sobota, 28 listopada 2015

23.Dzięki Tobie taki już nie jestem

Po przeskanowaniu wszystkich faktów i wspomnień, teraz jestem pewna, że to byłam ja.
Pamiętam, gdy jakiś chłopak ciągle zerkał w moją stronę, a ja się rumieniłam za każdym razem. Był starszy, ale wyglądał jakby był w moim wieku. Był niski, miał uroczo okrągłą twarz i wysoki głos. Wciąż nie wierzę, że to był Justin.
Przecież.. przecież on wtedy był typowym, słodziutkim nastolatkiem, a teraz.. teraz jest gorącym, niegrzecznym mężczyzną.
Wtedy mogłam z nim piec ciasteczka i oglądać romantyczne filmy, aktualnie na romantycznych filmach i pieczeniu ciasteczek by się nie skończyło..
Poza tym, miałam wtedy około jedenaście lat. On w takim razie piętnaście. Ale.. skąd Cody znał Thomas'a? I skąd zna Justin'a?
Postanawiam nie zastanawiać się nad tym więcej, co ma się wyjaśnić, to się wyjaśni. Teraz skupiam się na poprawieniu swojej fryzury i przejrzeniu się w lustrze. Mam spódnicę, więc pewnie będzie mi zimno, ale nie chcę się już przebierać.
Po krótkim namyśle pociągam swą koszulkę w dół, przez co odsłaniam swój dekolt.
Tak, teraz jest super. 
Dawno nie rozmawiałam z Cody'm. Ani rodzicami. Prawie w ogóle ich nie widuję. Rzadko jestem w domu, zresztą oni też. Nie wiem, czy w ogóle ich obchodzę. Opuściłam już dwa dni w szkole. A pojutrze jest bal.. na który wciąż nie wiem z kim pójdę. Muszę przerwać to, co jest między mną, a Natanem. To znaczy.. nic między nami nie ma, więc muszę to nic przerwać.
Schodzę na dół i po ubraniu butów i płaszczu bez słowa wychodzę z domu, kierując się w stronę samotnego mężczyzny opartego o motor swojego zmarłego brata. Mam nadzieję, że dzięki mnie nie będzie już taki samotny.
Justin patrzy na mnie, jakbyśmy się bardzo dawno nie widzieli. Lekko się uśmiecha, pomimo wszystkiego. Słabo odwzajemniam uśmiech, podchodząc do niego. Kładzie dłoń na moim policzku i całuje delikatnie moje usta.
Odczuwam w tym pocałunku coś więcej, niż zwykle. Mężczyzna całuje mnie z pasją, delikatnością i czułością. Opieram dłoń o jego klatkę piersiową. Ma rozpiętą kurtkę, a dziś jest wyjątkowo zimno. Drugą dłonią ciągnę jego zamek w górę, by ją zapiąć. Uśmiecha się przez pocałunek, który po chwili kończę.
Odsuwam się i swą dłoń, by zapiąć go do końca. Zakładam kaptur na jego głowę i rozkoszuję się widokiem uroczych dołeczków w policzkach, gdy się niewinnie uśmiecha.
Przytulam się do jego piersi, wzdychając. Kładzie dłoń na dole moich pleców.
   -Dobrze wiedzieć, że znamy się dłużej, niż parę tygodni -szepcze mi do ucha, całując czubek głowy. Czuję łaskotanie w podbrzuszu, słysząc jego słowa. -Bo teraz to nie jest tak szalone, że mi też na Tobie zależy..
Nagle zamieram.
Z uśmiechem wskakuje na motor. Ja wciąż stoję w bezruchu, wpatrując się w jego twarz. On to powiedział? Na głos? 
Nie ubzdurałam sobie tego? On przyznaje się do swoich uczuć?
   -Jedziemy, mała? -otrząsam się i chcę siąść za nim, lecz on mnie ciągnie za miejsce przed sobą, tak, że trzymając odpowiednio motor otacza mnie swoimi rękoma. Czuję ciepło bijące od jego ciała. I już czuję się bezpiecznie.
   -Ponownie wyznajesz coś ważnego i nawet nie masz o tym pojęcia.. -mruczę, gdy odpala silnik.
Na szczęście tego nie słyszy. Poprawiam się i zanim ruszamy, słyszę jego ochrypły szept.
   -Ależ ja wiem, co powiedziałem.
***
Gdy wchodzimy do domu mężczyzny, jest już po pierwszej. Chloe była przez ten czas z Jasmine, więc wchodzimy do jej pokoju, by sprawdzić, czy wszystko okej.
Gdy Justin otwiera z impetem drzwi, chcę wejść, lecz on nagle mnie zatrzymuje. Jego rysy twarzy łagodnieją, gdy stara się być cicho. Wchodzi do pokoju, więc i ja mogę.
Jasmine.. śpi, a na krześle przy jej łóżku leży Chloe, która.. również śpi.
Justin ją budzi z lekkim uśmiechem.
   -Chlo -szepcze, trząsając ją ramieniem. Dziewczyna otwiera oczy i się uśmiecha do niego. -Już jestem.
   -Przysnęło mi się troszkę.. -powoli wstaje z krzesła i kieruje się do wyjścia, posyłając mi po drodze słaby uśmiech.
Justin przykrywa siostrę kocem i wychodzimy z jej pokoju. Kierujemy się do jego sypialni, gdy nagle słyszymy pukanie do drzwi. Mężczyzna posyła mi zdziwione spojrzenie, po czym podchodzi do nich i zerka przez wizjer.
Widzę, jak sięga do paska spodni, gdzie ma broń. Kto to?
Uchyla drzwi, a ja widzę młodego chłopaka z jakąś małą paczką. Widać, że jest poddenerwowany.
   -Co chcesz? -Justin się odzywa podejrzliwym głosem. Co on? Z choinki się urwał? Straszy tylko tego dzieciaka.
   -Umm, kurier.
Marszczy brwi, po czym kiwa do siebie głową, odbierając paczkę.
   -A co to? Bomba? -wywracam oczami na jego głupotę. Chłopak rozszerza swoje oczy w szoku, a Justin całkiem poważnie patrzy na pudełko. Co za idiota, Boże.
   -Nie mam pojęcia, proszę Pana.
Chłopak już wyciąga długopis, by Justin się podpisał, lecz ten zamyka mu drzwi przed nosem i odwraca się do mnie ze zdziwioną miną.
   -Dziwny jesteś -mówiąc to, kieruję się do jego sypialni. Siadamy, a on otwiera paczkę. Jest w niej zawarta jakaś kartka i płyta. Czyta kartkę, lecz nie chce mi zdradzić, co jest na niej napisane.
Wkłada płytę do odtwarzacza i najpierw widzimy pustkę. I tak przez kolejną minutę. Gdy Justin już wstaje, by wyłączyć nagranie, słyszymy szum.
Nagle widzimy szarą ścianę, a następnie... o Boże.
Jasmine na łóżku. W magazynie. Chyba wiem, co to za film...
Mężczyzna nagle nieruchomieje, wpatrując się w ekran. Widzę, jak nagle całe jego ciało się spina.
Tamten drań, to znaczy Damon, siada na łóżku i uśmiecha się do kamery. A Jas płacze. Łapie ją za nogę i ciągnie w dół, sprawiając jej tym ból. Aż mnie boli samo patrzenie na to. Co teraz siedzi w Justinie? Stoi nieruchomo i nic nie mówi. A ja się boję uczuć, które teraz ukryje.
Damon rozpina.. guzik spodni Jas, a następnie ich rozporek.
Cholera, nie mogę na to patrzeć..
Słyszę jej pisk, lecz już nie patrzę na ekran. Zerkam wszędzie, byle nie tam. Nagle Justin podchodzi do odtwarzacza i za jednym, mocnym walnięciem, płyta się wysuwa pod uderzeniem.
Siedzę, nie wiedząc, co mogę zrobić. Uspokoić go? A może dać mu się wyżyć?
Mężczyzna dyszy, ściskając tę nieszczęsną płytę. Rzuca nią przez pokój, a ja modlę się, by jej nie rozbił. Mamy dowody. Możemy iść na policję. Lecz najpierw musimy obejrzeć ją do końca, a ja wiem, że Justin nie jest na to gotowy.
Widząc, jak zaciska oczy szybko do niego podchodzę i kładę dłonie na jego policzkach, zwracając jego twarz w moją stronę. Patrzy w podłogę, wciąż dysząc.
   -Popatrz na mnie -delikatnie szepczę, gładząc jego gładki polik. Wściekle marszczy brwi, lecz gdy jego wzrok sięga moich oczu, jego rysy twarzy łagodnieją. -Uspokój się.
Mój głos jest cichy, łagodny. Uspokajający.
Zaciska oczy, lecz nie pozwalam mu na to. Musi w końcu się przede mną otworzyć. Całkowicie.
    -Nie potrafię.. -szepcze, wpatrując się w moje usta. Zaraz po tym ponownie zaciska oczy. -Nie chcę..
Bez dłuższego namysłu staję na palcach i gwałtownie go całuję. Najpierw jest w szoku i nieruchomo stoi, nie reagując, lecz kiedy łapię go za szyję, a drugą dłonią ciągnę za włosy, odnajduje się w pocałunku i odwzajemnia go, wpychając swój język do mojej buzi.
Ten pocałunek miał na celu go uspokoić, mnie też zresztą, lecz czuję, że teraz moje serce bije szybciej, niż wcześniej. Wręcz kołocze.
Dłonie mężczyzny kierują się w dół moich pleców, aż do pośladków. Podnosi mnie, a ja owijam nogi wokół jego talii, całując go z coraz większą pasją i namiętnością.
Na oślep kieruje się, do jak podejrzewam, sypialni, co jakiś czas obijając mną o ściany, które stoją nam na przeszkodzie.
Wreszcie czuję, że wokół robi się ciemno, co oznacza tylko jedno - jesteśmy w jego sypialni. Nagle rzuca mnie na łóżko, przerywając chwilowo pocałunek. To wszystko się tak szybko dzieje, że nawet nie zwracam uwagi na to, że podchodzi do drzwi i je zamyka, a już po chwili jest na mnie.
Czując jego dłonie na biodrach, zaraz po tym ciągnie za końce mojej koszulki i pod wpływem podniecenia zdejmuje ją i odrzuca na bok. Swoją również.
Wpatruje się w moje piersi, zakryte czarnym, koronkowym stanikiem. Widzę na jego twarzy skupienie i podniecenie. Zasycha mi w gardle, gdy unosi na mnie wzrok, a jego oczy ciemnieją.
    -Kurwa mać.
I zaraz po tym gwałtownie mnie całuje, ściskając mój biust. Chcę jęknąć, lecz zagryza mą wargę, powodując moje skomlenie. Dyszę, tak samo jak on. To naprawdę podniecające. Przenosi pocałunki na szczękę, aż do szyi, a ja ciągnę za jego włosy.
A ja czuję nie tyle wstyd, będąc pod nim bez koszulki, co łaskotanie w podbrzuszu. To się chyba nazywa motylki w brzuchu, czy jakoś tak.
Nie ważne. 
Ważny jest on. Bardzo. Zwłaszcza jego dłonie na moim ciele. I jego usta na mojej szyi.. i język pieszczący mą skórę. I Boże, ja naprawdę go pragnę.
Chcę mu jakoś to pokazać. Pokazać, że nie robię tego tylko po to, by go pocieszyć. Ja też tego chcę. Niepewnie lekko unoszę biodra i ocieram się o jego krocze, wywołując jego jęk. Widzę, że potrzebuje dotyku. Tylko, że ja się na tym nie znam. Nie wiem, jak sprawić mu przyjemność.
   -Po prostu.. -szepcze pomiędzy całowaniem mojej szyi i biustu -zdaj się na instynkt. Ciało Cię nie zawiedzie, kochanie.
Jego dłonie są takie ciepłe, a głos taki niski.. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej jego oczy były tak ciemne, jak w tej chwili.
Co jakiś czas kręcę biodrami, ocierając się o jego ciało. Gdy przestaje mnie obsypywać pocałunkami, unoszę lekko głowę i teraz to ja całuję jego szyję. Zasysam jego skórę, a on wzdycha, napierając swoim ciałem na moje.
Gdy się odsuwam, na jego szyi widoczna jest sina plama, w postaci malinki. Dumna z siebie zagryzam wargę, po chwili spoglądając na niego spod rzęs. Jego usta są lekko uchylone, a wzrok skupiony na mojej twarzy.
    -Oznaczyłaś mnie? -pyta, a ja nagle się rumienię i z niewinnym uśmieszkiem kiwam głową. Ze zdenerwowania przygryzam palec wskazujący, mając nadzieję, że to co zrobiłam, jest dobre. -Hmm..
Chwyta mój palec i sam go przygryza, patrząc na mnie spod rzęs, a ja po raz kolejny czuję motylki w brzuchu.
    -Więc teraz i ja powinienem oznaczyć Ciebie..
Uwodzicielsko szepcze do mojego ucha, uwalniając mój palec.
Posyłam mu kokietujące spojrzenie i kręcę biodrami.
    -Więc na co czekasz?
Jego oczy automatycznie się zaświecają, a ja zagryzam wargę, czekając na jego pocałunki.
Pochyla się, przez co czuję jego oddech. Papierosy zmieszane z gumą miętową. Kocham tę mieszankę.
Najpierw delikatnie muska moją szyję, a po chwili ją gwałtownie ssie. Przesuwam dłońmi po jego plecach, delikatnie je drapiąc. Z szyi schodzi niżej, do biustu. Jego dłoń kieruje się ku piersi, a palce za miseczkę stanika. Posyła mi pytające spojrzenie, a ja zafascynowana widokiem jego wytatuowanych rąk na moich piersiach, kiwam delikatnie głową.
Jego dłoń wchodzi pod materiał stanika i odsuwa miseczkę, uwydatniając moją pierś. A ja w tej chwili cieszę się, że w jego sypialni jest zawsze ciemno, bo w tej chwili jestem czerwona jak burak. Chociaż i tak pewnie to widzi, nie panuje tu aż taka ciemność.
Drugą miseczkę też odsuwa, a ja się zastanawiam, czemu po prostu mi nie ściągnie stanika.
Tak, Ty i te Twoje przemyślenia w takich momentach, Sophie..
Gwałtownie wciąga powietrze, widząc moje piersi w pełnej okazałości.
Jego usta przenoszą się na nie. Liże, ssie, gryzie moje sutki.
Nie wytrzymam..
Popycham go tak, że to teraz ja jestem nad nim. Siadam na nim okrakiem i całkowicie zdejmuję swój stanik, rzucając go w kąt pokoju. Ocieram się o jego krocze, gdy on mnie łapie za biodra. Całuje moje piersi, a ja biorę się za odpinanie jego rozporka.
Po sekundzie jednak mnie powstrzymuje od tego. Bierze moje ręce w swoje dłonie i patrząc na mnie od dołu zbliża swą twarz do mojej.
   -Wiem, że chcesz ze mną to zrobić..
Dysząc, próbuję się uspokoić.
To już ten moment? Stracę dziewictwo?
Kosmyk, który mi pada na twarz zakłada za moje ucho, i głaszcze mój policzek. Wtulam twarz w jego dłoń, niepewnie się uśmiechając.
    -Wiem, że chcesz.. -wzdycha, wpatrując się w moje oczy. -Ale nie musisz. Robisz to z litości. Nie chcę tego, Sophie.
Histerycznie kręcę głową, przecząc mu.
Jak on  mógł tak w ogóle pomyśleć?
    -Nie prawda. Pragnę Cię, Justin -palcami wędruję po jego mięśniach na klatce piersiowej, zarysowując jego tatuaże.
    -Ale.. -nie chcę słuchać jego wymówek. Całuję go, by przestał gadać. Sama nie jestem pewna, cz jestem gotowa, ale wiem, że jestem podniecona. -Nie musimy.. naprawdę. To.. za szybko..
Nagle przerywam pocałunek.
Za szybko? 
Rzeczywiście się może trochę zapędziłam..  
Skąd we mnie tyle odwagi i śmiałości?
Zachowałam się jak niewyżyta seksualnie dziwka.. Boże, ale wstyd. 
    -Mamy czas, okej?
Niepewnie kiwam głową i wstaję z niego. Pochylam się, po czym w pośpiechu podnoszę stanik i go szybko i zręcznie zakładam. Tak samo koszulkę.
   -Ale nie powiedziałem, że masz się ubierać -droczy się. Przepełniona nagłą nieśmiałością i zawstydzeniem wychodzę z sypialni.
Idę do kuchni, po czym wyjmuję szklankę z górnej szafki i nalewam do niej wody z kranu. Powoli popijam wodę, próbując opanować szybkie bicie serca.
Słyszę jego kroki, które są coraz bliżej. Udaję, że obserwuję coś za oknem, byleby nie musieć spojrzeć mu w oczy.
Czuję jego dłoń na talii, a drugą na brzuchu. Wzdycham, odkładając szklankę na blat. Przymykam oczy, czując jak delikatnie całuje mnie po szyi. Przyciska mnie do swojego ciała, wywołując ciepło rozchodzące się po podbrzuszu. Otwieram oczy, patrząc przez okno. Na dworze pada, a na trzepaku przed domem Justina siedzą dzieci bez kurtek, jedynie w potarganych spodniach i brudnych bluzach. Trzech z nich ma posiniaczone twarze. Wszyscy palą papierosy.
   -Ile oni mają lat? -pytam cichym głosem. Najpierw nie przestaje mnie całować, lecz po chwili unosi głowę i patrząc tam gdzie ja, marszczy brwi.
   -Oni? -kiwa głową na grupkę chłopców. -Nie wiem. Dwóch z nich ma jedenaście lat. Jest tam też brat jednego z nich, który ma dziewięć. Reszta mi wygląda na tyle samo.
   -Przecież to jeszcze dzieci..
   -Może i są dziećmi, ale nigdy nie mieli prawdziwego dzieciństwa. Tutaj nie ma czegoś takiego jak szkoła, czy przedszkole. Nie ma tu placów zabaw. Oni wszyscy są z sierocińca, znajdującego się parę kilometrów stąd. -wzdycha, wtulając się we mnie od tyłu. Boże, biedne dzieci. Nie wyobrażam sobie nie mieć w dzieciństwie zabawek, przedszkoli, placów zabaw.. to musi być straszne. -Staram się chronić Jas przed takim życiem. Nie wypuszczam jej poza dom, no chyba, że jedziemy gdzieś za miasto. To naprawdę straszne, chronić własną siostrę przed swoim stylem życia. Jestem tym, przed którymi ją ostrzegam..
   -Nie jesteś taki, Justin -kręcę głową i odwracam się w jego stronę. Obejmuję jego szyję, wpatrując się w niego z uwielbieniem. Boże, jest taki piękny. Jak ja mogę mu się podobać? -To nie prawdziwy Ty.
Stoimy nieruchomo wpatrując się w siebie nawzajem, a moje serce spowalnia swój rytm. Mogłabym się do końca życia wpatrywać w jego oczy..
Wzdycham, gdy on nagle mnie mocno przyciska do swojego ciała i wtula się we mnie. Zastygam w bezruchu, dopiero po chwili obejmując go.
Ma usta przy mojej szyi, a ja czuję jego ciepły oddech przy uchu.
   -Możliwe, że dzięki Tobie taki już nie jestem.

1 komentarz: