-Fajnie było? -pyta tata, gdy wracamy do domu.
Zerkamy z Cody'm na siebie, a po chwili odpowiadam.
-Tak, było super. -odpowiadam, by nie zaczął nabierać podejrzeń. Chyba pierwszy raz w życiu zrobiłam coś, czego moi rodzice nie pochwalają.
-Komu naleśnika? - woła mama z kuchni.
Leżę już od trzech godzin w łóżku, za nic nie mogąc zasnąć. Burza to zdecydowanie rzecz, której najbardziej się boję. No, może oprócz samotności.
Wstaję z łóżka i kieruję się w stronę pokoju brata. Otwieram delikatnie drzwi, by nie zaskrzypiały. Kładę się obok niego.
Też nie śpi. Cóż, my bliźniaki mamy podobne fobie.
-Cody? -szepczę, wtulając się w niego. Jest jak starszy brat. Znaczy, nie licząc trzech minut różnicy..
-Hm? -mruczy, patrząc na mnie. Wtulam się mocniej, zbierając na odwagę, by go zapytać.
-Robisz coś.. no wiesz.. złego?
Niepewnie pytam. Widziałam jak tamten zakapturzony gość daje mu coś, ale nie wiem co. I mam przeczucie, że wcale nie chcę wiedzieć.
-Umm.. nie. Nic, o co musiałabyś się martwić. -jego odpowiedź uspokaja mnie, lecz nie na długo. Więc jednak coś jest.. -Śpij.
I jak mówi, tak zamykam oczy. Czuję się jakbym nie spała od co najmniej czterech dni, dlatego więc nie pamiętam, kiedy zasypiam.
Gdy budzę się rano, Cody'ego nie ma w pokoju. Wstaję i przeciągam się. Przestało padać, a po wczorajszej burzy zostały jedynie kałuże.
Schodzę na dół, by przywitać swojego brata.
-Cześć.
Odwraca się do mnie,
-Zadzwonię potem.. no ustalimy to.
Kurczę, rozmawia przez telefon. Rozłącza się, a po chwili uśmiecha do mnie lekko.
-Rodzice już w pracy?
-Już? Jest dwunasta. -odpowiada zagryzając wargę.
-Już? Jestem umówiona na trzynastą! -przecież się zaraz spóźnię!
Biegnę do łazienki, by jakoś ogarnąć swój wygląd. Zerkam na zegarek, szybko ubierając niebieską sukienkę w kwiatki.
Czeszę swoje włosy, uśmiechając się do swojego odbicia w lustrze. Muszę zdecydować który uśmiech mi pasuje, więc pozuję do lustra.
-Z Nelsonem?
W progu pomieszczenia staje Cody, rozbawiony moim zapałem.
-Nie? Z Natan'em.
Na samo jego imię się rumienię.
Czekałam na ten dzień już tydzień!
Maluję się i sprawdzam jak wyglądam. Nawet dobrze.
Gdyby Nelson chciał się ze mną spotkać, wymyśliłabym jakąś wymówkę, jak na przykład, że jestem chora, lub gdzieś jadę.
Gdy jednak Natan chce się ze mną umówić, od razu się zgadzam.
Między nami jest cudnie i mam nadzieję, że będziemy razem.
Jest taki.. słodki i miły.
Słyszę ryk silnika, a po chwili dzwonek do drzwi.
Cody odwraca się w moją stronę z głupawym uśmiechem na twarzy.
-Nie! -krzyczę, lecz jest już za późno. Zbiega po schodach na parter, by mnie ośmieszyć. Ja również mknę na dół i już myślę, że go dogonię, lecz wtedy on już stoi przed drzwiami. Otwiera je lekko, lecz go popycham w bok, otwierając je szerzej.
Uśmiecham się wesoło, widząc Nate'a.
-Cześć. -mówi swoim pięknym głosem i z równie pięknym uśmiechem. Cały jest piękny.
-Witaj, Natan. -szepczę, trzepocząc rzęsami. Chcę z nim flirtować? Myślę, że i tak mu się podobam. Mam duże szanse.
Wyciągam dłoń, a on ją całuje, po chwili mnie tuląc. Wzdycham, z zaskoczenia.
Uśmiecha się szelmowsko. Ugh, nie bądź taki uroczy, Natanie!
-Szykowała się trzy godziny! -nagle całą tę bajkę psuje mój brat. Kręcę głową, uwalniając się z uścisku Natana.
-Tak? -pyta, zerkając na mnie z małym uśmieszkiem na twarzy. -Cóż, opłacało się, ponieważ wygląda nieziemsko.
Rumienię się jak burak. Cody się śmieje, a Nate łapie mnie za rękę.
-Dziękuję, jesteś taki uroczy. -chichoczę, niczym mała dziewczynka.
-Chodźmy. -i wciąż uśmiechnięty ciągnie mnie w stronę swojego Ferrari. -Do zobaczenia, Cody.
-Pa, tylko bądźcie grzeczni! -krzyczy, śmiejąc się.
-Dziś przyjechałeś Ferrari? -pytam, gdy wsiadamy do pachnącego auta.
-Tak, chciałem przyjechać karocą, ale moje konie są dziś niedysponowane.
Wybucham śmiechem, dopiero po chwili się opamiętując.
-Też bym chciała mieć konia. -próbuję być zabawna. Dwie sekundy później uświadamiam sobie, jak to zabrzmiało. Teraz to on się śmieje i puszcza mi oczko.
Rumienię się tak bardzo, że aż robi mi się gorąco. On jest taki cudowny!
Nie wiem gdzie jedziemy, nawet nie patrzę za okno. Wpatruję się w jego twarz, zastanawiając się czemu ktoś tak idealny umówił się akurat ze mną. I czy jest ktoś przystojniejszy. Uznaję, że to nie możliwe, gdy na mnie zerka i uśmiecha się pod nosem.
Czuję, że niedługo zapyta mnie o chodzenie. Może nawet dziś?
Moi rodzice chcieliby, abym była z Nelsonem.
Nelson też by tego chciał.
Cody chciałby, abym była z Natanem.
Też bym tego chciała.
Natan jest przystojniejszy, zabawniejszy, romantyczniejszy i ogólnie lepszy w każdej dziedzinie od Nelsona! Ciekawe, czy umie się całować. Oczywiście Nate, nie Nelson! Oh, na pewno umie!
Moje przemyślenia przerywa jego głos
-Jesteśmy na miejscu, kochanie -rozpływam się na fotelu. KOCHANIE. Słodki Boże..
Wysiada z samochodu by obejść go z mojej strony i otwiera mi drzwi, wyciągając dłoń w moim kierunku.
Chwytam ją i przy jego pomocy wysiadam. Rozglądam się wkoło. On przynajmniej ma gust! Ta restauracja jest taka romantyczna!
Wchodzimy do środka, trzymając się za ręce. Jedyne, co jestem w stanie zauważyć, to zakapturzony facet, wchodzący w Natana.
-Przepraszam.. -majacze Nate.
Zaskoczył mnie. To nie była jego wina, to tamten nie umie chodzić!
Unosi lekko głowę i ponownie widzę te brązowe tęczówki. On mnie śledzi, czy co?
-Przecież to on w Ciebie wszedł, on powinien przeprosić.
-Nie chcę się wdawać w konflikty z powodu tak głupiego zdarzenia.
Uśmiecham się, wpatrując w niego.
-Co? -chichocze. Oh, kocham to!
-Coraz bardziej mnie Pan intryguje, Panie Natanie.
-Dziękuję, Panno Sophio. -to jak on mówi "Sophia".. jeśli chce, może mówić na mnie po pełnym imieniu!
-Wiesz chciałem jednocześnie powiedzieć "pyszne" i "smaczne" i wyszło "smyczne"! -wybucham kolejną falą śmiechu. Boże, kocham jego poczucie humoru!
Zerkam na zegarek. 23:23
-Jeju, już tak późno! Odprowadzisz mnie?
-Oczywiście. -odsuwa moje krzesło i wstaję. Podaje mi swoją kurtkę, bym ją ubrała. Po raz tysięczny tego dnia rumienię się.
-Dziękuję..
-Kiedy znów się spotkamy? -mruczę, gdy stoimy pod moimi drzwiami. Szepczę, by nie obudzić
rodziców.
Zasłania dłońmi swoją twarz i trzyma tak ręce przez pięć sekund. Już mam pytać, co robi, gdy je odsłania.
-Teraz.
Szepcze z uśmiechem.
Głośno się śmieję, po chwili opamiętując. Milknę.
I stoję przed nim jak kołek, wpatrując się w jego oczy.
Widzę, jak się nade mną powoli nachyla...
Gdy nagle drzwi za mną się otwierają, a w ich progu staje moja matka, patrząc na nas surowo.
-Dobry wieczór.. -mruczy speszony Nate, znacznie się odsuwając. Aww!
-Um... dobranoc, Natan. -równie speszona, uśmiecham się do niego słabo. Nachylam się, dając mu szybkiego, lecz delikatnego całusa w policzek, szybko się odwracając i wchodząc do domu. Moja mama wchodzi za mną.
-Chcesz mi coś powiedzieć?
Jej surowy ton przyprawia mnie o ciarki.
Kręcę głową i wbiegam na górę.
Nate jest taki cudowny..
Chcę wejść do pokoju brata i mu opowiedzieć o swojej randce, lecz go nie ma w domu. Naprawdę dziwne, że rodzice mu pozwolili o tej godzinie gdzieś wyjść.. jeśli w ogóle ich spytał...
Czyli nie pójdzie do kościoła? Przecież zawsze z nami chodzi...
-Pan Bóg przebacza wszystko. Pan Bóg usprawiedliwia wszystko. Pan Bóg się nie obraża. Pan Bóg chroni zbłądzone dusze..
Siedzę w ostatniej ławie, słuchając kazania księdza.
Panie Boże, ochroń moich najbliższych i ich zbłądzone dusze.
Zapraszam na moje ff z Justinem http://art-of-killing.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuńSPODOBAŁO MI SIĘ, ŻYCZĘ WENY, BĘDĘ ZAGLĄDAĆ XD