12
"Posłuchaj, nie możesz wyłączyć uczuć na zdarzenia, których wspomnienia bolą.. nie masz przycisku, który za jednym kliknięciem mógłby przerwać Twoje cierpienie.."
Podczas, gdy Natan ma łzy w oczach, ja cichutko łkam w jego ramię. Moje usta przylegają do jego swetra, a on co chwilę trzęsie ramionami, chlipiąc pod nosem.
Ten film jest taki.. smutny i wzruszający. Piękny.
"Ale masz mnie, a ja.. postaram się być najlepszym starszym braciszkiem na świecie, dla mojej małej siostrzyczki, dobrze?"
Główny aktor pociąga nosem, powstrzymując łzy i ściskając dłoń dziewczynki, będącej świadkiem śmierci jej matki. Dziewczynka kiwa głową, a słona substancja spływa po jej gładziutkiej skórze, niczym wodospad.
Nate zaczyna w tym momencie wyć, a ja wiem, że sama za niedługo pęknę.
"Tylko błagam.. nie płacz już więcej, bo łamiesz mi tym serce."
Brat dziewczynki wtula się w nią jeszcze mocniej i zanosi się głośnym płaczem.
Boże.. chyba jeszcze nigdy tak nie płakałam. Wiem, że od teraz będzie to mój ulubiony film. Duszę się, a Natan krztusi łzami. To jest takie słodkie, że nie wstydzi się swojej wrażliwości i pozwala emocjom wyjść na wierzch.
Film się kończy, więc minimalizuję go, gdy nagle drzwi od mojego pokoju otwierają się, a w ich progu staje Cody.
-Sophie, chcia.. -przerywa w połowie zdania, patrząc uważnie na nasze twarze. Na pewno są czerwone i spuchnięte. Jego wyraża szok i rozbawienie. -Nate, Ty.. płakałeś?
Cicho chichocze, ale widząc mój wzrok, gdy pociągam nosem, zamyka buzię.
-Oglądaliśmy film.. -wzdycham, tłumacząc mu. Gdy zerkam, Nate pisze coś na swoim telefonie. -Chciałem Cię tylko przeprosić za.. no wiesz co..
-Za zachowanie Justina? -unoszę brew, pociągając nosem. -Okej..
-Ta.. cóż.. -wzdycha, lecz po chwili marszczy brwi. -Czekaj, Ty.. znasz.. jego imię?
Zerkam podejrzliwie na Nate'a, a następnie na swojego brata.
-Tak, co w tym dziwnego? -jednak po sekundzie uświadamiam sobie, że Cody nie wie o tym, że nocowałam u Justina. -Słyszałam kiedyś tam.. jego umm..imię.
-Aha -nadal zdziwiony wychodzi z mojego pokoju, drapiąc się po głowie i mrucząc pod nosem. -Dziwne...
-Wybaczasz mu? -słyszę głos Natana, więc nie mam nawet czasu na przemyślenie całej tej sytuacji z Bieber'em.
-Nic nie poradzę na to, że to kolega mojego brata. Po prostu.. nie będę zwracać uwagi na niego i tyle.. -wzruszam ramionami, a on wstaje z mojego łóżka. -Więc tak, wybaczam mu.
-Temu.. biedakowi? Który najpierw zarywał do Ciebie, a potem chciał Cię uderzyć?
Odwracam się do niego.
-Biedakowi? -kręcę głową z niedowierzania. -Słyszysz Ty siebie? Czyli jeśli jest biedny, to jest gorszy? Skąd w ogóle wiesz, że nie ma pieniędzy?
-To widać.. -wzrusza ramionami. -Z tamtej dzielnicy wszyscy są biedni.
-Tak? -unoszę brwi, zaciskając szczękę. Wkurzył mnie. I to bardzo. Chyba pierwszy raz mam go dość. -A z tej wszyscy są nadęci i próżni.
-Sophia.. -wzdycha. -Przepraszam.. nie wiem czemu tak powiedziałem..
-Wyjdź, proszę.. -spuszczam wzrok na swoje stopy. Czuję, że muszę to wszystko przemyśleć.
-No dobrze.. -i całuje wierzch mojej dłoni, a następnie wychodzi.
Czemu, widząc mnie w takim stanie, nie został? Przecież powinien wiedzieć, że potrzebuję ciepła.
Postanawiam nie zamartwiać się tym. Zerkam na zegarek, który wskazuje siedemnastą dwanaście.
I udaję się tam, gdzie zawsze mogę wszystko przemyśleć.
-Dzień dobry, Panno Brown -mówi Pani Bennett, gdy widzi, jak wchodzę do teatru. Rozglądam się i widzę puste miejsca, sprzątających pracowników i dużą scenę, na której gra Paolo, pianista. -Widzę, że przyszłaś poćwiczyć?
-Tak, umm..-Wiem, że jej mogę się zwierzyć ze wszystkiego. Jest dla mnie jak druga matka. Ta lepsza. -Występ już za niedługo, a ja jestem troszkę zestresowana..
-To cudownie, skarbie. Im więcej stresu, tym lepiej wypadasz w oczach widzów. -uśmiecha się i wchodzi za kurtynę.
Wchodzę na scenę i kładę dłoń na ramieniu Paola. Jest to blondyn z niebieskimi oczami i opaloną skórą. Jest przystojny, ma dziewiętnaście lat i odwraca się do mnie, przestając grać. Wstaje i szybko mnie ściska, całując wierzch mojej dłoni.
-Witaj, Sophia. -uśmiecha się lekko, a ja odwzajemniam jego uśmiech. -Przyszłaś poćwiczyć?
-Tak, grasz jeszcze? -niepewnie pytam, robiąc minę szczeniaczka.
-Dla Ciebie? -pyta, a ja kiwam głową, stępując z nogi na nogę. -Zawsze.
Z uśmiechem podchodzę do mikrofonu i gdy słyszę pierwsze nuty piosenki, zamykam oczy i zaczynam śpiewać.
I believe, I believe there's love in you,
Gridlocked on the dusty avenues,
Inside your heart, just afraid to go.
I am more, I am more than innocent,
But just take a chance and let me in,
And I'll show you ways that you don't know.
Don't complicate it,
Don't let the past dictate.
Yeaaah,
I'have been patient, but slowly I'm losing faith.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
I believe, I believe you could love me,
But you're lost on a road to misery.
And what I gave to you,
I can never get back!
Don't complicate it,
Don't drive yourself insane.
Yeaaah,
Say what you will but I know that you want to stay!
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
Chemicals rushing in,
I know it's you that I belong to.
I'm burning like a cannonball in the air,
Crushing into who I belong to.
Uuuuh uh, uuuuh uuuuh uh.
I have been patient, but slowly I'm losing faith.
Please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
So please, I know you baby,
I know you baby.
The shadows of your heart
Are hanging in the sweet, sweet air.
I know you baby.
The secrets that you hide,
control us and it's just not fair.
I know you baby.
Gdy piosenka się kończy, otwieram oczy i przejeżdżam wzrokiem po pustych siedzeniach. Jednak nie wszystkie są puste.. w ciemnym rogu, u samej góry siedzi jakiś zakapturzony chłopak, a ja nawet nie muszę zgadywać, by wiedzieć, że to Justin Bieber.
Przez chwilę widzę jego nieodgadniony wyraz oczu, więc odchrząkuję, czując się niezręcznie.
Dziękuję Paolu, który jak zawsze chwali mój głos, poprawiam swoją kwiecistą sukienkę. Paolo wychodzi za kurtynę, żegnając się ze mną.
Zerkam na Justina, który wstaje z krzesła i z krzywym uśmiechem się do mnie zbliża.
Niezręcznie stoję, gdy wchodzi już na scenę, a wokół nie ma nikogo, oprócz nas.
-Więc twierdzisz, że mnie znasz? -cicho się śmieje pod nosem.
-Ta piosenka nie jest o Tobie. -prycham, przewracając oczami. Działa mi już na nerwy.. -Co Ty tu robisz?
-Tylko się droczę, wyluzuj.. -tym razem to on przewraca oczami. -Przyszedłem posłuchać Twojego głosu. Zastanawiałem się, czy rzeczywiście tak ładnie śpiewasz, jak mówią.
Automatycznie się lekko rumienię.Przecież już słyszał mój głos.. wtedy, w klubie. Unoszę nieśmiało brew, a on z naprawdę mało zauważalnym uśmiechem wzrusza ramionami.
-Może być.
-Dzięki. -Sarkastycznie dziękuję i żartobliwie uderzam go w ramię.
-Nie ma za co -cicho chichocze, a ja wiem, że moja złość na niego już minęła. -Gdzie nauczyłaś się tak śpiewać?
Nagle jego głos zmienia się. Jest niski i.. taki chrapliwy. Powoli idzie w moją stronę, a ja cofam się wpadając na fortepian.
-Nie wiem.. chyb-ba tak już m-mam.. -jąkam się, wpatrując w jego usta. Nagle przyciągają mój wzrok. Są takie pełne i..
-Nauczysz mnie tak śpiewać? -jego niski głos przyprawia mnie o ciarki, gdy podnosi mnie za biodra i sadza na fortepianie, przez co instrument wydaje niemiły dźwięk.
Zaczynam się śmiać. Już sama nie wiem co mam robić, jest tak blisko..
Chichoczę, lecz on się nie śmieje. Jedynie się lekko uśmiecha, wpatrując we mnie. Mój śmiech odbija się w całym pomieszczeniu, ale widząc, że on się nie śmieje, milknę.
Przybliża się do mnie jeszcze bardziej, kładąc dłonie na moich odsłoniętych udach. Rozszerza moje nogi, zerkając w dół, a ja spalam się ze wstydu.
Kwiecista sukienka podwija się, a ja siedzę jak sparaliżowana. Dyszę, a moje serce bije tak szybko, że martwię się, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Justin pochyla się nade mną, a pod wpływem emocji zamykam oczy i delikatnie rozszerzam usta.
Lecz pocałunek nie nadchodzi. A ja nadal czuję jego oddech na ustach.
-Chodź, odwiozę Cię do domu -szepcze, oddalając się.
Otwieram szybko oczy, zrezygnowana idąc za nim.
Rozmyślam o jego cieple i o tym, że ma takie piękne usta..
A najbardziej przeraża mnie to, że ja naprawdę chciałam go pocałować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz