślę. Gdy na niego krzyczę, oddalam się za każdym razem o krok.
On nic sobie tego nie robi. Stoi i patrzy się, jakbym mu opowiadała prognozę pogody!
   -Jesteś chamem! Chamem, dupkiem, przestępcą, jesteś zły! Bij osoby w swoim wieku Ty zboczony psycholu! Naprawdę no.. nie wiem jak ja mogłam Cię..
I w kolejnej sekundzie łapie mnie stanowczo za biodro, przyciąga do siebie i mocno całuje.
Nagle wszystko się zatrzymuje i spowalnia.
A ja stoję i nie mam pojęcia co robić. To takie nagłe.. ale tak świetnie całuje.
To mój pierwszy pocałunek i nie wiem co robić, ale moje usta po chwili żyją własnym życiem i same dopasowują się do jego pulchnych warg.
Robi mi się gorąco, gdy na oślep cofa się i ciągnie mnie ze sobą, nie przerywając pocałunku.
Wkłada język w moje usta, a ja wcale nie protestuję. Wręcz przeciwnie, to jak wspólny taniec. Dokładam również swój, gdy łapie mnie pod pośladkami i zamyka kopniakiem drzwi. Wpadamy na ścianę, jest ciemno w całym domu. Wokół panuje cisza, a słychać jedynie nasze oddechy i muśnięcia językami.
Czuję dziwne gilgotanie w podbrzuszu, gdy wchodzimy do jakiegoś pokoju.
To jak trans, nie zważam uwagi na nic innego oprócz nas.
Sadza mnie na czymś twardym, co okazuje się blatem. Więc jesteśmy w kuchni..
Przenosi mokre pocałunki na moją szyję, a ja nie jestem w stanie powstrzymać głośnego jęku.
Liże i przygryza moją skórę, podczas gdy ja wplątuję palce w jego miękkie włosy i je lekko ciągnę. Słyszę jego cichy wark, który dochodzi do mnie aż TAM.
Dyszy mi do ucha, całując je. Z mojej talii przenosi dłonie na brzuch, a następnie jeszcze wyżej..
Ja również dyszę i co chwilę cichutko jęczę mu do ucha. Nie umiem nad tym zapanować, to silniejsze ode mnie.
Jego dłonie ściskają mocno moje nagie piersi, zakryte jedynie koszulką, wywołując przyjemny ból. Jeszcze nigdy nie zaznałam takiego uczucia, Boże.. to świetne. Zakazane, ale świetne.
Masuje je, a ja oplatam go nogami w pasie. Nagle czuję, że coś twardego wbija mi się we wewnętrzną stronę uda. Boję się tam zerknąć, więc ignoruję to. I tak domyślam się, co bym zastała.
   -Kurwa -jego głośny jęk, gdy próbuje zaczerpnąć powietrza, jest tak gorący, że znów czuję to łaskotanie w podbrzuszu. Jego jedna dłoń kieruje się na dół, pod koszulkę.
Nie powstrzymuję go przed włożeniem dłoni za moje majtki. Ciągnie za gumkę od majtek i już ma wsadzić za nią rękę, gdy zamieramy.
   -Nie mogę spać..
Nagle tę chwilę przerywa cichy, dziecięcy głosik, przesiąknięty obojętnością i znudzeniem.

17. Ja wiem, że kłamie

Siedzę w pierwszej ławie w Kościele, próbując ignorować przeszywające spojrzenie Natana i Leili, tuż obok.
Siedzą rząd za mną, RAZEM.
Nie wiem, czy mam jeszcze prawo być zazdrosną, ale cóż.. jestem.
Gdy Ksiądz zakończa mszę i wszyscy wychodzą, ja również to robię, szybko wychodzę na zewnątrz i ignoruję to, że Nate wybiega za mną.
Podczas, gdy przyśpieszam swój chód, słyszę jego krzyk.
   -Sophia! -gwałtownie się zatrzymuję. Przecież nie mogę się przed nim ukrywać.. muszę z nim w końcu porozmawiać i wyjaśnić to wszystko.
Odwracam się do niego i widzę, że jest bliski płaczu.
Momentalnie ściska mi to serce, więc podchodzę bliżej, przyglądając mu się uważnie. Czemu zrobiłam takie zamieszanie?
Straciłam chłopaka, o którym marzyłam już od pięciu lat, dla jakiegoś dilera narkotyków? Dla przestępcy?
Przecież nie pasujemy do siebie.
Natan jest taki jak ja, a Justin to kompletnie inna bajka!
Czemu więc przyznanie tego jest dla mnie takie trudne?
   -Sophia.. słuchaj -unosi wreszcie na mnie wzrok, a jego zaszklone oczy przypominają mi, że zadałam mu niemały cios. -Od zawsze mi na Tobie zależało i myślałem, że czujesz to samo.. ale ostatnio zaczęłaś chodzić z tym podejrzanym chłopakiem, akurat kiedy zaczęło się między nami dziać. Jak mam to rozumieć? Dałaś mi nadzieję, a teraz masz mnie w nosie. To trudniejsze, niż myślisz.. Powiedz mi co czujesz, bo naprawdę.. nie umiem czytać w myślach.
   -Nate.. -zaczynam, podchodząc do niego jeszcze krok bliżej. -To nie tak, że mam Cię gdzieś. Ja po prostu.. spójrz, mnie i Justina nic nie łączy. To tylko taki.. umm.. znajomy.
   -Od kiedy zadajesz się z takimi ludźmi, Sophie?
   -Nie wiem, Nate.. -kręcę głową, wzdychając.
Niezauważalnie się do mnie zbliża. Wyraźnie chce mi coś powiedzieć.
   -Wiem, że ostatnio dużo się dzieje.. -mruczy niepewnie, a jego twarz przybiera purpurowy kolor. Czuję, że wiem do czego zmierza, gdy łapie mnie za rękę. -Ale chciałbym zapytać.. znaczy na początku myślałem, że to oczywiste i nie muszę o to pytać..
Unosi na mnie wzrok, ściskając moją dłoń. Przełykam z trudem ślinę, wpatrując się w niego.
   -Zostaniesz moją dziewczyną, Sophia?
Nabieram naprawdę długi i głęboki wdech.
Nagle moje myśi zmierzają ku Justinie. Co by na to powiedział? Byłby zły? Nie, czemu niby? Przecież mu się nie podobam. Znaczy on mi też nie.. a może jednak? Boże, to takie pogmatwane!
Justin jest taki.. spontaniczny, beztroski, niegrzeczny..
A Natan taki ułożony, uprzejmy, romantyczny..
W końcu zbieram się na odwagę i mu odpowiadam.
  -Tak, Natan -lekko się uśmiecham. -Zostanę Twoją dziewczyną.
I w tej samej sekundzie mnie delikatnie i nieco niezręcznie przytula. Nachyla się nade mną z zamkniętymi oczami i przekształca usta w dzióbek.
Nagle panikuję i odsuwam się lekko. Delikatnie i szybko go cmokam w policzek, uśmiechając się lekko.
Otwiera po chwili oczy i wygląda na zawiedzionego, ale szybko mu to mija, gdy obok pojawia się Leila.
Wpatrujemy się w siebie, milcząc. po paru sekundach jednak obie wybuchamy śmiechem i ściskamy się.
   -Już nigdy więcej mnie nie wystawiaj! -cicho chichocze Leila, a ja zdobywam się na krzywy uśmiech.
   -Wiem, przepraszam.
Zerka na Natana i na mnie.
   -Coś mnie ominęło? -tajemniczo się uśmiecha w moją stronę.
   -Jesteśmy razem -odpowiada za mnie Nate, zdobywając uwagę Leili.
   -Oh, to świetnie! -piszczy, mocno mnie przytulając. -Już się bałam, że łączy Cię coś z tym biedakiem!
Wybucha śmiechem, a ja sztywnieję.
   -Biedakiem? -unoszę brew, czując się urażona. To znaczy.. niby ma na celu obrazić go, ale to mnie to zabolało. Zdaję sobie sprawę z tego, że też taka kiedyś byłam. Oceniałam ludzi po ich ubiorze, funduszach.. może nadal taka jestem?
   -Chodźmy -Nate łapie moją dłoń i ją niezręcznie trzyma. Jego jest zimna i sucha.
A ja nadal rozmyślam nad tym, jak powiedzieć to Justinowi.. i czy w ogóle mu to powiedzieć.

Następne dni są takie, o jakich zawsze marzyłam.
Natan jest czuły, chodzi ze mną za rękę, tuli mnie..
Zostaliśmy ogłoszeni najsłodszą parą w szkole, a gdy Nelson się o tym dowiedział, wzburzył się i zaczął kłócić z Natanem.
Stanęłam w obronie Nate'a i powiedziałam Nelsonowi, aby dał mi spokój, a ten odszedł, mówiąc coś, że jeszcze wróci i go popamiętam, czy coś.. zabawne.
Nie przejmuję się nim. Cody był częściej w domu zachowywał się normalnie, nie miał przekrwionych oczu..
Wszystko było dobrze, gdyby nie to, że stan mojej babci pogorszył się. Byłam u niej wczoraj, ledwo była w stanie mówić.. łamało mi to serce.
Robię podsumowanie ostatnich czterech dni, jednocześnie słuchając Księdza.
Rozmawiamy o raku. Mojej słabej stronie.
   -Późno wykryty rak może powodować nieodwracalne zmiany w organizmie, ewentualnie śmierć. Wiele osób, starszych czy młodszych, jest ofiarą raka. To też zależy od jego rodzaju, ale w przypadku każdego z nich schorowana osoba bardzo cierpi. Niektóre nowotwory są złośliwe, ludzie w takich sytuacjach zwykle próbują sobie sami wmówić, że nie umrą, swoim bliskim również.. lecz ich koniec jest pewny. Ich siły słabną i z dnia na dzień coraz bardziej cierpią, a ich organizmy tego nie wytrzymują i w końcu..
Przestaję słuchać w tym momencie. Wybiegam szybko z sali, by nikt nie zauważył, że płaczę. W natłoku przygnębiających myśli nie zważam uwagi na nic wokół i z niemal prędkością światła wbiegam do ubikacji.
Zaszywam się w jednej kabinie i zsuwam po ścianie. Podkulam nogi i chowam zapłakaną twarz w kolanach, łkając żałośnie.
Dławię się łzami i naprawdę nie dbam o to, że mój makijaż jest rozmazany na całej mojej twarzy.
Dlaczego akurat ona.. dlaczego?
Boże, nie mogłeś sobie wybrać kogoś innego?
   -Sophie? -nagle słyszę JEGO głos i podnoszę lekko głowę, by ujrzeć, że otworzył drzwi od kabiny.
Szybko wstaję z brudnych kafelek i automatycznie rzucam się w jego ramiona, zanosząc głośnym płaczem.
Po raz pierwszy nie waha się i odwzajemnia mój uścisk, lecz nie tak mocno, jak ja.
   -Shh.. -szepcze kojąco i gładzi moje włosy. Wdycham jego zapach, mocząc czarną bluzę tuszem do rzęs i rzeźnymi łzami. Jest tak blisko, a ja chcę mieć go jeszcze bliżej..
   -Sophie.. co się stało? Czemu płaczesz? -po długiej chwili pyta, a ja cichutko łkam w jego ramię. -Ktoś Ci coś zrobił?
Kręcę głową, opierając ją o jego tors.
   -Ja po prostu.. -bełkoczę, a po chwili wzdycham ciężko. -Moja ba-babcia ma raka.. i gadaliśmy na lekcji.. o ra-raku..
Jego wzrok mówi mi, że rozumie. Mówi mi, że stara się być delikatny.
   -Nie płacz.. serio, Twoja babcia na pewno jest silna i.. i wyjdzie z tego.
I to takie kochane, że nie wie co powiedzieć więcej. I może nie powiedział za wiele, ale od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.
   -Co mam zrobić, Sophie? -zrezygnowany pyta troskliwie. Unoszę na niego rozmazany wzrok i kręcę głową.
   -Po prostu mnie przytul, Justin.
I wystarcza jedno słowo, by mnie otulił swoim ciepłem.
   -Chodźmy stąd.. -szepcze mi do ucha. -Przecież nie chcesz tu być..
   -Muszę -również szepczę, lecz brzmi to tak żałośnie..
   -Nic nie musisz.. -kiwa nami, a mnie to troszkę uspokaja. -Pojedź gdzieś ze mną, proszę..
I nagle przypominam sobie o Natanie. To nie fair wobec niego. To nie fair również wobec Justina.
   -Co tu robisz? -momentalnie mnie to zaciekawia. Co Justin robi w szkole? Przecież już do niej nie uczęszcza..
   -Tulę Cię i namawiam na ucieczkę -cicho chichocze, a ja zdobywam się na słaby uśmiech.
   -Nie, co ogólnie tu robisz? Czemu tu jesteś?
W jednej chwili staje się nerwowy i dopiero po długiej chwili mnie puszcza i odpowiada
   -Odwiedzam.. kolegę.
Wzrusza ramionami, a ja wiem, że kłamie. Przecież dużo nieletnich zażywa narkotyki, to pewne, co tu robi..
Postanawiam jednak się nie mieszać w jego sprawy.
   -Czyli ze mną nie idziesz? -warczy, a ja niepewnie kręcę głową przestraszona jego nagłą zmianą nastroju. -Dobra, to nara..
Odsuwa się i szybko wychodzi, a ja zostaję tu pogrążona w rozpaczy, milionie myśli i rozmazanym makijażu.