-Kocham Cię -to zdanie sprawia, że zamieram.
Ale.. przecież on nie może mnie kochać. Czuję, że to wszystko mnie przytłacza. To wszystko dzieje się za szybko.
-Nate, ja.. -wzdycham, nie wiedząc co powiedzieć. -To za wcześnie, Nate.. nie smuć się, proszę, ja tylko..
-Nie no.. -jego smutny ton odbija się w słuchawce, a ja czuje wyrzuty sumienia. -Nie smucę się, tylko.. głupio mi. Ale masz rację, to może rzeczywiście za szybko..
-Nie przejmuj się. Dobranoc.
I szybko się rozłączam, panikując.
I kolejny raz zastanawiam się, dlaczego śnię o brązowych tęczówkach, a nie o rzekomo moim chłopaku.
Gdy następnego dnia Cody'ego nie ma pierwszy raz od dłuższego czasu na noc, a ja nie mogę zasnąć, przekręcam się z boku na bok.
Moja nocna lampka nawet nie pomaga, nadal nie potrafię zasnąć!
Co chwilę otwieram oczy i je zamykam z powrotem.
Zerkam na zegarek, jest trzecia nad ranem!
I już prawie zasypiam, gdy nagle słyszę ciche zamykanie drzwi i stąpanie butów bo skrzypiącej podłodze.
Wzdychając, wstaję z łóżka i w samej piżamie, czyli majtkach i koszulce do połowy ud, schodzę na dół. Jest tam ciemno i nic nie widzę, ale słyszę czyiś oddech. I wiem, do kogo należy. Zaświecam światło i muszę przymrużyć oczy, by mnie tak lampa nie raziła.
Otwieram usta i już mam mu zrobić wyrzuty, lecz gdy widzę jego twarz, zamieram w bezruchu.
Jego oko jest podbite, wokół niego jego skóra jest sina, a z nosa, wargi i brwi lecą stróżki krwi.
-Boże, Cody! - krzyczę i mam gdzieś to, czy obudzę rodziców. Teraz najważniejszy jest mój braciszek. -Co się stało? Kto Ci to zrobił?
Ciągnę go w stronę łazienki i sadzam na muszli klozetowej. Wyjmuję apteczkę, a z niej wodę utlenioną. Krzywi się, gdy oczyszczam jego rany, ale nic nie mówi. No właśnie.. nic nie mówi.
-Przepraszam, że Cię obudziłem.. -szepcze, patrząc na mnie ze skruchą.
-Nie obudziłeś -również szepczę, skupiając się teraz na nim. -I tak nie spałam..
Wzdycha, a ja zadaję mu ponownie pytanie
-Kto Ci to zrobił? -warczę zirytowana, a on unosi powoli na mnie wzrok, i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, kto to zrobił.. Jak mogłam na to nie wpaść? Boże!
Rzucam wacik do umywalki i wybiegam zezłoszczona na przedpokój, od razu ubierając buty i zakładając gruby sweter.
-Sophie, nie! Czekaj! -Cody wybiega za mną, ale ja go nie słucham. Już jestem poza domem i biegnę tam, gdzie nogi mnie niosą. Mam wrażenie, że znam drogę na pamięć, choć byłam tam jedynie kilka razy. Coś ciągnie mnie tam jak magnez.. więc ignoruję to, że jest mi zimno i moje nogi są jedynie w małej części zakryte. Kieruję się na Braton.
Idę już około dziesięciu minut, a raczej biegnę. Albo po prostu tak szybko chodzę? Nie wiem, jestem zdenerwowana. Bardzo.
Jak on śmiał pobić mojego brata? Myślałam, że mnie lubi. Że coś dla niego znaczę..
Nie, Sophie! Masz chłopaka, nie myśl tak o innym!
Tym bardziej, że jestem na niego wkurzona! Oszukał mnie, Boże co za palant. Z sekundy na sekundę go znienawidziłam.
Wtedy zaczyna padać.
Naprawdę padać, a ja jestem jedynie w bluzie i koszulce.
Kiedy w końcu jestem pod domem tego łajdaka, mocno walę w drzwi. Mam gdzieś, że jest wpół do czwartej, ma mi wytłumaczyć, dlaczego tak potraktował mojego brata!
Ciężko oddycham i czuję, że jestem w stanie go nawet uderzyć. Tylko czy mi odda? Nie wiem czego mogę się po nim spodziewać..
W końcu drzwi się szeroko otwierają, a w ich progu staje Justin. W samych bokserkach.
Ignoruję to, że jest półnagi i cała zmoczona deszczem zaczynam na niego wrzeszczeć, a on tylko stoi i patrzy na mnie w bezruchu, również się mocząc.
-Co Ty sobie myślisz? Że najpierw mącisz mi w głowie, sprawiasz, że Cię lubię, a potem bijesz mojego brata? -mam gdzieś tak samo to, że jego sąsiedzi stoją w oknach i prawdopodobnie nasłuchują. Musi wiedzieć, co o nim myślę. Gdy na niego krzyczę, oddalam się za każdym razem o krok.
On nic sobie tego nie robi. Stoi i patrzy się, jakbym mu opowiadała prognozę pogody!
-Jesteś chamem! Chamem, dupkiem, przestępcą, jesteś zły! Bij osoby w swoim wieku Ty zboczony psycholu! Naprawdę no.. nie wiem jak ja mogłam Cię..
I w kolejnej sekundzie łapie mnie stanowczo za biodro, przyciąga do siebie i mocno całuje.
Nagle wszystko się zatrzymuje i spowalnia.
A ja stoję i nie mam pojęcia co robić. To takie nagłe.. ale tak świetnie całuje.
To mój pierwszy pocałunek i nie wiem co robić, ale moje usta po chwili żyją własnym życiem i same dopasowują się do jego pulchnych warg.
Robi mi się gorąco, gdy na oślep cofa się i ciągnie mnie ze sobą, nie przerywając pocałunku.
Wkłada język w moje usta, a ja wcale nie protestuję. Wręcz przeciwnie, to jak wspólny taniec. Dokładam również swój, gdy łapie mnie pod pośladkami i zamyka kopniakiem drzwi. Wpadamy na ścianę, jest ciemno w całym domu. Wokół panuje cisza, a słychać jedynie nasze oddechy i muśnięcia językami.
Czuję dziwne gilgotanie w podbrzuszu, gdy wchodzimy do jakiegoś pokoju.
To jak trans, nie zważam uwagi na nic innego oprócz nas.
Sadza mnie na czymś twardym, co okazuje się blatem. Więc jesteśmy w kuchni..
Przenosi mokre pocałunki na moją szyję, a ja nie jestem w stanie powstrzymać głośnego jęku.
Liże i przygryza moją skórę, podczas gdy ja wplątuję palce w jego miękkie włosy i je lekko ciągnę. Słyszę jego cichy wark, który dochodzi do mnie aż TAM.
Dyszy mi do ucha, całując je. Z mojej talii przenosi dłonie na brzuch, a następnie jeszcze wyżej..
Ja również dyszę i co chwilę cichutko jęczę mu do ucha. Nie umiem nad tym zapanować, to silniejsze ode mnie.
Jego dłonie ściskają mocno moje nagie piersi, zakryte jedynie koszulką, wywołując przyjemny ból. Jeszcze nigdy nie zaznałam takiego uczucia, Boże.. to świetne. Zakazane, ale świetne.
Masuje je, a ja oplatam go nogami w pasie. Nagle czuję, że coś twardego wbija mi się we wewnętrzną stronę uda. Boję się tam zerknąć, więc ignoruję to. I tak domyślam się, co bym zastała.
-Kurwa -jego głośny jęk, gdy próbuje zaczerpnąć powietrza, jest tak gorący, że znów czuję to łaskotanie w podbrzuszu. Jego jedna dłoń kieruje się na dół, pod koszulkę.
Nie powstrzymuję go przed włożeniem dłoni za moje majtki. Ciągnie za gumkę od majtek i już ma wsadzić za nią rękę, gdy zamieramy.
-Nie mogę spać..
Nagle tę chwilę przerywa cichy, dziecięcy głosik, przesiąknięty obojętnością i znudzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz