Gdy zeskakuję z jego motoru, nadal przed oczami mam sceny z teatru. Przeklinam moment, w którym mnie nie pocałował.
Mam nadzieję, że Justin również wstanie z motoru i odprowadzi mnie pod same drzwi, bo ja nie chcę się z nim rozstawać. W myślach więc proszę go o to.
-Co robisz jutro? -pyta, opierając łokieć o kierownicę motoru. Staram się sobie przypomnieć jakieś moje plany na sobotę, aż przypominam sobie, że mam iść do kina z Leilą i Natanem. Gdy długo nie odpowiadam, wzdycha. -Jutro jest sobota.
-Chyba nic -chociaż wiem, że się już umówiłam z nimi do kina, nie potrafię mu tego powiedzieć.
-To zabiorę Cię gdzieś -oznajmia. Nawet mnie nie pyta o zdanie, ale nie narzekam. I tak wiem, że zgodziłabym się. Kiwam niepewnie głową. -Narazie.
I z piskiem opon odjeżdża spod mojego domu, a ja żałuję, że się wtedy z nimi umówiłam.
Leila raczej nie będzie zirytowana, ale Nate na pewno się obrazi.
Wchodzę do środka, rozmyślając, gdzie Justin mógłby mnie zabrać. I jak powiem to Leili i Natanowi..
Po dwudziestu minutach leżenia na łóżku i zastanawiania się, czy zadzwonić do Natana, w końcu się przełamuję i wykręcam jego numer.
-Halo? -słyszę jego głos po drugiej stronie słuchawki.
-Cześć, Nate.. -szepczę. -Posłuchaj, umm..
-A właśnie, miałem zapytać.. na jaki film idziemy? -pyta z entuzjazmem, a ja mam ochotę uderzyć się w twarz. Muszę mu teraz powiedzieć. Przecież zrozumie, że nie chcę iść. Lub powiem, że nie mogę.
-Nie wiem, chciałam..
-Możemy iść na romans, ale wtedy Leila by była samotna, prawda? -proponuje. Ignoruję jego pytanie, muszę mu to powiedzieć. W końcu zbieram się na odwagę i mu przerywam.
-Nate, ja nie idę z Wami do kina. -wzdycham, gdy słyszę głuchą ciszę.
-Jak to.. nie idziesz? -szok w jego głosie mnie dziwi, lecz mogłam sie tego po nim spodziewać.
-Normalnie.. przepraszam, muszę jechać do szpitala, do babci.. -nie chcę jej w to mieszać, ale to jest najbardziej wiarygodna wymówka.
-Umm.. no dobra, ale mogłaś powiedzieć to wcześniej, wiesz? -jego oskarżycielski ton mnie irytuje, więc przewracam oczami, wiedząc, że i tak mnie teraz nie widzi. -Nie chce mi się z Tobą gadać.
I bez słowa więcej rozłącza się, a ja mam ochotę w coś uderzyć, więc chwytam poduszkę i mam już zatopić w niej swoją pięść, gdy nagle rozbrzmiewa mój dzwonek.
Szybko podnoszę telefon i odbieram połączenie, nie patrząc na wyświetlacz.
-Co chcesz? -wzdycham, przewracając oczami. Najpierw mówi, że nie chce mu się ze mną gadać, a teraz do mnie dzwoni..
-Też się cieszę, że Cię słyszę -słyszę ten chrapliwy głos i sarkastyczny ton Justina. Zamieram. -Co znowu zjebałem?
-Myślałam, że Ty to Nate.. -niepewnie szepczę, ignorując jego przekleństwa. Uśmiecham się sama do siebie, gdyż nagle ta sytuacja zaczyna mnie bawić.
-Nie obrażaj mnie, błagam -jego prychnięcie powoduje mój chichot. Naprawdę nie chcę, ale się śmieję.
-Nie przesadzaj.. Nate nie jest taki zły..
-Ta, zwłaszcza, gdy płacze na babskich filmach.. -powstrzymuje śmiech, a ja kręcę głową do siebie.
-Skąd Ty o tym.. -nagle sobie przypominam nagłe wtargnięcie Cody'ego do mojego pokoju, gdy Nate płakał. -Cody Ci powiedział?
Wybucha śmiechem, a dla mnie to taki piękny dźwięk, że uśmiecham się sama do siebie, zagryzając wargę.
-Skończyłeś? -przestaje się śmiać, a ja mam ochotę przyłożyć sobie w twarz. Mogłam tego nie mówić.. -A tak poza tym.. jak mam się jutro ubrać?
-No.. -słyszę, jak się zastanawia. -Normalnie.. seksownie.
-Seksownie? -cicho chichoczę. -A gdzie mnie zabierasz?
-I tak Ci nie powiem.
-Mogę zgadywać? -pytam z nadzieją w głosie. Czuję się jak mała dziewczynka.
-Nie.
-Zabierasz mnie na plażę? -słyszę jego westchnięcie i cichy chichot.
-Nie?
-Do wesołego miasteczka!
-Nie.
-Na piknik?
-Nie?
-Do kina?
-Nie!
-Do lasu żeby mnie zgwałcić i zabić? -pytam histerycznie, po czym nagle słyszę, jak wybucha śmiechem.
-Nie!
-Na basen?
-Ty chyba sama nie wierzysz, że zabrałbym Cię na basen.
-Masz rację.. -stukam się w podbródek, rozmyślając. -Do parku? Na koncert? Do restauracji? Na jakieś przyjęcie?
-To nie są moje bajki, mała -ah, no tak.. Zapomniałam. Jego chrapliwy głos przyprawia mnie o ciarki. -Zmień temat.
Przez długą chwilę waham się, ale w końcu zbieram na odwagę i niepewnie pytam go.
-Co to dzisiaj było? W teatrze..
-Co miało być?
-No wiesz.. no dziś.
-No Ty śpiewałaś, a ja przyszedłem posłuchać.. -niewinnie mówi.
-Chodzi mi.. o to przy fortepianie. -wzdycha, wiedząc do czego zmierzam. Niepewnie pytam, tak cicho, że boję się, żę nie dosłyszał -Dlaczego.. mnie nie pocałowałeś?
Przełykam ślinę, gdy nie odpowiada. W końcu, gdy już z zażenowania postanawiam się rozłączyć, słyszę jego niski, ochrypły, erotyczny szept.
-Chciałaś, abym Cię pocałował? -zagryzam mocno wargę, powstrzymując słowa cisnące mi się na język. -Ja po prostu.. nie potrafiłem..
-Czego nie potrafiłeś?
-Za seksownie wtedy wyglądałaś..zwłaszcza, kiedy ta sukienka Ci się podwinęła.. -wzdycha, a pod koniec zdania słyszę jego cichy jęk, który powoduje, że zachłystuję się powietrzem. -Tak cudownie rozkraczona..
-O Boże, co za wstyd.. -potajemnie wyobrażam sobie co by było, gdyby mnie wtedy pocałował..
-Wstyd? -cicho się śmieje. -To raczej ja powinienem się wstydzić, bo się wtedy podnieciłem. Dlatego nie chciałem Cię całować.
Po jego słowach czuję dziwne łaskotanie w podbrzuszu. Zagryzam wargę tak mocno, że niemal czuję posmak krwi.
Nadal jednak rozmawianie o takich rzeczach wprowadza mnie w zakłopotanie, więc rumienię się i przełykam gulę w gardle.
-Wystraszyłem Cię? -jego rozbawiony ton wprowadza mnie w jeszcze większe zakłopotanie. -Sory, jesteś po prostu.. taka niewinna.
-Niewinna?
-No.. niewinna. -jestem pewna, że teraz moje policzki są tak czerwone, że gdyby je porównać do pomidorów byłyby bardziej czerwone. Aż mi gorąco, więc sięgam po szklankę zimnej wody i popijam łyk.-Nigdy nie piłaś, nie paliłaś, jesteś grzeczna, dziewica..
Wypluwam napój z buzi i krztuszę się. Dziewica? A skąd on to może wiedzieć?
-Skąd Ty o tym wiesz? -oskarżycielsko pytam. Kurczę, trochę wstyd. Pomyśli, że jestem dziecinna, czy coś.. zanim zastanawiam się nad tym, co mówię, głośno mu ogłaszam.
-Już nie jestem dziewicą!
-Tak, tak.. -cichutko chichocze, a ja przewracam oczami, wzdychając z irytacji. -Wmawiaj to sobie!
-Nie będę z Tobą o tym rozmawiać.. -kręcę głową, sama do siebie. -Dobranoc.
-Narazie.
Rozłączam się, a następnie stwierdzam, że ma chyba dobry dzień.
To znaczy dobry wieczór, bo wcześniej był wściekły.
Ale chyba jeszcze nigdy nie rozmawiało mi się z nim tak dobrze..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz