poniedziałek, 6 lipca 2015

19. Kocham lody!

Opiera głowę o moją i wypuszcza głośno powietrze. Nie wiem skąd ten głosik dociera, lecz gdy Justin odwraca się do tyłu, zauważam mała dziewczynkę o dużych, brązowych, zmrużonych oczach i długich ciemnych włosach oraz bladej twarzy.
Jest ubrana w zielono-szarą piżamkę, a ja momentalnie mam ochotę zabić Justina.
Ma córkę! Dlaczego mi nie powiedział?
A ja się z nim.. ugh! Nie będę na niego krzyczeć przy tej małej dziewczynce. Jest taka kochana i naprawdę bardzo podobna do Justina.
Zaświeca światło i klęka przy małej. Ta trzyma pluszaka, jest to biały króliczek. Ściska go tak mocno, jakby się bała, że jej ucieknie.
   -Dlaczego nie możesz zasnąć, księżniczko? -jego potulny głos sprawia, że staram się nie zanucić z zachwytu.
   -Bo jest burza.. -mruczy, ignorując moją obecność.
Postanawiam dać Justinowi do zrozumienia, co myślę o nim, ale wtedy zerkam na nią i jej przestraszoną twarzyczkę.
   -Też się boję burzy -uśmiecham się do niej lekko i niepewnie, a ona zwraca na mnie całą swoją uwagę. -Ale nie ma czego się bać, jeśli obok jest rycerz, który Cię obroni.
Przenosi nieśmiało spojrzenie z powrotem na Justina i niepewnie pyta
   -Zostaniesz moim rycerzem?
Ten uśmiecha się do niej i podnosi ją. Dziewczynka wtula się w Justina, a on na rękach prowadzi ją do jej pokoiku.
   -Zostanę kimkolwiek zechcesz -oświadcza i posyła mi spojrzenie, bym poczekała, aż to załatwi.
Muszę z nim to wszystko wyjaśnić, a teraz będzie mi łatwiej powiedzieć mu o Natanie, bo mnie okłamał.
A właściwie to nie okłamał, tylko nic nie powiedział o tym, że ma dziecko. I tak to boli tak samo.
Niecierpliwie czekam, aż uśpi małą, rozglądając się po kuchni, jakbym tu była pierwszy raz.
Dotykam blatu, w miejsce, gdzie jeszcze parę minut temu całowałam gorąco Justina. Albo raczej on całował mnie? Nie wiem, ale to było gorące.
W końcu słyszę cichy głos obok, więc odwracam się do tyłu i zauważam Justina.
   -Fajnie, że mi o niej powiedziałeś, zanim się całowaliśmy.. -sarkastycznie się uśmiecham, zakładając ręce na piersi. Marszczy brwi.
   -Nie wiedziałem, że to coś zmienia.. -szepcze ponuro. Widzę, że jest.. zawiedziony? Zdziwiony?
   -Oczywiście, że zmienia! -krzyczę, po czym przypominam sobie o śpiącej dziewczynce i ściszam głos, cicho warcząc. -Myślisz, że całowałabym się z Tobą, gdybym wiedziała, że masz córkę?
Nagle nieruchomieje, a ja nie wiem o co mu chodzi. Ale mam to gdzieś, jestem na niego wściekła.
   -Ty myślisz.. Ty naprawdę myślisz.. -śmieje się cicho, a ja czekam, aż dokończy. -Ty myślisz, że to moja córka?
Zatyka mnie.
Więc.. co? Nic już nie rozumiem.
   -W takim razie.. kim ona jest dla Ciebie?
   -To moja młodsza siostra -wybucha śmiechem i dopiero po chwili się uspokaja.
Teraz już rozumiem! Nagle jest mi głupio i się rumienię.
Nie wiem czy z powodu mojej pomyłki, czy z racji tego, że całowałam się z nim jeszcze pół godziny temu.
Podchodzi do mnie i kładzie niepewnie dłonie na mojej talii i przyciąga mnie do siebie.
Wpatrujemy się sobie w oczy, aż w końcu moja ciekawość wygrywa.
   -Gdzie są Wasi rodzice?
Mogę go o to pytać? Cóż.. i tak już go spytałam.
Nagle mnie puszcza i odsuwa się, a ja boję się jego reakcji.
W końcu znowu może się wkurzyć o nic..
   -Nie żyją -chrapliwie mruczy, z wyraźnym żalem w oczach.
   -O Boże, przepraszam -szepczę przerażona. Tak młody człowiek został sam, bez rodziców. Opiekuje się swoją małą siostrą, nie ma pieniędzy.. jest mi go tak bardzo żal. -Tak mi przykro..
On jedynie kręci głową, wzrusza ramionami i uśmiecha się słabo.
   -Jebać.
Widzę, że ukrywa swoje emocje, dlatego już nie pytam. Zerkam na zegarek i widzę, że jest wpół do piątej.
   -Boże, muszę iść -wychodzę szybko na przedpokój, a za mną idzie Justin.
Moi rodzice wstają o piątej!
Otwieram drzwi i gdy chcę wyjść z jego domu, łapie mnie za rękę i obejmuje w pasie. Pochyla się nade mną, a ja pytam z wyraźną nutką rozbawienia w głosie.
   -Nie wiesz, że żegnanie się w progu przynosi pecha? -chichoczę razem z nim.
   -Kto powiedział, że się żegnamy? -unosi brew, uśmiechając się chytrze.
Pochylam się nad nim i szepczę mu do ucha
   -Ja -i niepewnie cmokam go w policzek, ponownie się rumieniąc tego dnia.
Kiwa głową i mnie puszcza, uśmiechając się. Idę przed siebie i próbuję nie piszczeć ze szczęścia.
Idę prosto, nie obracając się. Dopiero oglądam się za siebie, gdy słyszę jak zamyka drzwi.
Gdy jestem już na tyle daleko, by nie mógł mnie usłyszeć, zaczynam piszczeć. Po chwili jednak ktoś wrzeszczy, abym się zamknęła, więc zażenowana milknę.
I wtedy przypominam sobie o Natanie.. przecież to jest zdrada!
Jak mu to powiem? Jak powiem to Justinowi?
Wracam do domu, pogrążona tymi myślami.
Staram się być cicho, gdy rozbieram bluzę, ściągam buty i wchodzę po schodach na górę. Wchodzę pod kołdrę, a wspomnienia z tej nocy przewijają mi się przez głowę i stają się snem, w którym nikt nam nie przeszkadza i kontynuujemy to co zaczęliśmy.. i to nie jest pierwszy raz, gdy myślę o nim w taki sposób.

   -A jak tam z Natanem? -pyta Leila,gdy po raz czwarty okrążamy korytarz w szkole. Jest przerwa, a Nate'a nie ma dzisiaj w szkole. W sumie to może i lepiej, bo nie umiałabym mu spojrzeć w oczy.
   -Umm.. -przez chwilę zastanawiam się, czy jej powiedzieć o naszym pocałunku, ale rezygnuję. Wiem, jaki ma stosunek do Justina. Gdyby się dowiedziała co wczoraj robiliśmy i że u niego byłam, byłaby zła i rozczarowana. -Chyba dobrze, nie ma go w szkole, więcnie wiem w sumie..
   -Nie martw się, na pewno nic się nie zmieniło! -radośnie woła, a ja się sztucznie uśmiecham.
I idziemy na matematykę, ona pogrążona w wyobrażeniach o mnie i Natanie, a ja w wyobrażeniach o mnie i.. Justinie.

W momencie, gdy wychodzę ze szkoły, słyszę głośny pisk opon. Odwracam się w tamtą stronę i zauważam nikogo innego, jak Justina.
Zsiada z motoru i patrzy na mnie, uśmiechając się krzywo.
A w moim brzuchu rodzi się dziwne uczucie, to samo, które poczułam, gdy między nami TO zaszło.
Rozglądam się wokół, zauważając, że wszyscy na niego patrzą.
Przecież tam nie podejdę, bo zaczną się plotki. Udaję, że go nie znam i przechodzę obojętnie, tuż obok niego. Ten do mnie podbiega i chwyta za ramię. Wzdycham, nie chcąc, by się wkurzył. Znam go już trochę i przeczuwam, kiedy się może zdenerwować.
   -Czemu mnie ignorujesz? -patrzy mi intensywnie w oczy, a ja zerkam wszędzie, byle nie na niego.
   -Nie ignoruję Cię.. -mruczę, patrząc w buty.
   -To dobrze -chwilę nic nie mówi, tylko się we mnie wpatruje. W końcu jednak unosi moją brodę i z małym uśmiechem na ustach dokańcza. -Bo wtedy musiałbym odwołać nasze wyjście na lody.
Wpatruję się w niego zaszokowana. Czy on chce mnie zabrać na.. lody? Mam nadzieję, że chodzi mu o te zimne lody, nie.. no wiecie. Nigdy nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy.
   -Lody? -nagle cały mój zły humor mija i ekscytuję się. -Jezu, jak ja dawno nie jadłam lodów! Kocham lody!
   -To fajnie -śmieje się z mojego zachowania, przez co dostaje ode mnie kuksańca.
   -Au! -krzyczy i wsiadamy na jego motor, a ja nawet nie przejmuję się tym, że powinnam wracać do domu.
Ani tym, że Nelson stoi w oknie szkoły, wpatrując się w nas z zazdrością.
I nie zauważam jednego, małego szczegółu.
Na tym samym piętrze po drugiej stronie w oknie stoi Natan z pogardą i rozbiciem w oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz