Unoszę głowę i wzrok, napotykając jego brązowe tęczówki, oświetlone jedynie niebieskim reflektorem.
Jest taki piękny..
Pochyla się delikatnie nade mną i zbliża swoje usta do moich, a ja doskonale czuję jego oddech i mogę tylko sobie wyobrażać smak i dotyk jego ust.
Przymrużam delikatnie oczy.. wreszcie się to zdarzy.
-Sophie! -słyszę nagle krzyk Sierry niedaleko. Justin klnie pod nosem i się ode mnie odsuwa, patrząc z wyrzutem na Sierrę, która go ignoruje, chichocząc co chwilę. -Tu Cię znalazłam!
-Sierra, Ty.. -Justin się w nią wpatruje z rozbawieniem. -Znów jesteś zjarana?
-Noo! -krzyczy, podskakując. Chichoczę pod nosem z jej głupoty. Nagle jestem śpiąca i opieram głowę o ramię szatyna, kiwając się delikatnie na boki. -Drake nam dał!
-Nam, to znaczy? -marszczy brwi, zagryzając wargę. Chcę jej zatkać buzię, lecz jest za późno.
-Mi i Sophie! -wybucha śmiechem, a ja chwytam się jego ramienia, ponieważ statek zaczyna się ponownie kręcić. A woda znów szumi..
Nagle jego dłoń mocno zaciska się na moim ramieniu, a ja zdezorientowana się w niego wpatruję nieprzytomnym wzrokiem.
-Jesteś zjarana? -wpatruje się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wściekłość? Zdziwienie? Troska? -Sophie, kurwa, odpowiadaj.
Nie jestem w stanie nic wydusić, gdy słyszę jego wark. Jestem taka śpiąca.. rozszerza mi oczy i przeklina pod nosem.
-Masz całe przekrwione oczy, do chuja! -a ja jedynie się go przytrzymuję, by zachować równowagę. -Ja pierdole.. brałyście z dopalaczami, prawda?
Ciągnie mnie w stronę wyjścia, lecz ja upadam.. nie czuję nóg i nagle mi tak zimno, że zaczynam drżeć. Zamykam oczy i widzę jakieś przerażające twarze.. nie wiem co się dzieje, są straszne, więc próbuję znów je otworzyć.
-Sophie, kurwa! -widzę jak mały tłum ludzi się zbiera wokół nas, a reszta dalej tańczy.
Sierra się obściskuje z jakąś brunetką, barman flirtuje z klientką, facet, który wcześniej ze mną tańczył, teraz całuje inną, a Justin klęczy nade mną, co chwilę przeklinając pod nosem.
I biały sufit wygląda jak niebo pełne gwiazd..
I ponownie, zanim zobaczę ciemność obraz jest zamazany, a jedynym wyraźnym źródłem są brązowe, zmartwione oczy, wpatrujące się w moje.
-Stary, luz.. znalazłem ją niedaleko kina, była z jakąś koleżanką -słyszę jego głos, lecz nie słyszę jego dalszych słów. Potrafi kłamać.. pewnie rozmawia z Cody'm.
Nawet nie zastanawiam się, gdzie jestem. Od razu rozpoznaję sypialnię Justina.
Co dziwne, nie boli mnie głowa. Która godzina?
I nagle znów chce mi się śmiać i płakać jednocześnie.
Czy ten narkotyk nadal działa?
Przeciągam się i ziewam, a w tym samym momencie Justin się rozłącza i odkłada komórkę na komodę.
Siada po boku łożka, wpatrując się we mnie.
-Co Ci jest, Sophie? -marszczę brwi. Nie rozumiem jego pytania.. co mi jest? Czy to miało być obraźliwe? -Znowu zemdlałaś..
Aa! O to mu chodzi!
W sumie, ma rację. Dawno nie mdlałam. Od dzieciństwa, gdy się czymś bardzo stresowałam, mdlałam. Moi rodzice się przyzwyczaili i przestali na to zwracać uwagę po czwartym razie, gdy badania w szpitalu nic nie wykazały.
Woleli po prostu to ignorować, by nie martwić się o moje zdrowie.
-Od zawsze tak mam, po prostu to ignoruj, jak moi rodzice -bełkoczę, jeszcze nie w pełni trzeźwa i sztucznie się uśmiecham. Po chwili jednak zdaję sobie sprawę, że zabrzmiało to ostrzej niż w mojej głowie. Chichoczę więc. Nie wiem, czy dla rozluźnienia atmosfery, czy coś mnie śmieszy.. po prostu sobie chichoczę, a co! On jednak nadal ma ten sam, troskliwy wyraz twarzy. Gdy się w niego wpatruję, w sekundę zmienia swoje zachowanie.
Chowa emocje i jedyne, co teraz widnieje na jego twarzy, to pustka.
Czemu kryje swoje uczucia?
-Cody kazał mi Cię zawieźć do domu -oznajmia, wstając z łóżka.
-Zamierzasz go posłuchać? -pytam niepewnie, również wstając, choć troszkę się chwieję. Jestem trochę zawiedziona. Chciałam z nim jeszcze chwilkę posiedzieć!
-Nie, odwożę Cię nie dlatego, że mi kazał, tylko dlatego, że ledwo się trzymasz na nogach -oznajmia, chwytając mój nadgarstek i wyprowadzając mnie z jego domu.
Na zewnątrz jest zimno, a ja nie mam kurtki. Gdzie moja torebka? Przecież mam tam krasnoludki!
Znaczy się kluczyki. Chodziło mi o kluczyki!
-Torebka! -jęczę, wystawiając rękę. Dawaj mi torebkę, gościu! Śmieję się na głos z głosu w mojej głowie.
-Tu ją masz -podaje mi ją, patrząc na mnie jak na chorą psychicznie. Wystawiam mu więc język, a on jedynie kręci głową z małym uśmiechem formującym się na jego cudnej twarzy.
I kierujemy się do jego motoru, a ja dosłownie przed nim padam na ziemię, a moja spódnica podwija się w taki sposób, że widać połowę moich majtek!
Szybko, choć chwiejnie, wstaję i poprawiam spódniczkę, ignorując wzrok szatyna. Mam nadzieję, że jednak tam nie patrzył i nie widział moich gatek, bo byłby wstyd..
-Nie komentuj tego -wystawiam palec, bełkocząc. On z kolei unosi obronnie ręce i pozwala mi wsiąść okrakiem na jego motocykl. -Mm, ale fajny materiał.
Mruczę, ocierając się o materiał siedzenia. Naprawdę jest przyjemny w dotyku, a ja mam dziwnym sposobem nieprzyzwoite myśli. Nagle mam ochotę być niegrzeczna.. posyłam zalotne spojrzenie spod rzęs szatynowi, ocierając się o siedzenie motoru.
-Boże.. -szepcze pod nosem, myśląc, że nie słyszę. Lecz ja wszystko słyszę! I ignoruję to, że stara się na mnie nie patrzeć i trzyma się za krocze.
Dalej się ocieram o fotel, mrucząc pod nosem. Na pewno wyglądam na psychicznie chorą, ewentualnie napaloną sukę, ale ja po prostu chcę zrobić coś szalonego. To znaczy podobać mu się.
Chcę, żebyś mnie pragnął, Justin.
I gdy wypowiadam to zdanie w swojej głowie, on odwraca się w moją stronę z widocznym szokiem na twarzy. Ups, czyżbym wypowiedziała to na głos? Kręci do siebie głową, patrząc na mnie, jakbym co najmniej oszalała.
-Przecież ja kurwa oszaleję na Twoim punkcie, dziewczyno -wzdycha, a po chwili szepcze pod nosem odwracając się do mnie plecami, lecz ja słyszę -Nie wiem, czy przypadkiem już nie oszalałem..
Gdy parkujemy z piskiem opon pod moim domem, najpierw zsiada Justin, a potem ja. Podaje mi dłoń, którą odpycham.
Przecież dam sobie radę, nie jestem aż tak..
Au!
Ląduję dłońmi na szorstkim betonie. Justin się śmieje, a ja nie wiem czy brechtać, czy płakać.. To tak strasznie piecze!
Opieram mniej zranioną dłoń o zadrapane kolano i wstaję, w momencie, gdy zauważam jakąś parę, parę metrów od NAS.
I to nie JAKĄŚ TAM parę, tylko Natana i Leilę!
Idą, śmiejąc się w głos i idą tak blisko siebie, że wiem, iż w myślach na pewno się już rozbierają! Jeśli ma to jakikolwiek sens..
A niech to! Justin również ich zauważa i cicho się śmieje pod nosem.
I w momencie, gdy Natan mnie zauważa, Justin wysuwa się przede mnie i podchodzi do nich.
Nie rozumiem co się dzieje, więc podbiegam do nich, ledwo trzymając się na nogach.
Justin, nie rób mu krzywdy! Błagam w myślach..
Wtedy on zerka na mnie i jego spojrzenie ulega zmianie. Z agresywnego, płonącego, staje się takie.. delikatne, łagodne.. takie milusie i widzę w jego oczach krztę rozbawienia.
-Dzięki Sophie, że nas wystawiłaś i poszłaś nie wiadomo gdzie, by pić alkohol z takim.. -Nate patrzy ze zniesmaczeniem na Justina, a ten widocznie powstrzymuje się od przyłożenia mu. Spokojnie, Justin. -Towarzystwem.
-Ja Was wystawiłam? -krzyczę, tupiąc nogą. -Ja Was!
Zaczynam bełkotać sama nie wiem o czym, ale pamiętam, że jest w tej przemowie coś o tygrysach i jednorożcach.. a potem zaczynam wyzywać Natana i Leilę, robić scenę zazdrości, a Justin stoi z boku i ze śmiechem słucha moich słów.
Nawet nie wiem co mówię, zabawne, no nie?
I na tę myśl wybucham śmiechem i dalej się śmiejąc, wykrzykuję
-Ty fałszywa d.. -pragnę dokończyć, lecz Justin zatyka mi usta dłonią.
Nate wypina klatkę piersiową i unosi brodę, a ja wybucham śmiechem.
Jak on może mi się podobać? Jaki ja mam okropny gust, matko..
I podczas, gdy nikt nie zwraca na mnie uwagi, ja brechtam pod nosem.
A Justin mierzy Natana tak ostrym spojrzeniem, że na jego miejscu bym chyba się popłakała.
A Nate udaje twardziela, lecz widać po nim, że trzęsie się jak galareta.
A propo!
Leila ma na sobie marynarkę Nate'a! Co to ma znaczyć, się pytam!
-Dziwka..
I starcza tylko jedno słowo Leili, by w Justinie włączył się tryb agresora.
Widać to po jego rozszerzonych oczach, płytkim oddechu i wściekłej minie.
Nawet ja się przerażam, a co dopiero Leila, w którą się właśnie wpatruje tym wzrokiem.
-Mam nadzieję, że to było Twoje przedstawienie się, a nie obraza Sophii.
Jej przerażone oczy wręcz błagają mnie, bym coś powiedziała Justinowi.
Lecz ja stoję w tym momencie wtulona w umięśnione ramię Justina.
-Natan, chodźmy już.. -Leila chwyta Nate'a za rękę i ciągnie go w kierunku jego domu. A Justin kręci głową i szybko do mnie podchodzi, chwytając mocno mój nadgarstek i pociągając do góry.
Mam wrażenie, że chce mi złamać kości. Ściska go tak mocno, że łzy zbierają się w moich oczach.
-To boli.. -szepczę i próbuję wyrwać nadgarstek z jego uścisku. Widzę, że jest wściekły.
Tylko czemu jest wściekły na mnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz