-Ale po co Ci lalka, Jas? -Justin pyta siostrę, która narzeka na brak swojej lalki barbie w lodziarni. Jest taka słodka, gdy bez przerwy marudzi. -Przecież jesteśmy w lodziarni.
-No bo chcę się pobawić! -tłumaczy, liżąc swojego truskawkowego loda dookoła. Chłopak kręci głową, śmiejąc się pod nosem.
-W lodziarni?
-Tak, a masz coś do tego? -pyta groźnym tonem.
Razem z Justinem posyłamy sobie rozbawione spojrzenia i chichoczemy z uroku dziewczynki. Temperament ma standardowo po szatynie.
-Nie, nie mam, Jas.
Wpatruję się w niego nie dowierzając, że jeszcze dzień wcześniej się z nim całowałam. Jest taki piękny. Nadal czuję jego posmak w ustach, a za każdym razem, gdy na mnie zerka, wnętrzności gilgoczą mój żołądek od środka.
W tym momencie on unosi na mnie wzrok, a ja się rumienię, gdy posyła mi swój łobuzerski uśmiech. Wiem, o co mu chodzi. I nie przyznaję tego sama przed sobą, ale.. w głębi serca chciałabym znów poczuć jego dłonie na swoim ciele.
Gdy siadamy na kanapie Justina, w jego domu, tuż po tym jak wróciliśmy, Jasmine od razu biegnie w stronę swojej szafki na zabawki i wyciąga z nich lalki. Czuję się niezręcznie po wczorajszym pocałunku z chłopakiem, tym bardziej, że zaprosił mnie do siebie bym razem z nim się pobawiła z Jas.
Siada obok mnie na kanapie i pilotem włącza telewizję, niezauważalnie się do mnie przysuwając o centymetr. Głośno przełykam ślinę i zakładam nogę na nogę, poprawiając fryzurę. Przewija programy, gdy nagle słyszymy pisk jego młodszej siostrzyczki.
-Juuuuustin! -piszczy, wbiegając do salonu. -Daj wcześniej, wcześniej!
Rozbawiony cofa o dwa kanały, a na ekranie wyświetla się bajka animowana "Toy Story 2". Od Justina dowiaduję się, że to jej ulubiona bajka, nie licząc Królewny Śnieżki i Epoki Lodowcowej.
-Posuń się do Sophie, grubasku! -z cichutkim chichotem brązowooka uśmiecha się złośliwie, a Justin przysuwa się do mnie powoli. Kanapa jest naprawdę duża, Jasmine jest mała i nie potrzebuje dużo miejsca, a on przysunął się do mnie tak, że nasze uda i ramiona się stykają. Dziewczynka siada obok Justina, rozpromieniona przyglądając się mówiącym zabawkom w telewizji.
-Sama jesteś grubaskiem! -ze śmiechem odpowiada, na co Jasmine wystawia mu język i ponownie wsłuchuje się w głosy narysowanych postaci.
Próbuję się skupić na bajce, ale bliskość Justina i jego zapach mnie rozpraszają. Potajemnie go obwąchuję, wzdychając z zachwytu w głowie. Jednak chyba nie robię tego w głowie, gdyż chłopak szybko na mnie zerka i w równie szybkim tempie odwraca wzrok, obracając głowę w kierunku w ciszy oglądającej siostry.
Udając ziewnięcie, oplata ramieniem moją talię i przyciąga do siebie. Powstrzymuję śmiech, nie chcąc przeszkadzać skupieniu Jas. Wtulam się w klatkę piersiową szatyna, z małym uśmieszkiem formułującym się na twarzy. Opieram niezręcznie głowę o jego ramię, a on widząc, że jest mi niewygodnie, poprawia się na siedzeniu i ustawia się tak, bym mogła się wygodnie ułożyć.
Gdy się ponownie w niego wtulam, kładzie dłoń na dole moich pleców i oddycha mi cichutko do ucha. Słyszę szybkie bicie jego serca, więc wtulam się w niego mocniej. Po dwóch minutach jego palce drugiej dłoni powoli przenoszą się na moje kolano, miziając je niepewnie. Dreszcze przechodzą mnie od tamtego miejsca aż do czubka głowy. Drapię się po policzku, a gdy chcę go ponownie przytulić, nawet nie mam pojęcia, co robię, ale moja ręka przechodzi przez jego krocze, delikatnie się o nie ocierając. Zdaję sobie z tego sprawę dopiero, gdy słyszę jak gwałtownie wciąga powietrze.
Przyciąga mnie do siebie bliżej, a ja oddycham w jego szyję. Jego druga dłoń odnajduje moją i po chwilowej walce naszych kciuków złącza nasze palce razem. Moje serce bije jak oszalałe, gdy przybliża się do mnie w taki sposób, że jego klatka piersiowa styka się z moim biustem. Zerka w dół i zagryza swoją wargę, a ja zarumieniona odwracam wzrok. Mam dziś na sobie koszulkę z nie małym dekoltem, więc ma widok na część moich piersi.
Nagle unosi się razem ze mną i zerkając w stronę Jasmine, ciągnie mnie za rękę w stronę jego sypialni, a w moim brzuchu rodzi się stado oszalałych motylków pragnących jego i jego ciała. I ust. I oddechu. I szeptu, mówiącego mi, że też mnie lubi.. i pragnie.
Nie, wróć. Ja go nie lubię. Albo jednak? Sama nie wiem, czy mogę polubić kogoś takiego jak on, lecz nie mam czasu na rozmyślanie nad tym, gdyż on jest już zaraz obok mnie, a ja znów jestem uwięziona w bańce mydlanej jego odurzających perfum.
Przygniata mnie do ściany, chwytając oba nadgarstki i unosząc je do góry. Dyszy mi do ucha, liżąc rozpaloną skórę na szyi. Kieruje swoje pocałunki z szyi do moich ust, a ja mam ochotę piszczeć z podniecenia, gdy po raz drugi nasze języki spotykają się w namiętnej walce. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, by mu ulec. Jest zbyt blisko, bym grała niedostępną.
Gdy jego cichy wark do mnie dociera, nagle odnajduję w sobie siłę i wyrywam mu swoje nadgarstki, by ulokować dłonie na jego szyi, przyciągając do siebie najbliżej, jak się da. Jemu to najwyraźniej się podoba, jego dłonie nagle znajdują się na moich pośladkach, ściskając je.
Naprawdę próbuję znaleźć w sobie silną wolę, lecz gdy ciągnie mnie w stronę swojego łóżka, nie odmawiam. Podoba mi się. I to mnie przeraża. Myślę, że uzależniam się od jego pieszczot.. jego głębokich warknięć, jęknięć.. jego ciężkiego oddechu.. jego dłoni na moim ciele, które właśnie kieruje pod moją koszulkę.
Gdy jego palce odnajdują skrawek mojego biustonosza, moje serce bije jak oszalałe. Odsuwa się delikatnie, przy tym ocierając się o mnie. Patrzy mi w oczy, a ja jedyne co jestem w stanie zrobić, to pocałować go namiętnie, lecz niepewnie. Jego jedna dłoń wchodzi pod miseczkę stanika, a jego palce zaciskają się na moim sutku, wyciskając go przyjemnie boleśnie. Oboje jęczymy, gdy wiję się pod nim w taki sposób, że ponownie nasze krocza się o siebie ocierają. Już ma ściągnąć moją koszulkę, gdy nagle słyszymy mój telefon.
-Ja pierdole.. -jego cichy, ochrypły mruk przy moim uchu doprowadza mnie do szału. Nienawidzę tego, co robię, lecz odbieram połączenie.
-Halo? -najpierw odchrząkuję, by nie było po mnie słychać, że właśnie robiłam nieprzyzwoite rzeczy z Justinem Bieberem.
-Cześć, myszko -słyszę głos Natana po drugiej stronie. Justin automatycznie unosi gwałtownie głowę, wpatrując się we mnie zdziwiony. Boję się, że Nate coś wspomni o naszym związku..
-EE, hej - niepewnie odpowiadam, nie chcąc, by Justin nabrał podejrzeń. Delikatnie go popycham, by ze mnie zszedł. Podnoszę się do siadu, i już mam wstać i wyjść z jego sypialni, gdy zatrzymuje mnie jego ręka. Gładzi palcami moje ramię, a ja przełykam gulę w gardle.
-Co robi moja ślicznotka? -Jezus Maria, jeżeli on będzie się tak do mnie zwracał to na pewno Justin się kapnie. Śmieję się cicho, nie wiedząc, co powiedzieć.
-Wiesz co? -unikam twardego spojrzenia Justina, bo boję się, że zrozumiał aluzję. -muszę kończyć, pa.
Rozłączam się szybko, słysząc, że Nate zaczyna zdanie, którego chamsko nie pozwalam mu dokończyć. Jest mi go szkoda. Bardziej, niż Justina, ponieważ wiem, że on nie bierze mnie na poważnie. Dlaczego więc ciągle mu ulegasz?
-Widzę, że lecisz na dwa fronty, myszko -sarkastyczny głos chłopaka mnie dołuje. Justin ze mnie wstaje, patrząc z pogardą w moje oczy, po czym z wyrzutem pyta -Co to miało kurwa być?
Próbuję jakoś racjonalnie wyjaśnić zachowanie Natana, lecz nie potrafię z siebie wydobyć ani słowa. Niby co mam mu powiedzieć?
-Justin, przecież wiesz jaki on jest.. -zaczynam wymyślać, coś, co jest prawdą. Lecz nie do końca.. -Co możesz na to poradzić? Nie zmienisz go..
-A żebyś wiedziała, że coś poradzę -jego agresywne zachowanie mnie przeraża. W jego oczach widzę jedynie nienawiść i desperację. A ja czuję, że on nie żartuję i.. jest do tego zdolny.
-Przestań.. on po prostu.. -staram się go uspokoić, opanować. Nie lubię tej wersji Justina.. staram się go przekonać, że wolę jego i jestem po jego stronie -Zakochał się i teraz będzie starał się mnie podrywać, bo jest zazdrosny o Ciebie, o to, co nas łączy..
-Co nas łączy? -parska śmiechem, a ja nagle czuję, jakbym dostała kopniaka w twarz. Jak to, co? -Co nas według Ciebie, niby, kurwa łączy?
-Jezus, Justin.. -odwracam wzrok, czując jak łzy się zbierają w moich oczach. Desperacko staram się, aby nie wyszły na wierzch. On nie może wiedzieć, że go lubię bardziej, niż powinnam -O co Ci chodzi?
Nie odpowiada, więc żałośnie powtarzam.
-O CO CI CHODZI? -wbija wzrok w podłogę, więc wzdycham.
Nagle do mnie podchodzi i niezręcznie przytula.
-Sory no, nie wiem co mi odbiło.. -całuje mnie delikatnie w usta, a ja automatycznie zapominam o sporze sprzed paru sekund -Odwiozę Cię.
Stoimy już niedaleko mojego domu, a ja przytulam się do Justina opierającego się o motocykl, rozmyślając, czy naprawdę byłby w stanie zrobić coś Natanowi.
Unoszę głowę w jego stronę i wpatruję się w ten perfekcyjnie prosty nos, nieskazitelną skórę, oczy koloru tysiąca sztabek złota.. te pulchne, malinowe wargi, które unoszą się w tym uwodzicielskim uśmieszku.
Nagle sobie przypominam o balu, który jest za sześć dni. Chcę zapytać Justina, czy ze mną się na niego uda, lecz to byłoby nie fair wobec Natana. Wkopałam się w niezłe bagno, ulegając Natanowi. Przecież to przy Justinie jestem sobą..
Chłopak chowa głowę w mojej szyi, uśmiechając się w nią. Nagle otrząsam się z zamyśleń. Czuję, jak mnie mocniej obejmuje. Wzdycham, wspaniale czując się w jego ramionach.
-Nie mów tak więcej.. -nagle niepewnie szepczę.
-Jak? -niezbyt zainteresowany mruczy przy mojej skórze, delikatnie ją łaskocząc, lecz to ignoruję.
-O Natanie.. rozumiem, że Cię, wkurza, ale jesteś.. przerażający, gdy mówisz, że coś na niego poradzisz.
Unikam jego wzroku, lecz czuję jak lodowato przytwierdza go do mojego policzka. Odsuwa się lekko, a ja natychmiast żałuję, że zaczęłam ten temat.
-Boisz się? -szepcze mi do ucha, jakby bojąc się, że się wystraszę, jeśli spyta o to głośniej. Ponownie go głaszczę po palcach. Ma takie potwornie zimne dłonie, które jednocześnie potrafią mnie zawsze ogrzać..
-Czego miałabym się bać? -czuję tą miłą atmosferę między nami.
Długo nie odpowiada, lecz gdy się do niego odwracam, przemawia cichutko i niepewnie.
-Mnie.. -szepcze z bólem w oczach, a ja nawet nie zastanawiam się nad odpowiedzią. Kręcę przecznie głową.
-Nie boję się Ciebie.. -utrzymuję jego wzrok, a ten delikatnie się do mnie uśmiecha, głaszcząc mój policzek. Jest już ciemno, a połowę twarzy Justina pokrywa cień. Widzę w jego oczach księżyc i.. ulgę. -Boję się, że stracisz kontrolę.. nie jestem pewna, czy mogę Ci ufać, czy nie zrobisz czegoś głupiego..
I stopniowo jego uśmiech zmienia się w grymas, a on marszczy swoje krzaczaste brwi, dodające mu uroku.
-Też się tego czasem boję.. -przyznaje z nutką rozczarowania. Delikatnie całuje mnie w czoło i odsuwa od siebie. Marszczę brwi pytająco, gdy on wpatruje się w jeden punkt, wyraźnie zamyślony -Muszę już iść..
Zrezygnowana wzdycham, przesuwając dłonią po włosach.Wsiada na motocykl, trzymając w ręce kask. Zakłada go, wyglądając przy tym jak zawsze - seksownie.
-Dobrze, w takim razie.. -ze słabym uśmiechem wzruszam ramionami. -Dobranoc, Justin..
-Cześć -obojętnie odpowiada swoim aksamitnym głosem, zanim wyjeżdża z piskiem opon. A ja podążam za nim wzrokiem, zanim nie znika zza zakrętu.
Dlaczego mnie nie pocałowałeś, Justin?
Dlaczego nie zapewniłeś, że nie muszę się tego bać..?
Wspaniały.
OdpowiedzUsuńBoski rozdział :) Czekam na next!
OdpowiedzUsuńZajrzysz? http://where-the-rainbow-ends-ff.blogspot.com/ Będę wdzięczna, jeśli wyrazisz swoją opinię :D
o jejku dziewczyno jesteś wspaniała. istne cudo. kocham twoje opowiadanie. jejku pisz szybciutko. aww już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, awww życzę dużo weny
OdpowiedzUsuńDziś znalazłam to ff i jest świetne :D
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, że tak długo nie ma rozdziału ;p
Czekam nn :)