wtorek, 8 września 2015

21. Justinie Bieberze, punkt dla Ciebie

Gdy wracam do domu próbuję cicho stąpać po skrzypiącej podłodze. Wiem, że moi rodzice nie śpią, ponieważ w ich sypialni świeci się lampa. Zamykam drzwi wejściowe, najciszej jak się da.
Po sprawdzeniu, czy nie ma ich w salonie, wchodzę po schodach na górę. Słyszę ich głosy docierające z sypialni.
Już mam wejść do swojego pokoju, gdy przypadkowo słyszę głos matki
   -W końcu będziesz musiał im powiedzieć -motyw tajemniczości w jej głosie sprawia, że nie pozostaje mi nic innego jak podsłuchanie dalszej rozmowy. Podchodzę po cichutku do ściany i nie wyłaniając się zza niej, próbuję usłyszeć resztę wymienianych zdań. -i tak się dowiedzą, wiesz to.
Ponure, głębokie westchnięcie ze strony taty wprowadza mnie w jeszcze większe zdezorientowanie. O kim oni mówią?
   -Jak to sobie wyobrażasz? Cody już sięga po narkotyki, jak się zachowa, gdy się o tym dowie? -jego głos jest równie tajemniczy, co matki. Jedynie bardziej przygnębiony. -Przecież wtedy już go kompletnie stracimy. Tak samo Sophie, ona się załamie.
   -Trzeba było o tym myśleć wcześniej -jedynie co po tym słyszę to pstryknięcie i tuż po tym dźwięku światła gasną.
Jestem jeszcze bardziej zdezorientowana, niż wcześniej. Nagle robi mi się słabo, muszę się przytrzymać ściany, by nie upaść. O co tu chodzi? Co się stało? Czy wszyscy muszą mieć przede mną jakieś tajemnice? Sama jesteś nie lepsza, no nie Sophie?
Dobra, przymknij się sumienie. Mam dość tych wszystkich pytań, na które nie znam odpowiedzi.
Kieruję się do swojego pokoju, po czym od razu kładę się na łóżku. Boże, jestem wyczerpana. Zamykam oczy, nawet się nie rozbierając. Nie myślę o niczym, jestem tak zmęczona, że od razu odpływam. Kręci mi się w głowie i ogólnie nie mam na nic siły. A zwłaszcza na odebranie telefonu, który nagle zaczyna dzwonić, zmuszając moje ciało do drgnięcia.
Dla spokoju podnoszę go i odbierając połączenie, przykładam do ucha.
    -Halo? -mamroczę pod nosem. Same oczy mi się zamykają. -Kimkolwiek jesteś, daj mi spać.
Słyszę, jak ktoś po drugiej stronie pociąga nosem. Nie odzywa się.
Już mam się rozłączyć, gdy nagle słyszę jego roztrzęsiony głos
    -Chyba potrzebuję Twojej pomocy.. -po przeanalizowaniu tego zdania automatycznie się otrząsam i unoszę do pozycji siedzącej. Moje serce bije o wiele szybciej niż niecałe trzy sekundy temu i nagle nie chce mi się już spać. -Natychmiast.

Wieczorny chłód nie przeszkadza mi w pokonaniu paru dzielnic prowadzących do Justina.
Gdy go widzę, od razu na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech. Stoi do mnie tyłem, rozmawiając przez telefon. Jest ubrany w czarne dresy i szarą bluzę.
Rozłącza się, a gdy odwraca się w moją stronę automatycznie uśmieszek znika z mojej twarzy. Jego wyraz twarzy mówi mi, że jest wściekły, zagubiony, zawiedziony i.. bezradny.
   -Nigdzie jej kurwa nie ma! -wrzeszczy, ciągnąc za swoje cudowne, złote włosy. Ma przekrwione oczy, jakby płakał. -Nie ma jej u pierdolonej sąsiadki, u Mike'a, u drugiej sąsiadki, w przedszkolu.. kurwa mać, szukałem nawet na jebanym placu zabaw, a jedyne co znalazłem, to puste butelki wódki!
   -Justin, spokojnie! -próbuję go uspokoić, choć sama się trzęsę jak galareta. I to nie z zimna. Ze strachu o małą, brązowooką dziewczynkę, którą pokochałam jak własną, młodszą siostrę. -Ona się znajdzie, ale Twoje krzyki nic nie dadzą.
Nagle do mnie podchodzi i ciągnie za nadgarstki, przyciągając do swojego rozgrzanego, trzęsącego się ciała. Ostatnio często mnie przerażasz, Justin.
   -Zajmuję się rzeczami, o których nawet nie masz pojęcia. Mieszkam w miejscu, gdzie codziennie popełniane są przestępstwa. Gwałty, morderstwa, kradzieże.. Kurwa mać, znam osoby, które za jedno krzywe spojrzenie w ich stronę mogłyby Cię zgwałcić, a następnie zabić, rozumiesz? -jego wściekłe spojrzenie przebija moją duszę, lecz nie lękam się. Rozumiem go. Ma prawo być wściekły. Spluwa mi w twarz, a ja jedynie stoję i wpatruję się w niego ze współczuciem. -Nadal wierzysz, że nic jej nie jest?
Jego twarz jest niemalże centymetr od mojej i gdyby nie sytuacja w której się znaleźliśmy, miałabym ochotę go pocałować. Lecz w tej chwili jedyne, o czym jestem w stanie myśleć, to troska o Jasmine i o psychikę Justina.

Po półgodzinnym poszukiwaniu dziewczynki byłam jeszcze bardziej zdeterminowana niż wcześniej, by ją odszukać. Justin był za to wyczerpany. Nie fizycznie, psychicznie.
Gdy mijamy kolejne miejsce w którym mogłaby być brązowooka, roztrzęsiony chłopak pada na kolana i szepcząc coś pod nosem, zaczyna się trząść.
Orientuję się, że coś jest nie tak dopiero wtedy, gdy słyszę jego zgrzytanie zębami i głośny, niespokojny oddech. Odwracam się, od razu do niego szybko podchodząc.Wpatruje się pusto w mokrą trawę.
Całe jego ciało przechodzi dreszcz, gdy dotykam jego ramienia.
   -Justin, spokojnie.. -szepczę, próbując zapanować nad jego emocjami. Musi wziąć się w garść. Zaczyna jeszcze bardziej panikować i jeszcze głośniej oddychać. Wygląda, jakby dostał ataku. Tak, myślę, że to wygląda jak atak paniki. Cholera. -JUSTIN!
Ponownie nie reaguje. Również klękam przed nim na kolanach i unoszę jego twarz, by na mnie spojrzał. Jego spanikowany wzrok desperacko próbuje odnaleźć moje oczy, lecz zgaduję, iż łzy formułujące się w jego tęczówkach uniemożliwiają mu to. Teraz i ja panikuję. Zaciska oczy, jakby chciał pozbyć się łez.
Nawet nie wiem gdzie jesteśmy, roztrzęsiony chłopak jest moją jedyną mapą.
   -Musisz się uspokoić, okej? -ujmuję jego twarz w dłonie, przygotowana na łzy cieknące po twarzy. Zamiast tego, gdy otwiera wystraszone oczy, nie ma w nich już łez. Ponownie są beznamiętne, puste. A mi jest jeszcze bardziej go szkoda. -Dlaczego to robisz?
   -Co robię? -wreszcie się odzywa, choć bardzo cichym, trzęsącym się głosem. Kręcę głową do siebie, przytulając go. Bardzo delikatnie, by dać mu do zrozumienia, że tu jestem i może na mnie liczyć.
   -Ukrywasz emocje -szepczę mu do ucha smutnym głosem. Dlaczego się wstydzi swoich uczuć? Nie może się przede mną otworzyć? Dlaczego wypiera każdą silną emocję? -Nie rób tego więcej.
Zerka na mnie, wzdychając.
   -Uczucia są częścią świata, którego nie znam -odszeptuje, podnosząc się i idzie, zostawiając mnie sparaliżowaną w tyle.
Nieprawda. Należysz do mojego świata, Justin. A tu uczucia grają główną rolę.

    -O co chodzi? -pytam, widząc jego minę. Rozmawia przez telefon, co chwilę zmieniając wyraz swojej twarzy. Raz jest wściekły, a raz smutny, zszokowany.
Nie odpowiada mi.
    -Jeśli cokolwiek jej kurwa chuju zrobisz, przysięgam, że odetnę Ci fiuta i rzucę go na pożarcie rekinom -wściekle syczy. I wtedy już wszystko rozumiem. -Nie będę Ci nic załatwiał, skończyłem z tym, dobrze o tym wiesz..
Po chwili rozłącza się, dysząc z wściekłości. Chcę go uspokoić, lecz cofa się za każdym razem, gdy się zbliżę.
Odchodzi na parę metrów ode mnie i uderza zaciśniętą pięścią w murowaną ścianę. Nawet się nie krzywi z bólu, jedynie jeszcze bardziej się wścieka.
   -Justin..
Wzdycham, wiedząc, że mnie nawet nie słucha. Nagle zaczyna okładać ten sam mur pięśćmi, ignorując krew cieknącą z rozdartych kostek.
Podbiegam do niego, popychając w stronę muru. Nie daje to nic, jedynie zwiększa siłę, z jaką uderza w niego.
   -Słuchaj, wiem jak się czujesz, to okropne, ale musisz wziąć się w garść! -wrzeszczę, choć nie wiem kto porwał Jasmine. Ale na pewno nie jest to żaden dziwny kolega Justina. Wiem, że dzieje się coś złego. Bardzo złego. -Nie jesteś niczemu wi...
   -PIERDOLISZ GŁUPOTY! -wrzeszczy mi prosto w twarz, wprawiając mnie w zakłopotanie. Nie wiem co powiedzieć, jego spojrzenie jest zbyt intensywne. -To całe jebane gówno w jej życiu jest moją winą, okej? Rozwód rodziców, śmierć matki, wypadek mojego brata.. -kręci głową do siebie. Nagle nieruchomieję, gdy słyszę jego cichy wark. -Jebane kurwa motory..
Wpatruję się w jego twarz, próbując zrozumieć o czym mówi. Nie wiedziałam, że miał brata.
   -O czym Ty mówisz? -niepewnie pytam, gdy on ze stresu pociera swoją twarz dłońmi, wzdychając. Ma zaciśnięte oczy, gdy ciężko oddycha. Tak dużo dziś przeżył.. chcę przejąć na siebie mały kawałek jego bólu, jak w serialu Teen Wolf.
   -Nie interesuj się, okej?
Patrzę na niego jak na debila. O co mu znowu chodzi? Boże.
   -Och, więc rozumiem, że mam sobie iść? -uśmiecham się sardonicznie, pogarszając sytuację.
Automatycznie na mnie zerka, nie odpowiadając mi. Jedynie kręci głową, dając mi do zrozumienia, że nie chce ciągnąć tematu. Rusza naprzód, prawdopodobnie próbując obmyślić jakiś plan.
A ja kolejny raz się gubię w jego słowach, oczach i łzach, które kolejny raz udało mu się zatrzymać.
   -Mógłbyś mi chociaż łaskawie powiedzieć, czego się dowiedziałeś przez ten cholerny telefon? -z wyrzutem pytam, tracąc cierpliwość do tego chłopaka. -I kto Cię tak strasznie nienawidzi, że chciałby skrzywdzić Twoją jedyną rodzinę? Chcę, żebyś w końcu mi zaufał.
Zatrzymuje się, odwracając głowę w moją stronę. Wpatruje się we mnie, jakby chciał nauczyć się na pamięć każdego elementu mojej twarzy. Choć mi to sprzyja, ignoruję to. Potrzebuję mu pomóc, lecz nie zrobię tego, gdy nie będę wiedzieć co się dzieje. On musi mi w końcu zaufać.
Przełykam głośno ślinę, słysząc jego odpowiedź.
   -Jasmine jest na to zbyt dobra, Sophie. Ona nie zasługuje na to piekło -kręci głową do siebie, a ja wstrzymuję oddech, czekając, aż powie coś więcej. -Mówiłem Ci, że dużo ludzi pragnie mnie złamać. Zrobiłem kiedyś coś okropnego, nawet jak na mnie. Więcej Ci nie mogę niestety powiedzieć.
Czując szczerość i powagę w jego głosie, kiwam głową, godząc się z tym. Podchodzę do niego, a gdy jestem już na wyciągnięcie ręki, dotyka palcami mojej dłoni. Złącza nasze palce, wzdychając.
Patrzymy w niebo, kompletnie, jakbyśmy byli na spokojnym spacerku w parku wieczorem.
Tyle, że nie jesteśmy spokojni i nie jesteśmy w parku.
   -A i jeszcze jedno -nie odwracam się do niego, choć wiem, że na mnie patrzy. Wzdycha, z powrotem unosząc głowę w stronę gwiazd. Dziś zdecydowanie świecą mocniej, niż zwykle. -Nikomu nie ufam tak, jak Tobie, dziewczyno. Tylko przy Tobie pokazuję.. swoje uczucia, jeśli jeszcze nie zauważyłaś.
Automatycznie się rumienię. Obejmuje mnie niepewnie ramieniem, a ja potajemnie wciągam zapach jego odurzających i podbijających serce perfum.
   -I bardzo podoba mi się Twoja koszulka, musisz nosić ją częściej -zerkam w dół, sprawdzając jaką koszulkę mam na sobie. No tak, chodziło mu o jej szeroki dekolt. Typowy facet.  
   -Mam rozumieć, że podoba Ci się widok moich piersi? -unoszę brew, prychając. Boże, a było tak romantycznie.. no, niezależnie od sytuacji. -Wiedziałam, że chodzi Ci tylko o to.
Posyła mi zdziwione spojrzenie, jakbym postradała zmysły. Po chwili jednak uśmiecha się lekko, łagodnie, po czym sam prycha, jakbym go uraziła.
   -Chodziło mi raczej o napis na niej -ponownie sprawdzam jaką mam na sobie koszulkę.
Na samym jej centrum pisze "Today the sky is filled with stars" wielkimi, grubymi literami.
   -Twoja koszulka mówi prawdę, dziś jest tak wiele gwiazd -szepcze, po czym pochyla się, by mnie pocałować.
A ja kolejny raz tego dnia mam ochotę jednocześnie się rozpłakać z bezradności.. i jednocześnie z własnego szczęścia.
Justinie Bieberze, punkt dla Ciebie.


***
o jeju, jeju XD
ogólnie to od razu przepraszam za nieobecność, ostatnie miesiące nie były najłatwiejszymi
widzę, że istnieją osoby które to czytają i czekają na kolejny rozdział 
a więc oto on - napisany na spontanie w godzinę, więc strasznie przepraszam za błędy i zjebaną pisownię - ponownie zresztą
nie pisałam tu dłuższy czas, ponieważ właśnie planuję nowe fanfiction
ale spokojnie, jeżeli ktokolwiek chce, bym dalej prowadziła to ff, to nie zostawiam tego
po prostu mam wiele nowych pomysłów
i chciałabym spróbować z kompletnie inną fabułą :)
zainteresowani > http://forgotten-boyfriend.blogspot.com/
 
 

2 komentarze:

  1. niedawno znalazłam tego bloga i powiem, że nie żałuję!:)
    będę tu zaglądać, bo wiem, że warto
    życzę weny:)
    http://art-of-killing.blogspot.com/ zapraszam na moje ff z Justinem, może przypadnie Ci do gustu<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwwwwww! *.*

    OdpowiedzUsuń