sobota, 20 czerwca 2015

14. Goni mnie

Gdy budzę się rano, słyszę głos Cody' ego, pochodzący z jego pokoju.
Wstaję, przeciągając się i przecieram oczy. Podczas, gdy ziewnięcie wyrywa mi się z gardła, zatykam usta dłonią.
Kieruję się do łazienki i załatwiam potrzeby fizjologiczne.
Wzdycham i biorę orzeźwiający, godzinny prysznic.
Wycieram się białym ręcznikiem, rozmyślając, gdzie Justin planuje mnie zabrać.
Suszę włosy i ubrana w szarą spódniczkę i białą koszulkę, zastanawiam się, czy ta spódnica nie jest za krótka, z racji tego, że mam okres.
Z drugiej strony.. Justin powiedział, żebym ubrała się seksownie..
Trochę się wstydzę być przy nim w tak króciutkiej spódniczce, która jest do połowy ud, znając jego myśli.
Gdzie mnie może zabrać?
Oglądam się w wielkim lustrze, po czym stwierdzam, że wyglądam w porządku.
Zadowolona wychodzę z łazienki i kieruję się na dół, do kuchni.
Stoi tam Cody, jedzący naleśniki.
   -Wow, byłeś na noc w domu.. -sarkastycznie się uśmiecham. Nagle jestem na niego zła. Nie chcę się wtrącać w jego życie, ale z racji, że jest to mój brat bliźniak, jestem do tego zmuszona.
   -Masz okres, czy coś? -prycham.
Wyjmuję z lodówki mleko i płatki, nakładając je do białej miski.
   -Rodzice śpią? -pytam, wyjmując łyżkę z szuflady.
   -Mama śpi, bo o czternastej jedzie do pracy, a tata jeszcze nie wrócił -mówi patrząc w telefon i przeżuwając naleśniki.
   -Aha, okej.. -przełykam mleko i niepewnie mówię. -Bo jak coś to dzisiaj wychodzę.. z Leilą.
   -Leilą? -unosi na mnie brew i wzrok. Już zaczynam myśleć, że Justin powiedział Cody'emu, że mnie gdzieś zabiera i mam już zapytać, czy wie gdzie, lecz rozwiewa moje wątpliwości. -Spoko, ja też wychodzę, więc weź klucze.
   -No, wiem.. -i wstaję od stołu, odkładając miskę do zmywarki.
A Cody dalej siedzi, wpatrując się w ekran telefonu.

Słyszę głośny ryk silnika, więc wychodzę z domu, chwytając po drodze torebkę.
Zamykam za sobą drzwi, ponieważ Cody już wyszedł, nie wiadomo gdzie.
Kieruję się w stronę Justina, naciągając lekko spódnicę.
   -Cześć -lekko się uśmiecham i siadam za nim okrakiem. Już się lekko przyzwyczaiłam do jazdy na motorze. -Nadal mi nie powiesz, gdzie jedziemy, prawda?
Lekko przekrzywia głowę w moją stronę z krzywym uśmiechem i stwierdza.
   -Jednak mnie znasz -cicho chichocze, a ja go delikatnie obejmuję w pasie i z piskiem opon odjeżdżamy w kierunku Braton.

Gdy Justin zatrzymuje się przed dobrze mi znanym klubem, chce mi się śmiać. Jak mogłam na to nie wpaść? To takie w jego stylu..
   -Mogłam się tego po Tobie spodziewać.. -kręcę głową, wzdychając ciężko. Pierwszy zsiada z motoru i czeka aż ja zejdę.
Podnoszę jedną nogę i przekładam ją na drugą stronę i przyłapuję szatyna na wpatrywaniu się między moje nogi.
Posyłam mu ostrzegające spojrzenie, a on unosi niewinnie brwi.
   -Mam tylko nadzieję, że wrócimy nad ranem, bo moi rodzice wracają rano -od razu mu ogłaszam, a on kiwa głową i ciągnie mnie do środka.
Po drodze wymienia uściski z paroma facetami i prowadzi mnie do baru.
Głośna muzyka dudni w naszych uszach, gdy nagle ktoś łapie mnie za ramiona, a ja przerażona szybko się odwracam.
   -Siema, laska -głos i widok Sierry mnie uspokaja. -Jak tam życie?
Opiera się o bar, patrząc na mnie. Justin gdzieś poszedł, zostawiając mnie sam na sam z nią. Ale nie narzekam, lubię Sierrę.
   -Nawet nie pytaj.. -wzdycham, gdy podchodzi do nas barman.
   -Co podać dla pięknych pań? -pyta, uśmiechając się do nas. Jest młody i nawet przystojny. Nie widzę za dużo, gdyż panuje tu ciemność, ale pod delikatnym oświetleniem kolorowych świateł jestem w stanie zauważyć, że ma niebieskie oczy.
    -Dwa tequili, proszę -uśmiecha się do niego, lecz nie prowokacyjnie, tylko z grzeczności. Przecież woli dziewczyny.. dopiero po chwili uświadamiam sobie, że to dla mnie zamówiła alkohol.
   -Co? Nie, ja nie piję -cicho chichoczę, dla złagodzenia napięcia. -Poproszę colę.
   -No co Ty? -robi minę słodkiego szczeniaczka, a na mnie to dziwnym sposobem działa. -Chociaż jednego? Dla mnie?
Dalej patrzy na mnie maślanymi oczami, a barman się cicho śmieje pod nosem. W końcu wzdycham.
Czemu Justin mnie zostawił?
Uśmiecham się, a ona wie, że się zgadzam.
   -Proszę, dla dwóch pięknych pań, dwa magiczne napoje -jego tajemniczy uśmiech przyprawia mnie o dreszcze.
Zerkam nieufnie na ciecz w kieliszku i wącham jego zawartość, niepewnie patrząc na Sierrę, która już wypiła cały swój kieliszek. Uśmiecha się do mnie zachęcająco, a ja przełykam gulę w gardle.
Zaciskam oczy i szybko połykam alkohol, który już po ułamku sekundy mnie pali niemiłosiernie w gardło.
I zanim zaczynam z powrotem oddychać, Sierra już podstawia mi pod nos kolejny kieliszek.
Najpierw kręcę przecznie głową lecz widząc jej wzrok, łamię się i tak zaczyna się kolejka następnych procentów..

Nie wiem nawet ile wypiłam, ale jeszcze nigdy się tak nie bawiłam. I chyba coś paliłam, ale nie pamiętam gdzie, kiedy i z kim. I po co?
Wszystko mnie śmieszy. I czuję się jak na statku, bo wszystko się kręci.. i słyszę szum wody..
Ale muzyka jest głośna i fajna, a ja kołyszę się w jej rytm.
   -Fuuucking bitch! -nie poznaję siebie. Próbuję przekrzyczeć muzykę, śpiewając jej grzeszną treść i kręcąc biodrami w jej rytm. -She wanted my dick!
Okręcam się wokół własnej osi, śmiejąc w głos.
Czuję dłonie na swojej talii, więc się odwracam i dopiero teraz orientuję się, że właśnie tańczę z jakimś dziwnie pachnącym facetem.
Zaczyna się o mnie ocierać.
Uśmiecha się do mnie, a ja nie rozumiem co on tu robi.
Jego dłonie przechodzą na mój brzuch i powoli wkłada dłonie pod spódniczkę..
Nic nie rozumiem.. co ja tu robię?
Dotyka palcem wskazującym moich majtek, a ja zamieram.
Przerażona odpycham go.
Gdzie Sierra? Gdzie.. Justin?
Przepycham się między śmiejącymi mi się w twarz ludźmi. On mnie goni! Zaczynam biec, jak najszybciej potrafię. Co chwilę wpadam na kogoś, przepraszając go.
Obracam się za siebie i z przerażeniem stwierdzam, że dalej mnie goni. Jest coraz bliżej..
Więc biegnę szybciej, aż mocno uderzam w czyjąś klatkę piersiową. Łzy zaczynają spływać po mojej twarzy. Łzy ulgi? Szczęścia? Strachu? Bezradności? Sama nie wiem, ale nagle czuję się bezpieczna, a statek przestaje się kołysać.
Woda przestaje szumieć, a tamten facet przestaje mnie gonić.
Unoszę głowę, spotykając się z TYM wzrokiem, a świat przestaje istnieć..
   -Co jest? -pyta zdezorientowany, gdy mocno się wtulam w jego silne ramiona. -Stało się coś?
   -On.. gonił.. -brakuje mi powietrza i zaczynam dyszeć. -Gonił mnie..
I w następnej sekundzie przypominam sobie o tym i chcę dalej biec, lecz jego ogromne ramiona i mocny uścisk uniemożliwiają mi to.
   -Goni mnie! -wrzeszczę. Wszyscy mnie ignorują i dalej tańczą. Wszyscy mają to gdzieś. Oprócz niego.. -Muszę uciekać, on mnie..
Nagle mnie mocno łapie i przygniata do ściany. Jestem jeszcze bardziej przerażona, a on wtedy chyba rozumie, że ja naprawdę się boję i w panice szybko całuje mnie w czoło.
A ja się uspokajam i zamykam oczy.
Słyszę bicie jego serca i to jest najważniejsze w tym momencie. Tylko to słyszę. No i oczywiście bicie mojego.
Bicie NASZYCH serc, jakby zsynchronizowanych, aby bić w tym samym tempie.
   -Kurwa, Sophie.. -wzdycha przeciągle i patrzy na mnie zmartwionym wzrokiem. -Nikt Cię już nie goni, spokojnie.
A ja wpatruję się w niego z jedną myślą - chcę go pocałować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz