środa, 20 maja 2015

9. Nie wnikam

Co mnie zadziwia najbardziej? To, że w jego ramionach czuję się bezpiecznie. 
To, że jest mi.. wygodnie. 
I to, że się o mnie troszczy. 
Jest mi tak wygodnie, gdy mnie niesie, że pozwalam sobie uciąć małą drzemkę. Gdy budzę się w czyimś łóżku, które na pewno nie jest moim, serce podskakuje mi do gardła. 
Wstaję z niego, niepewnie się rozglądając. Szare ściany, kołdra, rolety.. czarne meble.. widzę nawet plakat drużyny Meaple Leafs Toronto. 
Przez bardzo długą chwilę zastanawiam się co ja tu robię i gdzie jestem! 
Nawet nie chcę patrzeć w lustro, ponieważ czuję, że wyglądam okropnie. 
Wychodzę z pokoju. Jestem w tej samej sukience. Jest brudna, troszkę potargana, ale jest. Czyli nikt mnie nie zgwałcił.
Oglądam się co chwilę za siebie. Mam wrażenie, jakby ktoś mnie oglądał w tanim filmie. Czuję się tania, choć wiem, że do niczego nie doszło pomiędzy mną a.. nim. Wchodzę do kuchni, słysząc kroki. 
Zamieram. Wszystko sobie przypominam, łącznie ze słowami Cody'ego i łącznie z.. no wszystko po prostu.
   -Jak się czujesz? -pyta mnie, podając mi kubek z herbatą. Jego jest przynajmniej gorąca, nie to, co Leili.. Widzę troskę w jego oczach. I tego właśnie nie rozumiem.. 
Siadam przy stoliku, chwytając w dłonie gorący kubek. Parzy mnie, lecz nie odkładam ich. Pragnę się ogrzać, a to jest jedyny sposób na to.
   -On nigdy taki nie był.. -szepczę, wpatrując się w swoje drżące palce. Zamyślam się przez dłuższą chwilę. Cody zawsze był szczery, miły, przyzwoity, grzeczny.. nie znikał w nocy z domu, nie wpakowywał się w tarapaty.. i nie zadawał się z takimi ludźmi.
   -Co? -unoszę na niego wzrok, wyrywając się z tych ponurych myśli. Marszczy brwi, opierając dłonie o stół. 
   -Cody.. nie był taki. -wzruszam ramionami, wpatrując się ponownie w herbatę w kubku . -Nie wiem co mu zrobiłeś, ale taki nie był.. 
Wzdychając, siada obok mnie. 
   -Posłuchaj.. -przenoszę znów na niego leniwie wzrok, lecz nie wytrzymuję długo. Jest zbyt piękny. 
   -Cody sam decyduje o tym, co robi.. nikt go nie zmuszał. Chłopak chciał tego.. 
   -Ale on nigdy tego nie chciał! -Krzyczę, uderzając pięśćmi w stół. Nagle jestem zła. Na niego, na Cody'ego, na siebie, na wszystko.
   -A Ty wiesz o tym najlepiej, prawda? -uśmiecha się sardonicznie. Powstrzymuję się od płaczu. Co, jeśli ja go wcale nie znam? Jeśli.. on taki jest naprawdę?
   -Która godzina? -pytam, próbując zmienić temat. Nie chcę płakać ponownie i się tym zamartwiać.
   -Trzecia.. -mruczy, oblizując wargi, a w moim brzuchu pojawia się jakieś dziwnie łaskotanie. Ignoruję to. 
   -Czemu więc nie śpisz? 
   -Nie mogłem zasnąć.. -szepcze, wpatrując się w przestrzeń. Wydaje się być zamyślony. I nagle, z niewiadomego mi powodu, chcę go poznać. 
   -Jak.. się nazywasz? -niepewnie pytam. Unosi na mnie wzrok, przekrzywiając głowę. 
   -Bieber -przełykam ślinę. Kojarzę to nazwisko.. i na pewno nie pod dobrym adresem. 
   -A imię? -przewracam oczami. Już nie czuję się onieśmielona.
   -Adolf. 
Rozszerzam oczy. Jak ktoś mógł tak nazwać swoje dziecko? 
Powstrzymuję się od komentarza i od wybuchu śmiechem, ponieważ nie chcę, aby mu się zrobiło przykro. Ale no, naprawdę.. Adolf Bieber? 
Brechtam pod nosem, lecz udaję, że to kaszel.
   -Nabrałem Cię. -po dwóch sekundach dociera to do mnie. 
Zaczynam chichotać. Lecz on się nie śmieje. On się nawet nie uśmiecha. Milknę więc, zażenowana lekko. I znów zmiana tematu.
   -Zostajesz tu? -jego pytanie miesza mi w głowie. To pytanie, czy prośba? A może mnie wygania? 
   -Nie chcę sprawiać Ci kłopotów.. -czuję, jak się rumienię. On rozszerza oczy, a po.. w sumie? Mogę go teraz nazywać Bieber, no nie? Bieber.. a po chwili Bieber na mnie zerka. 
   -Nie no.. -drapie się po karku, ziewając. -Jeśli nie chcesz wracać do domu, możesz zostać.. 
Kiwam głową, lecz on chce jeszcze coś powiedzieć.
   -Tylko, jest sprawa, bo.. 
Przerywa mu mój telefon, który zaczyna wibrować. Kto mógłby dzwonić do mnie o tej porze? Posyłam mu przepraszające spojrzenie i odbieram połączenie, przykładając go do ucha.
   -Halo? 
   -Obudziłam Cię? -pyta Leila. 
   -Nie.. nie spałam. -mówię, zerkając na Bieber'a. -A co się stało? 
   -Nic, chciałam tylko sprawdzić czy.. wszystko w porządku? -nie, nie jest w porządku, Leila. 
   -Tak.. -kiwam głową, choć i tak mnie nie widzi. 
Uśmiecham się lekko do brązowookiego i szepczę, powstrzymując łzy.
   -Teraz już tak. 
On zaciska usta w cienką linię, odwracając wzrok. 
   -Umm.. okej. -wydaje się być zaskoczona. -To.. dobranoc.
I rozłącza się, a chłopak posyła mi pytające spojrzenie.
   -Nie ważne..
   -Nie wnikam -ponuro się uśmiecha i wychodzi z pokoju, zostawiając mnie samą.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz