To, że jest mi.. wygodnie.
I to, że się o mnie troszczy.
Jest mi tak wygodnie, gdy mnie niesie, że pozwalam sobie uciąć małą drzemkę. Gdy budzę się w czyimś łóżku, które na pewno nie jest moim, serce podskakuje mi do gardła.
Wstaję z niego, niepewnie się rozglądając. Szare ściany, kołdra, rolety.. czarne meble.. widzę nawet plakat drużyny Meaple Leafs Toronto.
Przez bardzo długą chwilę zastanawiam się co ja tu robię i gdzie jestem!
Nawet nie chcę patrzeć w lustro, ponieważ czuję, że wyglądam okropnie.
Wychodzę z pokoju. Jestem w tej samej sukience. Jest brudna, troszkę potargana, ale jest. Czyli nikt mnie nie zgwałcił.
Oglądam się co chwilę za siebie. Mam wrażenie, jakby ktoś mnie oglądał w tanim filmie. Czuję się tania, choć wiem, że do niczego nie doszło pomiędzy mną a.. nim. Wchodzę do kuchni, słysząc kroki.
Zamieram. Wszystko sobie przypominam, łącznie ze słowami Cody'ego i łącznie z.. no wszystko po prostu.
-Jak się czujesz? -pyta mnie, podając mi kubek z herbatą. Jego jest przynajmniej gorąca, nie to, co Leili.. Widzę troskę w jego oczach. I tego właśnie nie rozumiem..
Siadam przy stoliku, chwytając w dłonie gorący kubek. Parzy mnie, lecz nie odkładam ich. Pragnę się ogrzać, a to jest jedyny sposób na to.
-On nigdy taki nie był.. -szepczę, wpatrując się w swoje drżące palce. Zamyślam się przez dłuższą chwilę. Cody zawsze był szczery, miły, przyzwoity, grzeczny.. nie znikał w nocy z domu, nie wpakowywał się w tarapaty.. i nie zadawał się z takimi ludźmi.
-Co? -unoszę na niego wzrok, wyrywając się z tych ponurych myśli. Marszczy brwi, opierając dłonie o stół.
-Cody.. nie był taki. -wzruszam ramionami, wpatrując się ponownie w herbatę w kubku . -Nie wiem co mu zrobiłeś, ale taki nie był..
Wzdychając, siada obok mnie.
-Posłuchaj.. -przenoszę znów na niego leniwie wzrok, lecz nie wytrzymuję długo. Jest zbyt piękny.
-Cody sam decyduje o tym, co robi.. nikt go nie zmuszał. Chłopak chciał tego..
-Ale on nigdy tego nie chciał! -Krzyczę, uderzając pięśćmi w stół. Nagle jestem zła. Na niego, na Cody'ego, na siebie, na wszystko.
-A Ty wiesz o tym najlepiej, prawda? -uśmiecha się sardonicznie. Powstrzymuję się od płaczu. Co, jeśli ja go wcale nie znam? Jeśli.. on taki jest naprawdę?
-Która godzina? -pytam, próbując zmienić temat. Nie chcę płakać ponownie i się tym zamartwiać.
-Trzecia.. -mruczy, oblizując wargi, a w moim brzuchu pojawia się jakieś dziwnie łaskotanie. Ignoruję to.
-Czemu więc nie śpisz?
-Nie mogłem zasnąć.. -szepcze, wpatrując się w przestrzeń. Wydaje się być zamyślony. I nagle, z niewiadomego mi powodu, chcę go poznać.
-Jak.. się nazywasz? -niepewnie pytam. Unosi na mnie wzrok, przekrzywiając głowę.
-Bieber -przełykam ślinę. Kojarzę to nazwisko.. i na pewno nie pod dobrym adresem.
-A imię? -przewracam oczami. Już nie czuję się onieśmielona.
-Adolf.
Rozszerzam oczy. Jak ktoś mógł tak nazwać swoje dziecko?
Powstrzymuję się od komentarza i od wybuchu śmiechem, ponieważ nie chcę, aby mu się zrobiło przykro. Ale no, naprawdę.. Adolf Bieber?
Brechtam pod nosem, lecz udaję, że to kaszel.
-Nabrałem Cię. -po dwóch sekundach dociera to do mnie.
Zaczynam chichotać. Lecz on się nie śmieje. On się nawet nie uśmiecha. Milknę więc, zażenowana lekko. I znów zmiana tematu.
-Zostajesz tu? -jego pytanie miesza mi w głowie. To pytanie, czy prośba? A może mnie wygania?
-Nie chcę sprawiać Ci kłopotów.. -czuję, jak się rumienię. On rozszerza oczy, a po.. w sumie? Mogę go teraz nazywać Bieber, no nie? Bieber.. a po chwili Bieber na mnie zerka.
-Nie no.. -drapie się po karku, ziewając. -Jeśli nie chcesz wracać do domu, możesz zostać..
Kiwam głową, lecz on chce jeszcze coś powiedzieć.
-Tylko, jest sprawa, bo..
Przerywa mu mój telefon, który zaczyna wibrować. Kto mógłby dzwonić do mnie o tej porze? Posyłam mu przepraszające spojrzenie i odbieram połączenie, przykładając go do ucha.
-Halo?
-Obudziłam Cię? -pyta Leila.
-Nie.. nie spałam. -mówię, zerkając na Bieber'a. -A co się stało?
-Nic, chciałam tylko sprawdzić czy.. wszystko w porządku? -nie, nie jest w porządku, Leila.
-Tak.. -kiwam głową, choć i tak mnie nie widzi.
Uśmiecham się lekko do brązowookiego i szepczę, powstrzymując łzy.
-Teraz już tak.
On zaciska usta w cienką linię, odwracając wzrok.
-Umm.. okej. -wydaje się być zaskoczona. -To.. dobranoc.
I rozłącza się, a chłopak posyła mi pytające spojrzenie.
-Nie ważne..
-Nie wnikam -ponuro się uśmiecha i wychodzi z pokoju, zostawiając mnie samą.
-Nie ważne..
-Nie wnikam -ponuro się uśmiecha i wychodzi z pokoju, zostawiając mnie samą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz